Para buch, koła w ruch

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-04-06 00:00

Przez ponad pół wieku stawała na wielu stacjach. Ciężka, ogromna i pot z niej spływał. Pierwsza polska lokomotywa parowa — Tr21.

Przez ponad pół wieku stawała na wielu stacjach. Ciężka, ogromna i pot z niej spływał. Pierwsza polska lokomotywa parowa — Tr21.

Władze odrodzonego państwa stanęły przed niełatwym zadaniem scalenia trzech zupełnie odmiennych pod względem gospodarczym obszarów. Wyzwanie nie lada, zwłaszcza jeśli chodzi o kluczowy dla rozwoju gospodarczego transport. Odrodzone państwo dysponowało wprawdzie stosunkowo niezłą siecią kolejową (a ściślej trzema po zaborcach, które należało połączyć w spójną całość) oraz przestarzałym i mocno zużytym taborem (także odziedziczonym po zaborcach).

Jeszcze w 1918 r. przy Ministerstwie Komunikacji powstała komisja ds. produkcji lokomotyw i wagonów. W następnym roku ministerstwo przemianowano na Ministerstwo Kolei Żelaznych, co wydaje się o tyle zrozumiałe, że autostrad wówczas jeszcze nie było (podobnie jak dziś).

Pierwsza fabryka

Resorty przemysłu i handlu oraz skarbu zatwierdziły w maju 1919 r. statut pierwszej polskiej Fabryki Lokomotyw w Chrzanowie. Założyło ją czterech przedsiębiorców: Piotr Drzewiecki (skądinąd pierwszy prezydent Warszawy w niepodległej Polsce — na zdj. u góry), Władysław Jechalski, Stanisław Karłowski i Leopold Wellisz oraz Bank Małopolski w Krakowie i Bank Handlowy w Warszawie.

Jeszcze w trakcie budowy fabryki, w czerwcu 1920 r., chrzanowski Fablok podpisał z rządem umowę na dostawę 1200 lokomotyw w ciągu 10 lat.

W 1921 r. polski zespół inżynierów we współpracy z biurem konstrukcyjnym wiedeńskiej fabryki lokomotyw StEG stworzył projekt pierwszej polskiej (choć wzorowanej na jednej z maszyn austriackich) lokomotyw — towarowej Tr21.

Pierwsza lokomotywa

Konstruktorzy wyprzedzili budowlańców. Projekt już był, fabryka niezupełnie. Dlatego pierwsze egzemplarze Tr21 w Chrzanowie montowano z części dostarczanych przez StEG. Ale już 7 kwietnia 1924 r. pierwszą w pełni wyprodukowaną w Chrzanowie lokomotywę przekazano PKP.

Rok później Chrzanowska fabryka mogła się pochwalić setną lokomotywą. Do produkcji kierowano następne modele, a od początku lat 30. jej lokomotywy stały się marką znaną nie tylko w kraju. Jeździły po torach Łotwy, ZSRR, Maroka i Bułgarii. Jedna z maszyn Pm36 otrzymała w 1937 r. złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu.

Modele serii Tr21 jeździły po naszych torach jeszcze w latach 70. Dziś możemy z łezką w oku podziwiać je tylko w kilku muzeach. A chrzanowska fabryka? Jako Bumar-Fablok istnieje do dziś i nadal produkuje lokomotywy. Choć spalinowe maszyny nie mają tyle uroku, co ich napędzani parą przodkowie, to jednak Chrzanów pozostał w grze. I kręci się, kręci się koło za kołem.