Pawlak: Oferta OSP była najlepsza, nie było nacisków

PAP
opublikowano: 2008-10-08 12:28

Prezes PSL i szef Ochotniczej Straży Pożarnej Waldemar Pawlak zapewnia, że oferta OSP dotycząca zakupu Kaliskich Zakładów Przemysłu Terenowego była najlepsza i nie było nacisków ze strony polityków PSL, by przyspieszyć tę transakcję.

W ten sposób Pawlak odniósł się do artykułu w środowej "Gazecie Wyborczej", która napisała, że PSL-owscy strażacy chcieli tanio kupić państwową firmę - Kaliskie Zakłady Przemysłu Terenowego, które produkują głównie hełmy strażackie. Według "GW", aby przyspieszyć transakcję i wynegocjować jak najniższą cenę za fabrykę do urzędników nadzorujących sprzedaż zakładu dzwonił sekretarz stanu z kancelarii premiera Eugeniusz Grzeszczak (PSL), współpracownik Pawlaka, a przy tym jeden z szefów OSP.

Pawlak podkreślił w środę w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie, że w sprawie fabryki odbyła się normalna procedura prywatyzacyjna i jeszcze za czasów poprzedniego rządu zapadła wstępna decyzja w sprawie sprzedaży Kaliskich Zakładów właśnie OSP.

Jak zaznaczył, w przetargu spośród siedmiu ofert wyłoniono propozycję Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. "Po czym się okazało, że lokalne wpływy i lokalne powiązania są silniejsze niż wszelkie decyzje dotyczące prywatyzacji" - powiedział szef ludowców.

Według Pawlaka już po wygranej w przetargu przez OSP sprawa prywatyzacji została "zamulona" przez "lokalne sitwy". "Okazuje się, że procesy prywatyzacyjne nie mogą być zakończone, pomimo wstępnej decyzji jeszcze w 2007 roku, przez ponad rok czasu nie można tej sprawy zakończyć (...), bo to środowisko jest zainteresowane, żeby do końca świata był tam zarząd komisaryczny" - ocenił wicepremier.

Według informacji "GW" w styczniu zarządcą komisarycznym Kaliskich Zakładów została Grażyna Pieckowska, która wcześniej z ramienia OSP negocjowała sprawę ich prywatyzacji. Wojewoda wielkopolski Piotr Florek (PO), który ją powołał, przyznał w rozmowie z "Gazetą", że Pieckowską na stanowisko zarządcy komisarycznego polecili mu politycy PSL. "GW" podała, że dzień przed publikacją artykułu Florek zadzwonił do redakcji i poinformował, że zdecydował się odwołać Pieckowską i odstąpić od negocjacji z OSP.

Zdaniem Pawlaka "GW" dała się "wmanewrować w intrygi lokalnych środowisk, które nie są zainteresowane prywatyzacją tej firmy".

Jak zaznaczył, byłoby źle, gdyby firma, którą miała kupiła OSP, dalej była kierowana przez zarząd komisaryczny i jej los byłby dalej niepewny.

Pytany, czy ktoś dzwonił i naciskał, by przyspieszyć transakcję powiedział, że nie. "Z tego co wiem, nie było żadnych telefonów i żadnych nacisków, natomiast jeżeli były pytania, kiedy ten proces się zakończy to chyba w interesie wszystkich zainteresowanych jest, żeby ta fabryka została sprywatyzowana i mogła rozwinąć swoją produkcję" - oświadczył.

Również Grzeszczak tłumaczył w rozmowie z PAP, że oferta Związku OSP była finansowo najkorzystniejsza. Zapowiedział, że napisze sprostowanie do tekstu "GW". "OSP, która gasi pożary, która ratuje, która w różnych zdarzeniach uczestniczy, ma prawo złożyć w procesie prywatyzacji swoją ofertę. OSP nie ma prywatnych interesów. Jej interesem jest ratowanie innych" - zaznaczył.