Patent na podniebny chaos

aktualizacja: 26-04-2018, 22:02

Potykamy się o sensacje na ziemi, tymczasem rewolucja właśnie nadleciała nad nasze głowy. To miliony dronów, nad którymi nikt nie panuje. Nikt? Okazuje się, że ten mętlik może okiełznać unikalna technologia z Polski.

Nawet cztery miliony — tyle dronów ma zostać sprzedanych na całym świecie tylko w 2018 r. Dużo? Według prognoz m.in. firmy analitycznej Gartner, w 2025 r. nad głowami ludzkości będzie krążyło kilkadziesiąt milionów bezzałogowych statków powietrznych (tzw. UAV — unmanned aerial vehicle). Rynek wart będzie dziesiątki miliardów dolarów rocznie. Czy dronowa rewolucja zmieni świat? Oczywiście. Ale tak jak w każdej rewolucji i w tej będą ofiary, tym razem pod postacią ryzyka dronowego, powietrznego chaosu lub wykorzystania UAV np. do zamachów terrorystycznych. Dlatego świat potrzebuje kolejnej rewolucyjnej zmiany: rozwiązań pozwalających okiełznać i ukierunkować dronową inwazję. Nie, nie będą to sokoły trenowane na Kremlu w celu przechwytywania bezzałogowych statków. Będzie to technologia opracowana przez dwóch inżynierów z Polski, a pożądana przez największe firmy, miasta, instytucje publiczne i służby mundurowe na świecie.

Wyświetl galerię [1/4]

Potykamy się o sensacje na ziemi, tymczasem rewolucja właśnie nadleciała nad nasze głowy. To miliony dronów, nad którymi nikt nie panuje. Nikt? Okazuje się, że ten mętlik może okiełznać unikalna technologia z Polski. Fot. Materiały prasowe

Mapa teorii

— W teorii, na mapie, wszystko wygląda „cacy”: w każdym kraju mamy tzw. no fly zones [mapy zakazu lotów — red.] wokół lotnisk czy zakładów energetycznych. W praktyce przestrzeń powietrzną regularnie zakłócają niezidentyfikowane obiekty. Brzmi to jak zagadka z „Archiwum X”? Nie, to szara strefa bezpieczeństwa publicznego w Polsce. Według mojej wiedzy, nie ma żadnego technicznego problemu, by podlecieć bezzałogowym statkiem latającym choćby na taras Pałacu Prezydenckiego w Warszawie i oddalić się nim bez żadnych konsekwencji. Oczywiście będzie to złamanie prawa, ale poza „papierowym prawem” nie ma tu żadnych barier — tak obrazowo o skali wyzwań na niebie mówi dr Maciej Klemm, jeden z szefów i twórców Advanced Protection Systems (APS), trójmiejskiej firmy, której system Ctrl+Sky uważany jest przez wielu fachowców za najlepsze rozwiązanie do zarządzania ruchem dronów na niebie.

Wzrok na dwa kilometry

Dr Maciej Klemm wraz z dr. Radosławem Piesiewiczem, prezesem APS, skonstruowali wielosensorowy system antydronowy, umożliwiający wykrycie, śledzenie i neutralizację bezzałogowych obiektów latających.

— Jest wyjątkowo skuteczny, ponieważ bazuje na opatentowanych przez APS technologiach i autorskich rozwiązaniach: od oprogramowania zaczynając, na komponentach kończąc — podkreśla Radosław Piesiewicz.

Jeśli spojrzeć na Ctrl+Sky z boku, pierwszym zaskoczeniem jest jego skala. System w niczym nie przypomina olbrzymich wojskowych instalacji radarowych wymagających ton stali i kilometrów kabli. Rozwiązanie trójmiejskiej spółki to zaledwie dwumetrowy maszt naszpikowany najnowocześniejszą elektroniką, uzupełniającymi się sensorami wspartymi oprogramowaniem, pozwalającym w czasie rzeczywistym zarządzać wykrytymi podniebnymi intruzami. Jest to zatem połączenie opatentowanych czujników radarowych, akustycznych, wizyjnych i radiowych, umożliwiające minimalizację fałszywych alarmów i wykrywanie nawet małych dronów w promieniu do dwóch kilometrów.

— W zestawie systemu Ctrl+Sky opcjonalnie znajduje się także tzw. jammer, wykorzystywany do neutralizacji dronów przez zagłuszenie ich systemów komunikacji oraz GPS. Oferujemy system także w wersji mobilnej, składanej, może być montowany np. na pick-upie — dodaje Maciej Klemm.

Lornetka za miliony

Fabryki, więzienia, elektrownie, obiekty strategiczne, stadiony czy wreszcie lotniska są na razie wobec dronów bezbronne. Pozostaje obserwowanie nieba przez lornetkę i reagowanie na zgłoszenia od strażników lub pilotów. Technologia? Brakuje jej równie bardzo, jak wyszkolonych w Moskwie sokołów. Wdrożenie obecnie oferowanych rozwiązań w jednym obiekcie kosztuje kilka milionów dolarów. Do tego nie ma gwarancji skuteczności. Lotniska wolą więc ryzykować zderzenie samolotu z dronem, niż inwestować miliony w wielką niewiadomą. Przy czym alarm dronowy i idący za tym chaos na lotnisku (przekierowanie lotów, akcja służb, opóźnienia, dodatkowe koszty paliwa i ubezpieczeń) to np. w przypadku londyńskiego Gatwick (alarm na jesieni 2017 r.) koszt rzędu 0,5 mln EUR. Olbrzymie straty spowodowane przelotem małego amatorskiego drona.

— Rozwiązanie z Polski to przełom. Dlaczego? Bo to jedyne niewojskowe rozwiązanie dostępne od ręki i działające, sprawdziliśmy to w praktyce. Do tego ośmiokrotnie tańsze od mniej skutecznych systemów proponowanych np. przez izraelskie firmy wojskowe. Dlatego zakładam, że rozwiązania z Polski szybko staną się jednym ze światowych standardów — mówi „PB Weekendowi” jeden z przedstawicieli międzynarodowego koncernu lotniczego współpracującego z APS.

Prosi, by nie podawać nazwy jego pracodawcy z praktycznego względu — konkurencja nie śpi, a pewne rozwiązania lepiej mieć na wyłączność. Wartość rynku systemów detekcji i neutralizacji dronów ma sięgnąć w 2022 r. aż 16 mld USD (wg danych firmy badawczej Market & Markets). Jeszcze dwa lata temu wynosiła równe… zero.

— W ostatnich latach wydaliśmy setki milionów dolarów na wyższe ogrodzenia i zabezpieczenia, ograniczające przemyt do więzień. Tymczasem u skazanych znajdujemy rekordowe ilości broni i narkotyków. Okazuje się, że „czarną robotę” wykonują drony — zauważył ostatnio jeden z szefów federalnej służby więziennictwa w Stanach Zjednoczonych i zaapelował o wsparcie technologiczne.

W oparach Nobla

Gdzie się kryje technologiczna tajemnica i przewaga rozwiązania APS? Twórcy firmy nie chcą o tym szczegółowo mówić, odsyłając do międzynarodowych patentów APS i wyników prac badawczych prowadzonych przez szefów spółki. Patentów jest kilka, projektów badawczych doktorów Macieja Klemma i Radosława Piesiewicza jeszcze więcej. Dr Klemm ma za sobą karierę naukową, m.in. na Politechnice Federalnej w Zurychu, wylęgarni noblistów nauk ścisłych. Tam pracował nad mikroelektroniką, metodami komunikacji bezprzewodowej. Potem przeniósł się do Bristolu, gdzie, wygrywając grant fundowany przez rząd Tony’ego Blaira, pracował m.in. nad projektem radaru wykrywającego raka piersi.

— Widziałem, że rozwiązania w zakresie małych i wydajnych układów scalonych, jakie tworzymy z Radkiem, moim kolegą ze studiów na Politechnice Gdańskiej, mogą mieć szerokie zastosowanie. Po dłuższej debacie postanowiliśmy się skupić na kontroli i neutralizacji dronów. Naszą przewagą jest to, że sami opracowaliśmy zestawy radarów z naszymi sensorami i budujemy ich kolejne, lepsze wersje. Dzień po dniu zwiększamy zasięg, polepszamy parametry techniczne, niwelujemy potencjalne zakłócenia. To praca całego zespołu R&D, pozwalająca nam dystansować konkurencję pod kątem technologicznym — podkreśla Maciej Klemm.

Tam, gdzie NASA

APS plan ma zakrojony szeroko, rewolucja na niebie oznacza uczestnictwo w jednym z największych rozwijanych na świecie projektów technologicznych. To tzw. koncepcja U- -space, kompleksowego systemu zarządzania ruchem dronów nie tylko na lotniskach, ale w całej przestrzeni powietrznej Unii Europejskiej i nie tylko. U-space bazuje na automatyzacji zarządzania ruchem dronowym na wysokości do 150 m i poniżej. Program będzie wspierał bezpieczny dostęp dużej liczby dronów do przestrzeni powietrznej. Jak?

— Usługi systemu są bardzo zdigitalizowane i zautomatyzowane, tu nie ma ludzi w wieżach kontrolnych. Są maszyny, radary, algorytmy i sztuczna inteligencja. Celem idei U-Space jest ułatwienie wszelkiego rodzaju lotów dronów, począwszy od prostych przelotów po skomplikowane misje. Nie zapominajmy, że za chwilę drony będą latającymi kurierami — zaznacza Radosław Piesiewicz, prezentujący ostatnio rozwiązania APS m.in. w Kanadzie, na zaproszenie tamtejszego rządu — ot, w ramach przymiarek do U-space.

W Stanach Zjednoczonych to NASA wzięła na swoje barki rozwój systemu zarządzania ruchem lotniczym bezzałogowych statków powietrznych na małych wysokościach, zaś na naszym rodzimym podwórku program Żwirko i Wigura finansowany przez Polski Fundusz Rozwoju. Cel? Stworzyć wydajny system zarządzania ruchem bezzałogowym i zmienić świat nad naszymi głowami w bezpieczną, dronową autostradę powietrzną. Te śmiałe wizje mają jeden element wspólny: potrzebują wsparcia unikatowej technologii z Polski. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Patent na podniebny chaos