Pasywne zarządzanie nie dla Polaków

Justyna Dąbrowska
opublikowano: 2016-09-15 22:00

Bez pracy nie ma kołaczy, bez aktywności zyskowności — takie podejście narzucają klientom polskie fundusze. W USA jest inaczej

Cel inwestycyjny funduszy indeksowych jest prosty — jak najlepiej odzwierciedlić wyniki konkretnego indeksu giełdowego. Rynek polskich towarzystw inwestycyjnych nie wierzy jednak w prostotę, przynajmniej nie w tym wydaniu. Tylko trzy TFI mają w ofercie fundusze pasywnie zarządzane, których udział w całości aktywów funduszy niededykowanych wynosił na koniec sierpnia tego roku ledwie 0,2 proc. (dane IZFiA). Tymczasem z danych Morningstar wynika, że w Stanach Zjednoczonych udział ten sięga już ponad 30 proc. i systematycznie rośnie — trzy lata temu udział w rynku wynosił 25 proc.

Sebastian Buczek to prezes i wiodący akcjonariusz Quercus TFI
Marek Wiśniewski

Skromna grupa

Według klasyfikacji IZFiA pod koniec sierpnia 2016 r. do kategorii funduszy indeksowych zaliczało się jedynie pięć funduszy — jeden zarządzany przez Amundi (ING BSK Indeks WIG 20), dwa przez Quercusa (Quercus lev, Quercus short) i dwa w posiadaniu Ipopemy (Ipopema m-Indeks FIO i Subfundusz Ipopema m-Indeks). Jeszcze na początku roku funkcjonował także fundusz Union Investment — UniBessa, ale od kwietnia jest w likwidacji. Przetrwał ledwie półtora roku, bo nie zebrał wystarczającej masy aktywów.

Od początku tego roku do końca sierpnia aktywa pozostałych na rynku funduszy indeksowych zwiększyły się o 8,1 proc. do 196,3 mln zł. Trzy z pięciu funduszy doświadczyło spadku wartości aktywów. Największego — Ipopema m-Indeks FIO (-31 proc.). Quercus lev i ING BSK Indeks WIG 20 zwiększyły natomiast portfel o — odpowiednio — 23 i 8 proc. Sebastian Buczek, prezesa Quercus TFI, za jedną z głównych przyczyn mizerii na rynku funduszy indeksowych uznaje ograniczone grono potencjalnych odbiorców oferty.

— Są to rozwiązania skierowane przede wszystkim do inwestorów instytucjonalnych, tych zaś u nas jak na lekarstwo — mówi ekspert. Niemałe znaczenie w jego opinii ma także kwestia dystrybucji. Prezes Quercusa uważa, że dystrybutorzy nie są zainteresowani sprzedażą produktów, za które nie otrzymują wynagrodzenia.

Podobnego zdania jest Marek Rybiec, prezes Skarbca Holding. — W Polsce jest to rynek oparty na strategii push, a więc takiej, w której to dystrybutorzy kreują popyt na proponowane przez siebie produkty. Nie są oni zainteresowani sprzedażą rozwiązań, z którymi wiąże się niski poziom wynagradzania — mówi Marek Rybiec.

Zdaniem Macieja Byszkiewicza, zarządzającego funduszami dłużnymi w Amundi, klienci i sami zarządzający przyzwyczajeni są do rozwiązań bardziej standardowych, czyli takich, gdzie kontrola nad funduszami jest aktywna. Amerykański przepis na dynamiczny rozwój funduszy tego typu to, zdaniem ekspertów, niższe niż w Polsce opłaty za zarządzanie i zdecydowanie wyższa świadomość tamtejszych inwestorów.

— Spore, a do tego rosnące, zainteresowanie funduszami pasywnymi w Stanach Zjednoczonych wynika przede wszystkim z bardzo dużej świadomości klientów i poszukiwania rozwiązań, które w ramach pasywnej części danego portfela inwestycyjnego powinny być najtańsze — mówi Marek Rybiec.

Bez przyszłości

Z opinii ekspertów wynika, że szanse na znaczący wzrost popularności tej grupy funduszy na polskim rynku są niewielkie i raczej nie należy oczekiwać w najbliższym czasie wysypu nowych produktów. Paweł Gąsior, zarządzający funduszem Ipopema m-Indeks (pobił konkurencję w sierpniu, osiągając najwyższą stopę zwrotu w segmencie akcji polskich), uważa, że na rynku są obecnie bardziej atrakcyjne rozwiązania, ale na pewno jest to ciekawa oferta dla klienta, który ceni sobie prostotę i konkretną wiedzę na temat tego, co kupuje.

W przypadku m-Indeksu jest to portfel mWIG40. — Rozwój tego typu funduszy może być kontynuowany tylko do pewnego stopnia. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której wszystkie fundusze byłyby stricte indeksowe — dodaje ekspert.

Zdaniem Macieja Byszkiewicza, na rynku polskim jest natomiast miejsce na fundusze pasywne, tyle tylko, że obok, a nie zamiast aktywnych. Ekspert uważa, że fundusze tego typu są dobrym uzupełnieniem portfela aktywnie zarządzanego. Sebastian Buczek nie ma zaś wątpliwości, że jeśli do tej pory takie fundusze nie zdobyły popularności, to już nie zdobędą.