Papierkowy błąd kosztujący miliony

opublikowano: 11-08-2014, 00:00

PIŁKA — ZARZĄDZANIE — BIZNES: Organizacyjna wpadka Legii Warszawa, która decyzją UEFA straciła szansę na walkę o Ligę Mistrzów, to wydarzenie wykraczające poza wątek piłkarski.

Na boisku Celtic Glasgow rozbity został 6:1, ale za rewanż otrzymał walkower 3:0, zrobiło się 4:4 i zdecydowała bramka Szkotów na wyjeździe. Powodem walkoweru był zaś występ w Legii przez… trzy minuty piłkarza, nad którym ciążyła kara UEFA. Ta wpadka szokuje przede wszystkim dlatego, że najlepszy i najbogatszy polski klub pozycjonował się na firmę w pełni profesjonalną i nowocześnie zarządzaną. Wystarczyło jednak, że zawiódł trybik, że błędnie wypełniony został (aż trzy razy!) skład Legii na wcześniejsze mecze, by nastąpiła katastrofa sportowa, wizerunkowa i wreszcie biznesowa. Sam awans do grupy Ligi Mistrzów to na dzień dobry blisko 35 milionów złotych, a gdyby udało się dalej…

Zobacz więcej

WARSZAWA STADION LEGII. FOT. MAREK WIŚNIEWSKI

Dla skarżących się na bezduszność UEFA właścicieli Legii marna pociecha, że rekordu obciachu jednak nie ustanowili. W obszarze sportu nic przecież nie przebije Basenu Narodowego, czyli niedoszłego meczu Polski z Anglią, zatopionego przez ulewę 16 października 2012 r. Przy tamtej kompromitacji państwowej obecna klubowa to pikuś. Notabene nie pierwsza i nie ostatnia. Przypomnę z epoki PRL również „papierkowy” wstyd innego typu, który nie podlegał jednak ocenie UEFA. W najlepszym meczu w dziejach polskiej piłki, gdy w Chorzowie rozbici zostali 4:1 wicemistrzowie świata Holendrzy, nasi zagrali w koszulkach z… czerwonymi orłami w białym polu. Ktoś coś przekłamał w zamówieniu, świeże stroje od Adidasa rozpakowane zostały w szatni i nie było już czasu na naszycie orzełków prawidłowych. Wniosek z tego, że najrozmaitsze głupie wpadki są zjawiskiem ponadczasowym, niezależnym od ustroju, poziomu rozwoju gospodarczego, znajomości sztuki zarządzania etc.

Na zmianę decyzji UEFA nie ma realnych szans, wszak regulamin europejskich rozgrywek jest precyzyjny do bólu. Karą za nielegalny występ gracza, choćby przez minutę i bez dotknięcia piłki, jest automatyczny walkower 3:0 w piłce stadionowej, a 5:0 w halowej. Szefom Legii wypada milczeć, a nie roztaczać miraże zamiany przez UEFA rzeczywiście bezdusznej kary na łagodniejszą, a zwłaszcza pomstować na postawę korzystającego z okazji Celticu. Przecież równie niewspółmierne i nielogiczne są niektóre przepisy boiskowe, na przykład przypadkowa ręka obrońcy w kącie pola karnego skutkuje jedenastką, gdy ścięcie napastnika w stuprocentowej sytuacji poza polem — jedynie rzutem wolnym. Trudno też liczyć na błędy proceduralne popełnione przez UEFA przy podejmowaniu decyzji o walkowerze, wszak firma z siedzibą w szwajcarskim Nyon nieprzypadkowo tytułuje się rodziną…

Legii pozostaje obecnie zacisnąć zęby i dostać się do Ligi Europy. To turniej pocieszenia, płatny niezrównanie gorzej od Ligi Mistrzów, ale gdy się nie ma co się lubi… Drogą do odkucia się sportowego i finansowego jest awansowanie jak najwyżej. Gdyby Legii udało się dotrzeć — prawdopodobieństwo minimalne, ale nie zerowe — aż do finału tej edycji Ligi Europy, to przypomnę, że zostanie on rozegrany 27 maja 2015 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Papierkowy błąd kosztujący miliony