Aleksander Paszyński: Państwo powinno wspierać rynek budowlany
SPOWOLNIENIE WZROSTU: O potocznych ocenach sytuacji w budownictwie decydują zjawiska odnoszące się jedynie do budownictwa mieszkaniowego — dowodzi Aleksander Paszyński. fot. Borys Skrzyński
Komentując wyniki budownictwa mieszkaniowego w 1999 r., przestrzegałem przed przedwczesnym wyciąganiem optymistycznych wniosków z faktu, iż wyraźnie zwiększyła się liczba nowo rozpoczynanych domów, co teoretycznie powinno oznaczać automatyczne zwiększenie efektów tegorocznych i lat następnych. Za wcześnie jeszcze na kategoryczne oceny, ale wiele wskazuje, że mamy raczej do czynienia ze skutkami zachowań podatkowo-ulgowych niż budowlanych.
ODNOSI SIĘ to niestety, nie tylko do budownictwa mieszkaniowego; potwierdza taką opinię analiza tendencji w całym budownictwie, rozpatrywanych w dłuższych sekwencjach czasowych, choćby ostatniego dziesięciolecia. Oto w 1991 r. statystyka odnotowała prawie 11,4-proc. jego wzrost i w następnych spadek, prawie do zerowego poziomu w 1994 r. Później znów powolny wzrost z roku na rok — apogeum odnotowano w 1997 r. w postaci ponad 17-proc. poprawy — i znów spadek do 3 proc. w 1998 r. Wyniki te wskazują, że jeszcze nie nastąpiły czynniki uzasadniające pogląd, iż kryzys budownictwa został przełamany w sposób trwały i że pojawiły się jakieś systemowe rozwiązania wspierające aktywność inwestycyjną.
BARDZIEJ pogłębiona analiza budowlanych trendów potwierdza też wielokrotnie wyrażony na tych łamach pogląd, iż o potocznych ocenach sytuacji w budownictwie decydują zjawiska odnoszące się jedynie do budownictwa mieszkaniowego, a nie całego tego działu gospodarki. Wskazują na to także dane Głównego Urzędu Statystycznego. Wynika z nich, że ogólna wartość kontraktów zrealizowanych w zeszłym roku przez firmy budowlane wyniosła około 60 mld zł i była (realnie!) o blisko 3 proc. wyższa niż przed rokiem. Na tle innych dziedzin wytwórczości nie są to wyniki złe.
NIESTETY — i to może smucić najbardziej oraz wspierać pesymistyczne nastroje panujące w środowisku przedsiębiorców budowlanych — miniony rok utrwalił pewne zjawiska, wskazujące na wyraźne spowolnienie tendencji wzrostowych w budownictwie. W każdym razie, podczas gdy w grudniu 1998 r. optymistów budowlanych było o 31 proc. więcej niż pesymistów, to już rok później ta przewaga stopniała do 27 proc. Mniej też przedsiębiorców oczekiwało na poprawę wyników ekonomicznych swych firm.
NAJBLIŻSZA przyszłość pokaże, w jakim stopniu wyraźne zwolnienie tempa budowlanego rozwoju ma charakter przejściowy, a w jakim trwały. Eksperci zagraniczni, prowadzący stałe badania koniunktury budowlanej w Polsce, wieszczą dobre lata, oceniają np., że całkowita wartość inwestycji budowlanych wzrośnie u nas z 19,8 mld USD w 2000 r. do 45 mld USD w 2001 r. Uważają, że odnosi się to także do budownictwa mieszkaniowego. Prognozują też, że inwestycje biurowe w dużych miastach będą rosły w tempie 6 proc., a handlowe — nawet 8 proc. rocznie. Ich zdaniem, całe budownictwo przemysłowe ma już w tym roku wzrosnąć o 2 proc., by w latach następnych powiększać portfele zleceń o 5 proc. rocznie.
BYŁBYM jednak ostrożny z budową planów rozwoju firm w oparciu o te prognozy. Budownictwo nie jest samoistną i wyizolowaną sferą gospodarki, jego pomyślność zależy od bardziej ogólnych czynników rozwoju. Jedno wydaje się wszak pewne: w tym roku powinno nastąpić rozstrzygnięcie sporu między optymistami i pesymistami.
Aleksander Paszyński jest prezesem Korporacji Przedsiębiorstw Budowlanych Uni-Bud, byłym ministrem budownictwa