Polski rynek obligacji korporacyjnych bardzo prężnie się rozwija. Rośnie liczba emitentów, a dzięki uruchomieniu rynku Catalyst w 2009 r. zwiększyła się też płynność tych papierów. Wartość emisji na Catalyst wzrosła w 2011 r. o ponad 95 proc., do 40 mld zł. Obligacje przedsiębiorstw oferują wyższe stopy zwrotu w porównaniu z papierami skarbowymi i mogą też stanowić alternatywę dla akcji.

— Spadające marże za ryzyko kredytowe powodują wzrost rynkowej wartości papierów korporacyjnych. Dotyczy to zagranicznych obligacji, indeksów opartych na takich obligacjach, a także części obligacji dostępnych dla polskich inwestorów na rynku Catalyst — mówi Paweł Mizerski, zarządzający funduszami dłużnymi Axa TFI.
Ten trend widać już w USA i w Europie. Spółki europejskie wykorzystują poprawę nastrojów na rynkach, by zdobyć finansowanie, a inwestorzy w mniejszym stopniu niż przed sierpniowym krachem obawiają się ich upadłości. Chętnie więc kupują emitowane przez nie obligacje. Śrubują ich ceny i zachęcają do wypuszczania nowych papierów. Największa podaż dotyczy amerykańskiego rynku, gdzie finansowanie jest tańsze. Emitenci długu o niższej jakości za kapitał pożyczony w Ameryce płacą średnio tylko 7,53 proc. W Europie przeciętny koszt finansowania to aż 8,77 proc.
Większy zysk, większe ryzyko
Fundusze dłużne coraz chętniej inwestują w papiery korporacyjne. W niektórych przypadkach obligacje przedsiębiorstw stanowią uzupełnienie portfela, a w niektórych są głównym jego składnikiem. Zarządzający chcą w ten sposób zwiększyć potencjał zysku. Obecna rentowność polskich obligacji rządowych to 4,5 proc. na papierach dwuletnich, do 5,4 proc. na dziesięcioletnich. Obligacje korporacyjne emitentów o niższej jakości dają rentowność rzędu nawet 10-12 proc. Na bezpieczniejszych papierach można zarobić mniej. Rentowność obligacji dużych spółek, takich jak na przykład GPW czy Getin Noble Bank, dają odpowiednio 1,17 proc. ponad WIBOR6M i 3,75 proc. ponad WIBOR6M. Jednak nie ma róży bez kolców. Inwestycja w obligacje nieskarbowe wiąże się ze sporym ryzykiem. Przekonać się mogli o tym niedawno klienci Copernicus Papierów Korporacyjnych, który stracił na obligacjach bankrutującej spółki DSS. Zarządzający zdecydowali się na sprzedaż tych papierów z 30-procentowym dyskontem, co w konsekwencji doprowadziło do spadku wartości jednostki funduszu o około 1,7 punktu procentowego. Przewidywany wynik funduszu za I kwartał bieżącego roku to ok. 0,2 proc. Podobna wpadka dotyczyła spółki Advadis, która również złożyła wniosek o upadłość.
— Inwestowanie w portfel obligacji korporacyjnych to w pewnym sensie biznes statystyczny. Inwestując w obligacje przedsiębiorstw, należy liczyć się z tym, że pewien odsetek papierów nie zostanie wykupiony, że któryś z emitentów zbankrutuje. Istotne jest natomiast to, że Copernicus komunikuje się z rynkiem. Informuje o nieudanych inwestycjach i przyznaje się do błędu. Na razie może to odstraszać inwestorów, ale w dłuższym terminie zaprocentuje ich zaufaniem — uważa Tomasz Publicewicz, prezes Analiz Online.
Sprawozdanie prawdę powie
Takich wpadek inwestycyjnych w przeszłości było wiele. Jak zatem wybrać odpowiedni fundusz obligacji korporacyjnych, aby zminimalizować ryzyko i jednocześnie zachować wysoki potencjał zysku? Fundusz nigdy nie gwarantuje, że oczekiwana stopa zwrotu będzie dodatnia, jednak inwestując w papiery obligacyjne, oczekujemy pewnego poziomu bezpieczeństwa, większego niż w przypadku akcji. Dlatego zanim powierzymy nasze pieniądze TFI, trzeba zobaczyć nie tylko, jakie wyniki fundusz osiągał historycznie,ale również sprawdzić kto nim zarządza, jakie ma doświadczenie, jaką fundusz ma politykę i jak podchodzi do dywersyfikacji.
— Dużo nie znaczy dobrze — tak można w skrócie powiedzieć o dywersyfikacji. W portfelu funduszu powinno być tyle papierów korporacyjnych, iloma jeden zarządzający jest w stanie zarządzać. To jest prawdziwa dywersyfikacja — uważa Beata Kielan, prezes GO TFI. Skład portfeli można sprawdzić w półrocznych sprawozdaniach finansowych. Należy wtedy zwrócić uwagę na koncentrację portfela, dobór emitentów i ich wiarygodność finansową.
— Czyli jaki jest udział emitentów o ratingu inwestycyjnym, a jaki poniżej inwestycyjnego. Ponieważ wielu mniejszych emitentów nie jest oceniana przez największe agencje ratingowe, trzeba szukać innych sposobów — uważa Tomasz Publicewicz.
Jego zdaniem, sporo może również powiedzieć np. średnie oprocentowanie papierów, znajdujących się w portfelu, w bieżącym okresie odsetkowym.
— Ważne są również zasady konstrukcji portfela, uwzględniające maksymalny udział pojedynczego emitenta oraz maksymalne zaangażowanie w pojedynczą emisję. Im mniejszy udział emitenta lub emisji, tym mniejsze ryzyko silnego jednorazowego spadku jednostki uczestnictwa — dodaje Tomasz Publicewicz.
Catalyst czy fundusz?
Zalety inwestowania w obligacje korporacyjne za pośrednictwem funduszy
Inwestor kupuje gotowy portfel/strukturę z odpowiednią dywersyfikacją i rentownością. Nie jest to możliwie w przypadku bezpośredniej inwestycji w obligacje korporacyjne. Budowa portfela trwałaby wtedy bardzo długo i wymagała zaangażowania minimum kilkunastu tys. zł. Przy inwestycji w fundusze wystarczy zaledwie 1 tys. zł. Ponadto bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia inwestor nie jest w stanie dobrze ocenić wiarygodności emitenta, co jest niezwykle ważne podczas inwestowania w tego rodzaju aktywa. Przewagą funduszy jest też możliwość wyjścia z inwestycji w każdym momencie. Nie jest to takie łatwe na rynku Catalyst, który nie jest tak płynny, jak rynek akcji.
Największe wpadki na rynku obligacji korporacyjnych
Kilka lat temu przekonali się o tym klienci funduszu SEB2 Obligacji i Bonów Skarbowych. W ciągu roku stracili ponad 22 proc. swoich oszczędności, a wszystko przez rosyjskie papiery korporacyjne, w które fundusz ulokował ponad 30 proc. aktywów. Innym przykładem jest fundusz DWS Dłużnych Papierów Wartościowych (obecnie Investor Obligacji), który stracił na inwestycjach w papiery strukturyzowane ponad 3 proc. w ciągu jednego miesiąca. Niezbyt dobrą inwestycją okazały się także obligacje Reportera, spółki odzieżowej. Papiery tego emitenta warte łącznie 50 mln zł kupiło w 2006 r. kilkanaście funduszy dłużnych (m.in. fundusze Skarbiec TFI). Po trzech latach spółka ogłosiła upadłość, a stopy zwrotu funduszy poleciały w dół.