Wraz ze wzrostem eksportu rozwija się rynek usług ściągania zagranicznych należności. Mocną pozycję mają na nim międzynarodowe koncerny.
Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej wielokrotnie wzrosła liczba kontraktów między rodzimymi a zagranicznymi przedsiębiorstwami. Decyzja o rozpoczęciu współpracy z tego typu kontrahentami często wiążę się — z czego nie zawsze zdają sobie sprawę polscy przedsiębiorcy — z dużym ryzykiem. Powody? W krajach Europy Zachodniej powszechną praktyką jest żądanie od kontrahentów odroczonego terminu płatności, sięgającego w niektórych przypadkach nawet 120 dni. Dodatkowo tamtejsi przedsiębiorcy nie zawsze okazują się skorzy do regulowania należności w terminie, a problem upadłości, choć w różnym stopniu, występuje w każdym z krajów UE.
Tymczasem polscy eksporterzy bardzo często są kompletnie nieprzygotowani do kontaktów z zagranicznymi firmami, m.in. nie mają informacji na temat ich kondycji finansowej. Zagraniczni przedsiębiorcy, wiedząc o tym, często świadomie decydują się opóźniać uregulowanie płatności lub ich w ogóle nie spłacać. Sprawa trafia wtedy na ścieżkę postępowania sądowego — tu jednak niezbędna okazuje się znajomość lokalnych przepisów.
— W początkowej fazie uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej — tamtejsi dłużnicy byli przekonani o bezkarności wobec swych polskich wierzycieli. Niektórym rodzimym przedsiębiorcom z trudem, ale udawało się dochodzić swych roszczeń w trybie sądowym. Tymczasem dla wielu wierzycieli — zwłaszcza firm, których roszczenia były niższe — tryb sądowy sprawy o zapłatę to ostateczność, ponieważ koszt dochodzenia należności jest często niewspółmierny do wartości roszczenia. W innych przypadkach firmy po prostu nie widzą szansy na odzyskanie długu nawet w drodze egzekucji — uważa Marek Rybarczyk, dyrektor kancelarii doradczej Pronext, prowadzącej serwis Eurowindykacja.
Bez efektów
Problem opóźnień w płatnościach i ich skutkach dla gospodarki od dawna znajduje się w kręgu zainteresowań UE. Pragnąc go w jakiś sposób ograniczyć, władze UE wprowadziły dyrektywę 2000/35/UE. Próbą jej wdrożenia do polskiego prawa było m.in. uchwalenie ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, zmiany w kodeksie cywilnym, a także zmiany w ustawie o kosztach sądowych w sprawach cywilnych.
— Nasza praktyka pokazuje, że zmiany te nie wpłynęły znacząco na proces odzyskiwania należności, w tym także zagranicznych. Przykładem nieudanej implementacji jest m.in. kwestia zwolnień z opłat sądowych dodana do ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. W większości przypadków sądy nie przestrzegały litery prawa, wzywając strony do opłaty wpisu sądowego — wyjaśnia Zbigniew Korzeniewski, kierownik windykacji międzynarodowej w firmie Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem.
Zainteresowanie rośnie
Z tych względów w Polsce od kilku lat dynamicznie rozwijają się usługi polegające na pomocy w ściąganiu należności zagranicznych. Firmy oferujące windykację zagraniczną zgodnie potwierdzają rosnącą popularność tego typu usługi w Polsce.
— W 2005 r. firmy złożyły 1354 zlecenia windykacji o łącznej wartości ponad 11 mln EUR. W tym roku odnotowaliśmy blisko 25-procentowy wzrost wartości i liczby zgłaszanych spraw — mówi Zbigniew Korzeniewski.
Także w Creditreform Polska oraz Coface Poland liczba tych zleceń sukcesywnie się zwiększa. W tej pierwszej firmie już około 23 proc. prowadzonych spraw dotyczy windykacji zagranicznej. Druga odnotowała już w tym roku blisko 75-procentowy wzrost liczby tego typu spraw w stosunku do roku ubiegłego.
Podział firm
Firmy, które mają w swojej ofercie usługi windykacji zagranicznej, można podzielić na dwie grupy. Pierwszą tworzą międzynarodowe koncerny windykacyjne dysponujące siecią oddziałów w poszczególnych krajach UE oraz podpisanymi umowami partnerskimi z lokalnymi firmami windykacyjnymi na całym świecie. Ponieważ odzyskanie należności od zagranicznego dłużnika jest w ich w przypadku ułatwione — bowiem tego typu sprawa jest po prostu kierowana do odpowiedniego oddziału firmy — mają mocną pozycję w segmencie rynku windykacyjnego.
— Zlecenie od polskiego wierzyciela z reguły jest przekazywane do partnerskiego biura windykacji w kraju dłużnika, które prowadzi cały proces windykacji przedsądowej, a w przypadku konieczności przekazania sprawy do sądu nadzoruje pracę swojej kancelarii. Możliwy jest także bezpośredni kontakt polskiego biura z zagranicznym dłużnikiem. Taka decyzja jest jednak uzależniona od charakteru sprawy i dłużnika — wyjaśnia Joanna Syzdół, dyrektor działu windykacji w Coface Poland.
Do drugiej grupy zaliczyć można firmy windykacyjne z polskim kapitałem oraz kancelarie prawnicze, zorientowane na taką działalność. Część z nich przeprowadza egzekucję przez swoich lokalnych przedstawicieli, zorientowanych w specyfice prawnej poszczególnych krajów UE. Pozostałe przy ściąganiu należności również korzystają z usług lokalnych partnerów — tamtejszych firm windykacyjnych. Są więc de facto tylko pośrednikami.