Partyjne gry o państwowe lasy

  • Emil Górecki
opublikowano: 10-03-2014, 00:00

Wbudżecie państwa dziura, a na kontach Lasów Państwowych (LP) już od kilku lat zalegają miliony złotych.

Politycy głowili się, jak je wyciągnąć. Koalicji Platformy Obywatelskiej (PO) i Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) właśnie się udało. W sylwestra rząd opublikował projekt, dzięki któremu będzie mógł pobierać od leśników specjalną daninę, a już w połowie lutego ustawę podpisał prezydent.

Rząd zadziałał z zaskoczenia, dlatego tym razem święte oburzenie posłów opozycji przyszło dopiero wówczas, gdy nad nowelizacją ustawy o lasach pracował już Sejm. Wcześniejsze propozycje zmian umierały natychmiast, gdy się pojawiały. Tak było na początku 2012 r., gdy rząd chciał objąć lasy zwykłym podatkiem CIT od sprzedaży drewna, w 2010 r., gdy planowano włączyć je do sektora finansów publicznych, i w 2001 r., kiedy gabinet Jerzego Buzka chciał przekształcić LP w spółkę skarbu państwa. Pomysł za każdym razem upadał, bo polityczni przeciwnicy wyciągali argument o przygrywce do prywatyzacji lasów.

Ten sam akord opozycja zagrała i tym razem. Premier Donald Tusk zaproponował więc wpisanie „państwowości” lasów do konstytucji. Projekt miał trafić do marszałek Ewy Kopacz jeszcze w lutym. Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka rządu, zapewnia, że stanie się to w tym tygodniu. Szansa na to, że przejdzie, jest — jej zdaniem — bardzo duża.

Policzmy. Wprowadzenie do konstytucji jednego zdania, zabezpieczającego lasy przed prywatyzacją, musi poprzeć 307 posłów. PO i PSL — jeśli wprowadzą dyscyplinę głosowania, a żaden z ich posłów nie zachoruje, nie spóźni się i nie zapomni — mają 236 głosów. Koalicja może liczyć na wsparcie 26 posłów SLD oraz prawdopodobnie 36 posłów Twojego Ruchu, choć rzecznik ugrupowania Andrzej Rozenek zastrzega, że po zbadaniu zapisu. Łącznie 298. Do zagospodarowania zostaje 10 posłów niezrzeszonych. Wątpliwe, że wszyscy poprą rządową propozycję.

Na pewno nie zrobią tego posłowie Prawa i Sprawiedliwości (PiS) ani satelickiej Solidarnej Polski.

Beata Szydło, ekspertka PiS ds. gospodarczych, nie wierzy, że projekt w ogóle trafi do Sejmu. Jej partia chce w referendum zapytać wyborców, czy są za utrzymaniem dotychczasowego systemu funkcjonowania LP, co ma „zabezpieczyć dotychczasową rolę tego podmiotu w wypełnianiu potrzeb narodowych”.

Przez ostatnie dwie dekady LP zwiększyły do ponad 30 proc. lesistość Polski — przy jednoczesnym zwiększaniu wyrębu do ponad 35 mln ton rocznie i zachowaniu bezpieczeństwa ekologicznego. Nasz kraj stał się światową potęga m.in. w produkcji mebli. Są jednak także kontrowersje dotyczące niejasnego sposobu sprzedaży drewna, który windował ceny. Przez ostatnie lata leśnicy zgromadzili na kontach sporą gotówkę, między innymi dzięki temu, że nie musieli do budżetu państwa odprowadzać podatku od sprzedaży drewna.

Do głosowania zmian w konstytucji prawdopodobnie nawet nie dojdzie, a referendum trafi do zamrażarki, gdzie poleży do wyborów. Lasy żadnej dodatkowej ochrony nie dostaną, natomiast politycy dostaną argumenty: Platforma — że winne jest PiS, a PiS — że Platforma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EMIL GÓRECKI

Polecane