Państwo testuje parcelację Sygnity

W przetrwanie legendy IT wątpi jej nadzorca. Odszedł prezes, ważny klient robił przymiarki do przejęcia systemu na własność, a kontrahent dobił kurs

Informacja, że podwykonawca, z którym Sygnity współpracuje „w związku z wieloletnim projektem z zakresu administracji publicznej”, wypowiedział spółce umowę, sprawiła, że kurs akcji zanurkował wczoraj o 11 proc. Już wcześniej jednak akcjonariuszom mocno wyblakłej legendy polskiego IT nie brakowało powodów do zmartwienia. Sygnity od dawna stacza się po równi pochyłej — dzisiaj jest cieniem samego siebie sprzed lat. W sierpniu i wrześniu 2016 r. kurs był najniżej w 22-letniej giełdowej historii spółki.

Ostatniego dnia marca 2017 r. rezygnację złożył prezes Jan Maciejewicz. Funkcję sprawował niespełna rok, a do dymisji podał się kilka godzin po… uzyskaniu absolutorium. Pod koniec marca 2017 r. skończyła się też era Tomasz Sielickiego. Założyciel, niegdysiejszy prezes i główny akcjonariusz od dawna nie odgrywał w Sygnity większej roli, ale niewątpliwe był symbolem firmy — na tyle ważnym, że wiceprzewodniczył radzie nadzorczej. Tuż przed ostatnim walnym zrezygnował wraz z trzema innymi członkami nadzoru. Był wśród nich Mariusz Tokarski.

„Swoją rezygnację uzasadniam tym, że reprezentuję odmienne stanowisko co do działań, jakie powinna podejmować rada nadzorcza, aby zapewnić spółce kontynuację działalności” — napisał w dymisji Mariusz Tokarski. W Sygnity trudno znaleźć akcjonariusza, który mógłby wyznaczyć spółce kierunek. Największy ma 14 proc. akcji. Ponad 50 proc. kapitału jest w tzw. wolnym obrocie. To pozwala łatwo przejąć kontrolę nad firmą. Już parę lat temu pojawiła się plotka, że mogliby to zrobić Rosjanie.

Mocni klienci

Mimo kiepskiej passy Sygnity ma ważnych klientów — instytucje newralgiczne dla funkcjonowania państwa, m.in. Ministerstwo Finansów (MF) i NBP. Na zlecenie MF firma wdraża system e-podatki, za co łącznie ma otrzymać 313 mln zł. Realizacja kontraktu nie przebiega bezproblemowo. Wszystko wskazuje na to, że właśnie z tym zleceniem wiąże się wczorajszy spadek kursu. Kontrahentem, który wypowiedział umowę Sygnity, jest prawdopodobnie Fast Enterprises — de facto nie podwykonawca, lecz dostawca oprogramowania, które wdraża polska firma.

W poniedziałek zażądał 36,2 mln zł, we wtorek stwierdził, że obecna umowa „nie pozwalała na optymalną i efektywną współpracę”, i wyraził gotowość do zawarcia nowej. W razie problemów resort finansów mógłby przekazać wdrożenie swojej spółce Aplikacje Krytyczne, powołanej w 2016 r. Oficjalnie jednak nie widzi zagrożeń.

— Stale monitorujemy działanie oraz wdrażanie kolejnych elementów systemu e-podatki. Na obecnym etapie funkcjonuje prawidłowo. Nie mamy żadnych oficjalnych informacji o zagrożeniach w dalszej realizacji. W przypadku jakichkolwiek problemów będziemy rozważać wszelkie możliwe rozwiązania, które zapewnią terminowe wdrażanie kolejnych i sprawne działanie obecnych funkcjonalności — odpisał nam Łukasz Świerżewski, rzecznik Ministerstwa Finansów, jeszcze przed wtorkowym komunikatem Sygnity.

Ciekawa opcja

Drugiemu ważnemu klientowi, NBP, spółka dostarcza system wspierający obsługę budżetu państwa czy zadań związanych z członkostwem Polski w Unii Europejskiej. NBP od lat ma spółkę Bazy i Systemy Bankowe, która mogłaby przejąć tę działalność. Jej prezesem w latach 2013-16 był Mariusz Tokarski — ten sam, który zrezygnował z nadzoru Sygnity, motywując to odmiennym stanowiskiem w zakresie kontynuacji działalności.

Ponieważ system wykorzystywany w banku centralnym jest autorskim produktem Sygnity, za jego odstąpienie firma może oczekiwać wynagrodzenia. Wyprzedaż własnych aplikacji, przy odpowiednio wysokich stawkach, mogłaby być interesującą opcją dla akcjonariuszy finansowych.

Spółka mogłaby zakończyć działalność, spłacić wszystkie długi, a dla akcjonariuszy zostałoby więcej, niż wynosi jej giełdowa wycena. Na nasze pytanie o możliwe przejęcie systemu Sygnity NBP nie udzielił odpowiedzi. Komentowania scenariusza polegającego na wyprzedaży przez spółkę IT rodowychsreber odmówiło też trzech analityków giełdowych.

Cenny biling

Z naszych informacji wynika jednak, że państwo zrobiło już pierwsze podejście do przejęcia oprogramowania tworzonego przez Sygnity. Polska Grupa Energetyczna (PGE) negocjowała odkupienie praw majątkowych i kodów źródłowych do wykorzystywanego systemu bilingowego. — Żadna ze spółek grupy PGE nie prowadzi obecnie rozmów na temat zakupu praw majątkowych lub kodów źródłowych oprogramowania należących do Sygnity lub jej spółek zależnych — podkreśla Maciej Szczepaniuk, rzecznik PGE.

— Wszystkie negocjacje handlowe, które prowadzi spółka, objęte są tajemnicą handlową. Zarząd Sygnity nie komentuje spekulacji — przekazała nam agencja PR pracująca dla Sygnity. Z naszych informacji wynika, że z inicjatywą wyszła PGE, a konkretnie spółka PGE Systemy. Jej prezesem jest od czerwca 2016 r. Leszek Jędrzejczak, który wcześniej pracował w Sygnity. Za oddanie praw do systemu Sygnity miało zażądać 50 mln zł — taka kwota padła podobno w negocjacjach, ale nie była poparta analizą. To dwie trzecie obecnej wartości giełdowej Sygnity.

Wbrew pozorom, kwota nie jest absurdalna. W biznesie dystrybucyjnym PGE jest zlepkiem dawnych zakładów energetycznych. Korzysta z blisko dziesięciu systemów bilingowych, w tym produkowanego przez Sygnity. Jest także w trakcie procedury, która ma wyłonić dostawcę jednego systemu obsługi klientów dla całej PGE.

Wartość tego zlecenia szacuje się na 150-200 mln zł. Nawet po doliczeniu kosztów wdrożenia transakcja z Sygnity mogłaby więc mieć ekonomiczne uzasadnienie. Andrzej Dyżewski, właściciel firmy analityczno-badawczej DiS, zwraca uwagę, że rynek dużych systemów IT zaczyna robić zwrot w kierunku, z którego startował.

Zaczęło się od „szycia na miarę” systemów dla korporacji. Z czasem zamawiający zorientowali się jednak, że tego typu rozwiązania uzależniają od producentów oprogramowania. Nadeszły lata systemów standardowych, lekko modyfikowanych na potrzeby konkretnych firm. Ostatnio wraca jednak moda na aplikacje tworzone specjalnie dla konkretnych korporacji.

— Wahadło zaczyna wychylać się w tę stronę na Zachodzie. Wynika to z tego, że będąc jednym z wielu klientów, nawet dużym, nie ma się takiego wpływu na rozwój oprogramowania, jaki chciałoby się mieć. Powrót do systemów tworzonych dla konkretnych klientów następuje jednak w zmienionych realiach. Jest więcej narzędzi open source, a kadra zarządzająca ma już świadomość znaczenia systemów IT. Dla Sygnity sprzedaż systemu bilingowego byłaby jednak wyprzedażą sreber rodowych — komentuje Andrzej Dyżewski.

Być może stąd kwota 50 mln zł, która umożliwiłaby Sygnity spłatę wszystkich długów. Z perspektywy państwa natomiast negocjacje mogły być sondowaniem możliwości przejęcia praw autorskich do rozwiązań Sygnity stosowanych w newralgicznych instytucjach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Państwo testuje parcelację Sygnity