Pchaj się na afisz, przecież potrafisz

opublikowano: 25-03-2018, 22:00

Dlaczego tyle miernot robi kariery, a zdolni i wartościowi nie umieją się przebić?

Kto nie słyszał o proroku Jonaszu? Bóg wysłał go do Niniwy z misją nawrócenia i ocalenia jej mieszkańców. Ale Jonasz uznał, że to zadanie ponad jego siły — wsiadł na statek płynący w przeciwnym kierunku i uciekł przed bożym wyzwaniem. Teolodzy z tej dezercji zrobili pretekst do mówienia o grzechu zaniechania lub marnowaniu ewangelicznych talentów. Inaczej biblijną opowieść objaśniają psycholodzy — ukuli termin „kompleks Jonasza” w odniesieniu do osób, które nie wierzą w swoje możliwości i od razu dają za wygraną.

Fałszywe mniemanie o sobie potraktujmy jako impuls do zmiany, działania. Zobaczymy, na jak wiele nas stać, czego dobre efekty będziemy zbierać latami — mówi Krzysztof Wojciechowski, założyciel i zarządzający Voice Progress Studio.
Zobacz więcej

NOWA ENERGIA:

Fałszywe mniemanie o sobie potraktujmy jako impuls do zmiany, działania. Zobaczymy, na jak wiele nas stać, czego dobre efekty będziemy zbierać latami — mówi Krzysztof Wojciechowski, założyciel i zarządzający Voice Progress Studio. Fot. Marek Wiśniewski

Odważ się zaśpiewać

Pamiętacie piosenkę: „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”? Nie wiadomo, co bardziej nas śmieszy: tekst czy cudowne wykonanie Jerzego Stuhra. Jedno jest pewne: nikt — albo prawie nikt — nie zgadza się z przesłaniem tego wielkiego przeboju. Chyba że jesteśmy pod wpływem alkoholu — wtedy każdy odkrywa w sobie talent na miarę Jose Carrerasa i daje o tym znać swoim sąsiadom, którzy bezskutecznie próbują zasnąć. Intuicja podpowiada, że z tezą „śpiewać każdy może” najżarliwiej walczą profesjonalni muzycy. Nic bardziej mylnego. Krzysztof Wojciechowski, nauczyciel wokalu i założyciel szkoły Voice Progress Studio, uważa, że śpiew to umiejętność, a każdą umiejętność można posiąść i rozwijać. Biegłość przychodzi wraz z ćwiczeniami, pracą i zabawą.

— Dlaczego w Stanach śpiewają lepiej? Bo śpiewają więcej! Niektórzy cały czas. Sami lub ze znajomymi. My na odwagę zdobędziemy się po kilku głębszych w jakiejś spelunie z karaoke — wskazuje Krzysztof Wojciechowski. Jego zdaniem, łatwo wpaść w kompleks Jonasza, gdy inni decydują „ty i ty możesz śpiewać, a państwu dziękujemy”. Przestrzega przed ekspertami z bożej łaski, który wszystko wiedzą najlepiej. Pewien nauczyciel muzyki z Liverpoolu miał wśród swoich uczniów Paula McCartneya i George’a Harrisona, czyli połowę składu Beatlesów, ale nie odkrył w nich talentu. Promował inne dzieciaki. Szkoła, show-biznes, kariera zawodowa — nie ma dziedziny, w której nieprawdziwe i szkodliwe przekonania podcinają ludziom skrzydła.

— Nasze bariery to głównie sądy o nas samych, które wyrobiliśmy sobie, słuchając rodziców, nauczycieli, kolegów z podwórka. Ile razy dawali nam do zrozumienia, że nie spełniamy ich oczekiwań, wszystko robimy nie tak i na pewno nie wyjdziemy na ludzi — wskazuje Paweł Stapf, konsultant ds. cyfrowej transformacji z Poznania. Kamila, ceniona reporterka telewizyjna, wspomina, jak w liceum dostała się do wojewódzkiego etapu konkursu recytatorskiego. Zjadła ją jednak trema i „położyła” wiersz. Pocieszenia szukała u ojca, ale uciął rozmowę krótkim „jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz!”. Później przez lata nie chciała próbować, ryzykować i wychodzić przed szereg. Marnowała kolejne szanse i okazje. Dopiero znajoma psycholog pomogła jej wyjść na prostą. Paweł Stapf często spotyka się z poglądem, że w życiu bardziej popłaca uległość niż odwaga. Bo jeśli będziemy zadzierali nosa, ktoś nam go utrze. Czy aby na pewno tak będzie? — zastanawia się. Może jednak więcej zyskamy, wykazując się śmiałością, niezależnością i charakterem. Według niego, wiele osób myli łagodność ze słabością i wykorzystuje osoby, które nie umieją tupnąć nogą. Wcale się nie dziwi, że o awansach w firmach w większym stopniu decyduje tupet niż kompetencje.

— Spójrzmy prawdzie w oczy: potulność nie przysporzy nam sympatii, uznania, raczej postawi na pozycji ostatniego naiwnego, popychadła i ofiary. Dobrze rozumiana asertywność jest warunkiem sukcesu — nie ma wątpliwości Paweł Stapf.

Skończ z samokrytyką

„To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, zaś ludzie rozsądni tak pełni wątpliwości” — utyskiwał brytyjski filozof Bertrand Russel. Jaka jest na to rada? Trenerka biznesowa Katarzyna Janczuk nie widzi nic złego w nieco podwyższonej samoocenie, z naciskiem na „nieco”. Osobom z natury skromnym zaleca, by połowę czasu przeznaczały na właściwą pracę i drugą na marketing samych siebie. Zaznacza, że nie chodzi o udawanie, tylko eksponowanie tych cech i dokonań, które powinny być nagrodzone awansem, podwyżką i możliwością rozwoju.

— Kto ma problem z mądrym chwaleniem się, niech wie, że pokora to uznanie prawdy o sobie, a nie ciągłe kwestionowanie swoich możliwości, talentów i zasług — podkreśla Katarzyna Janczuk. Zaniżone mniemanie o sobie zniechęca człowieka do podejmowania prób. Sprawia, że ucieka przed oceną, krytyką. Ten brak odwagi — tłumaczy Krzysiek Wojciechowski — jest pierwszą rzeczą, którą trzeba zmienić, by zacząć śpiewać. Ale można też wyjechać na zagraniczny staż, uruchomić swój biznes, zrobić szkolenie dla kilkuset menedżerów. — Kompleks Jonasza to lęk przed popełnianiem błędów. A jak głosi jeden z moich ulubionych edukatorów, sir Ken Robinson: „jeśli nie jesteś przygotowany na to, że popełnisz błąd, nigdy nie wydobędziesz z siebie nic oryginalnego” — mówi Krzysztof Wojciechowski.

Ubierz bajki w rzeczywistość

W filmie „Konopielka” wójt rozprawia się z wiarą mieszkańców wsi Taplary, że „tam na górce pod głazem leży zakopany” koń, cały ze złota, za którego „można kupić cukru, smalcu, marmolady, kiełbasy, tyle że wy by za sto lat tego nie zjedli”. Problem w tym, że do konia trzeba się dokopać szpadlami. „Nikt nie próbuje, bo czort pilnuje!” — wyjaśnia jeden z chłopów. Na co wójt odpowiada, że „to nie diabła się boicie, a tego, że nic tam nie znajdziecie, o. I skończy się bajanie — o smakołykach, strojach, dworach”.

— Dopóki nie próbujemy, możemy bezpiecznie śnić swój sen o estradzie, karierze menedżera, biznesowym imperium. A co, jeśli zaczniemy realizować swoje marzenia? Większość nie osiągnie sukcesu na miarę Jose Carrerasa lub Steve’a Jobsa. Ale czy będzie to jakaś tragedia? Odkryjemy swoją pasję, poczujemy się spełnieni, damy ludziom radość. To dużo lepsze niż najpiękniejsze sny, mrzonki i bajki — uważa Krzysztof Wojciechowski.

A wracając do historii Jonasza — w końcu prorok znalazł w sobie dość odwagi i siły, by wypełnić swoją misję w Niniwie. W rezultacie Bóg cofnął zapowiedzianą karę i miasto zostało oszczędzone. Dlaczego nam miałoby się nie udać?

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pchaj się na afisz, przecież potrafisz