Papiery dłużne znów uderzą w ING BSK

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 16-01-2009, 00:00

Nie zakręcamy kurka z kredytami. On jest wreszcie nastawiony na właściwą przepustowość — mówi szef ING Banku.

Dynamika kredytów spadnie minimum o 50 proc. — ocenia bank

Nie zakręcamy kurka z kredytami. On jest wreszcie nastawiony na właściwą przepustowość — mówi szef ING Banku.

Historia w ING Banku Śląskim (ING BSK) lubi się powtarzać. Na koniec 2007 r. wynik zaniżyła negatywna wycena papierów dłużnych. W 2008 r. mamy to samo.

"Wycena portfela polskich obligacji znajdujących się w posiadaniu banku została obniżona o około 290 mln zł, i o analogiczną kwotę uległy obniżeniu dochody banku osiągnięte w IV kwartale ubiegłego roku" — podał bank w komunikacie.

W rezultacie zamiast 700 mln zł zysku w całym ubiegłym roku ING BSK zarobił prawdopodobnie około 480 mln zł.

— Bank poniósł głównie straty na polskich obligacjach denominowanych w euro, które na skutek zawirowań na rynkach finansowych straciły na wartości w czwartym kwartale — mówi Marek Juraś, szef działu analiz DM BZ WBK.

ING BSK popłynął na papierach rządu polskiego kupionych przed dwoma laty, których termin zapadalności upływa w okolicach 2020 r. Strata ma charakter księgowy. Do tego czasu bank może się jeszcze nieźle odkuć na papierach. Marek Juraś uważa, że gdyby portfel nie był zabezpieczony przed wahaniami kursowymi, to mógłby zarobić także w IV kwartale, a nie stracić, bo przykłady funduszy obligacji w obcych walutach pokazują, że można było na nich zrobić ładny zysk.

— Można zadać sobie pytanie, czy lepiej mieć obligacje polskiego rządu czy kredyty w polskich firmach. Szczęściem ING BSK jest to, że nie pożyczał tak dużo jak inne banki — komentuje Andrzej Powierża, analityk DM Handlowy.

Maleje popyt

Bank, pod kierownictwem Brunona Bartkiewicza, od lat trzyma się konserwatywnej polityki kredytowej. Na krótko wszedł na ten rynek kredytów walutowych, ale się szybko wycofał. Od tego tygodnia wymaga od klientów 20 proc. wkładu własnego dla kredytów hipotecznych w złotych.

— Wreszcie jest po bożemu. Wracamy do normalnej bankowości — mówi Brunon Bartkiewicz.

Uważa, że w ostatnich latach rynek kredytów został w sposób sztuczny rozdęty ponad miarę — na skutek liberalnych zasad liczenia zdolności kredytowej i niedoszacowania ryzyka wahań kursowych.

— Teraz ocena ryzyka znowu zyskuje pierwszorzędne znaczenie — mówi prezes Bartkiewicz.

Szef ING BSK odpiera zarzuty pojawiające się w mediach, że banki przykręcają kurek z kredytami.

— Rentowność przedsiębiorstw będzie się zmniejszać. Pytam więc: jaki jest potencjał do zwiększania akcji kredytowej firm obciążonych kredytami. Nie chodzi o to, że banki ograniczają akcję kredytową. Maleje popyt na finansowanie ze strony gospodarki, która coraz mocniej odczuwa recesyjne impulsy — mówi Brunon Bartkiewicz.

Jak amen w pacierzu

Ocenia, że dynamika kredytów spadnie w tym roku o przeszło połowę. To optymistyczny scenariusz. Pesymistyczna prognoza zakłada 80-procentowy spadek. Wielkość akcji kredytowej będzie wprost uzależniona od wielkości depozytów, jakie zbiorą banki.

— Mamy bezprecedensowe odejście od innych źródeł finansowania. Rynek obligacji nie istnieje. To, że żaden bank nie uplasuje emisji w I półroczu, jest pewne jak amen w pacierzu — mówi prezes.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu