Patrzą na oczy

Tadeusz Prusiński
opublikowano: 2006-01-02 00:00

Nie leczą duszy. Ale potrafią zadbać o oczy, które są jej zwierciadłem. Już w 10 miastach pomagają ludziom widzieć wyraźniej.

Okulary pojawiły się w Europie w XIV wieku. Aleksander Tracewicz z Lidzbarka Warmińskiego zaczął je naprawiać, wyrabiać i sprzedawać prawie siedemset lat później.

W 1967 r. założył firmę Optyka-Tracewicz. Miał 19 lat i niedawno skończył technikum optyczne w Białymstoku. Wkrótce się ożenił, urodził mu się syn Robert, potem córka. Wiódł w miarę spokojne życie optyka. Nie było ono jednak łatwe. Ratował się kilkakrotnymi wyjazdami za ocean. Zarobione dolary inwestował w sprzęt i lokal. Od Amerykanów uczył się, na czym polega prowadzenie biznesu. W jego branży — przede wszystkim na wysokiej jakości usług.

W roku dwudziestolecia firmy do ojcowskiego biznesu dołączył syn Robert. Po ogólniaku uzupełniał kwalifikacje w pomaturalnym studium optycznym. Od 1988 r. już obaj jeździli na międzynarodowe targi optyczne. W latach 90. Robert skończył zarządzanie i marketing w prywatnej szkole wyższej.

— Przyjmowaliśmy po 30-40 osób dziennie, pracowaliśmy po 16 godzin. Pierwszy urlop miałem po pięciu latach — wspomina Robert Tracewicz.

Na nowych torach

Przełomem w historii firmy Optyka-Tracewicz stało się kupienie na początku 1989 r. autorefraktometru, urządzenia do komputerowego badania wzroku. Oprócz Lidzbarka Warmińskiego miał je w Polsce jeszcze tylko Kraków. Kosztowało wtedy kolosalne pieniądze. Do zamontowania go przyjechała z Japonii ekipa fachowców firmy Nideck.

— Daliśmy ogłoszenie do prasy i od razu ustawiła się kolejka na pięć miesięcy. Zwróciło się szybko w postaci naszych wizji i pomysłów. Dzięki temu powstała idea otwierania filii w różnych miastach — opowiada Robert Tracewicz.

Dziś filie firmy, która po drodze zmieniła nazwę na Centrum Optyczno-Okulistyczne Tracewicz, przyjmują klientów w Lidzbarku Warmińskim, Kętrzynie, Bartoszycach, Giżycku, Ostródzie, Mrągowie, Węgorzewie, Szczytnie, Starej Miłosnej pod Warszawą i w Olsztynie. Każda z nich dysponuje fachową kadrą, nowocześnie wyposażonym gabinetem okulistycznym i salonem optycznym.

— W ubiegłym roku otworzyliśmy filię w Szczytnie, mimo że działało tam osiem zakładów optycznych. Po prostu dużo osób przyjeżdżało z tego miasta do naszych salonów w Olsztynie, więc zdecydowaliśmy się i tam otworzyć salon — wyjaśnia Robert Tracewicz.

Dla potomnych

Centrum Optyczno-Okulistyczne Tracewicz jest firmą rodzinną. Aleksander dba o logistykę — zaopatrzenie i dostawy. Działa również w stowarzyszeniach optycznych walczących o rabaty u producentów. Żona, prezes spółki-córki, Przedsiębiorstwa Medyczno-Okulistyczno-Optycznego Tracewicz, zajmuje się kontaktami z lekarzami i pozostałą kadrą medyczną. Syn Robert odpowiada za reklamę, nadzoruje filie, dba o urządzenia i maszyny oraz reprezentuje firmę na zewnątrz. Żona Roberta — Lucyna, jest szefową części handlowej.

— Ciągle inwestujemy. Budujemy lokale. Kupujemy sprzęt. Zysk jest widoczny właśnie w tym. W gotówce będzie w 2007 roku — przyznaje Robert.

Najnowsze urządzenie do szlifowania szkieł kosztowało 250 tys. zł.

— Inwestując, myślimy o perspektywie dla naszych dzieci — mówi Robert. Jego starsza córka marzy o studiach medycznych i okulistyce.

W europejskiej czołówce

Łącznie Centrum Optyczno-Okulistyczne Tracewicz zatrudnia 62 osoby — w znacznej większości dyplomowanych optyków oraz wyspecjalizowanych lekarzy okulistów. W każdej filii można komputerowo zbadać wzrok, leczyć choroby oczu, wybrać oprawki i szkła optyczne, nauczyć się zakładania i używania soczewek kontaktowych. Firma współpracuje z producentami znakomitych akcesoriów i szkieł optycznych, jak na przykład Rodenstock, Essilor, Zeiss, Silhouette, czy projektantami, jak Paloma Picasso, Joop, Vogue, Davidoff czy Jaguar.

— Usługi wykonujemy szybko i solidnie. Wysoka jakość to podstawa naszej działalności, a dewizą jest rzetelność i odpowiedzialność. Dlatego sprzęt, jakim posługują się nasi technicy, należy do szczytowych osiągnięć mechaniki precyzyjnej i elektroniki — podkreśla Tracewicz junior.

Stąd też częste wizyty właścicieli firmy na targach krajowych i zagranicznych.

Jakość usług gwarantują tytuły mistrzowskie pracowników i ich kolejne kursy. Firma szczyci się wieloma certyfikatami, m.in. firm Rodenstock i Hoya, oraz Międzynarodowym Świadectwem Jakości, wystawionym jako jednemu z nielicznych zakładów optycznych w Polsce przez słynną austriacką firmę Essilor.

— Bardzo dużo się szkolimy — wszyscy pracownicy. U nas i za granicą. Chcemy być w europejskiej czołówce i mieć pewność, że oczy naszych klientów będą im długo i dobrze służyć — przyznaje Robert Tracewicz.