Przez większą część dnia realizowany był bowiem spadkowy scenariusz pod dyktando danych makro, szczególnie dotyczących zamówień na dobra trwałego użytku.

Dopiero rzutem na taśmę ze strony popytowej udało się odrobić straty przez dwa z trzech głównych indeksów. Na finiszu indeks DJ IA rósł o 0,08 proc. zaś wskaźnik rynku technologicznego Nasdaq zyskiwał 0,10 proc. Na minusie zakończył dzień S&P500 tracąc 0,04 proc.
Wskaźnik zamówień na dobra trwałe obniżył się w lutym o 2,8 proc. nieco mniej niż oczekiwali ekonomiści (-2,9 proc.) jednak budzi obawę o kondycję największej gospodarki świata. Tymczasem, mimo braku sesji i zamknięcia rynków w piątek zostaną zaprezentowane dane o dynamice amerykańskiego PKB w IV kw. Będzie to finalny odczyt wskaźnika.
Nastroje handlujących pogorszył drożejący dolar, który niekorzystnie przełożył się na notowania surowców, a w efekcie na wyceny spółek wydobywczych. Cieniem na parkiecie kładła się też przecena akcji banku Wells Fargo, który okazał się najsłabszym ogniwem indeksu S&P500.
Dodatkowym wsparciem dla sprzedających stała się wypowiedź Jamesa Bullarda, szefa Rezerwy Federalnej z St. Louis. Ten dysponujący prawem głosu w FOMC członek władz monetarnych stwierdził, że kolejna podwyżka stóp procentowych może wcale nie być taka odległa.
Spośród 10 głównych grup branżowych wchodzących w skład indeksu S&P500 na wartości traciło osiem, z czego najmocniej sektor finansowy. Ponad 2-proc. deprecjacja miała miejsce w przypadku walorów Wells Fargo. Do pozbywania się ich zachęciła inwestorów pierwsza rekomendacja dla tych walorów wydana przez analityków banku UBS, którzy zalecili „sprzedaż” papierów.