Jest wotum nieufności dla rządu Francji. "Nie widać rozwiązania kryzysu"

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2024-12-04 15:59
zaktualizowano: 2024-12-04 22:25

Parlament Francji uchwalił w środę wniosek o wotum nieufności wobec rządu Michela Barniera zmuszając go do ustąpienia. Przyczyną jest kryzys wokół ustawy budżetowej. Bank Pekao ocenia, że w krótkim okresie nie widać jego rozwiązania.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Parlament Francji zdecydował w wieczornym głosowaniu o wotum nieufności wobec rządu. Za wnioskiem było 331 posłów lewicy i skrajnej prawicy. Do jego przyjęcia niezbędnych było 289 głosów.

W środę od godz. 16 francuskie Zgromadzenie Narodowe, odpowiednik polskiego Sejmu, debatowało w sprawie dwóch wniosków o wotum nieufności wobec rządu premiera Michela Barniera. Skrajnie prawicowa partia Marine Le Pen i skrajnie lewicowa partia, na której czele stoi Jean-Luc Mélenchon, zapowiadały, że będą głosować przeciwko rządowi popieranemu przez prezydenta Emmanuela Macrona.

Liderka francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen zapewniła w środę podczas debaty w parlamencie o wotum nieufności dla rządu, że poprze ustawę pozwalającą zastosować zapisy tegorocznego budżetu w roku następnym. To tymczasowe rozwiązanie, które jest niezbędne po upadku gabinetu.

Obecny kryzys polityczny ma źródła w decyzji francuskiego prezydenta sprzed pół roku. Emmanuel Macron niespodziewanie rozwiązał wtedy parlament i zdecydował o wcześniejszych wyborach. W efekcie jego partia Renaissance straciła miejsca w Zgromadzeniu Narodowym, a powołany przez niego na premiera Michel Barnier musiał stworzyć rząd mniejszościowy.

Prof. Mink: celem była destabilizacja i nowe wybory prezydenckie

- Do odwołania rządu premiera Barniera doprowadził fakt, że projekt budżetu zaproponowany przez premiera nie podobał się obu skrajnym frakcjom politycznym we Francji, które zależą od pewnego typu elektoratu, który został przyzwyczajony do tego, że pieniądze publiczne były wydawane nie licząc się z konsekwencjami - powiedział Pulsowi Biznesu prof. Georges Mink, francuski politolog i socjolog. - Barnier został wskazany jako premier przez prezydenta Macrona głównie właśnie po to żeby uratować finanse Francji, a sposób w jaki chciał to zrobić uderzał bezpośrednio w plany zarówno skrajnej lewicy jak i skrajnej prawicy – dodał.

Prof. Mink uważa również, że obalenie rządu było dla jego przeciwników okazją i pretekstem żeby zdestabilizować scenę polityczną i doprowadzić ostatecznie do wyborów prezydenckich.

- Zarówno liderka skrajnej prawicy, Marine Le Pen, jak i Jean-Luc Mélenchon, który jest liderem skrajnej lewicy są głównie zajęci faktem, że chcieliby przygotować jak najszybciej konfrontację o prezydenturę Francji i w związku z tym zresztą atakuje się głównie już teraz nie premiera ale samego prezydenta obarczając go winą za to co się dzieje – powiedział prof. Mink.

Znika okazja wspólnego frontu w UE

Odnosząc się do skutków ostatnich wydarzeń dla Polski, prof. Mink zwrócił uwagę, że wobec nieefektywności Trójkąta Weimarskiego, wynikającej z problemów politycznych Niemiec, mówiło się ostatnio o parze Polska-Francja, bo w wielu tematach oba kraje mają wspólne interesy.

- Ponieważ Macron jest osłabiony jeśli chodzi o jego legitymację, system francuski także i nie wiadomo jakie to będzie jeszcze miało konsekwencje gospodarcze związane z sytuacją finansową Francji, to oczywiście Francja staje się słabym partnerem i to uderza bezpośrednio w ewentualną hipotezę ścisłej współpracy między innymi w łonie Unii Europejskiej, gdzie Polska i Francja mogły tworzyć wspólny front i do pewnego stopnia zastąpić słynny motor francusko-niemiecki – powiedział prof. Mink.

Bez budżetu da się żyć

W analizie z 3 grudnia analitycy banku Pekao ocenili, że „w krótkim okresie nie tylko nie widać jego rozwiązania (kryzysu we Francji), ale prawdopodobna jest jego intensyfikacja”.

„W centrum uwagi znalazły się kwestie polityki fiskalnej i budżetu we Francji. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w tym kraju przekracza 5 proc. PKB i – jeśli wierzyć ostrzeżeniom – ma sięgnąć 6 proc. PKB w 2024 r. Francji przydałaby się zatem konsolidacja fiskalna i plany w tym zakresie istnieją, zostały zaakceptowane przez KE i uwzględnione w budżecie na 2025 r.” – tłumaczą analitycy Pekao.

Przypominają, że państwo francuskie może funkcjonować bez budżetu, ponieważ nie grozi mu wyłączenie rządu w stylu amerykańskim. Prowizorium oznaczałoby np. zamrożenie wydatków na nominalnym poziomie z 2024 r.

„Niezależnie od budżetowych przepychanek, Francję czeka jeszcze co najmniej pół roku rządów mniejszościowych” – czytamy w analizie Pekao.

To nie kryzys, tylko sygnał

Analitycy Pekao uważają, że problemy Francji mają wymiar bardziej polityczny niż ekonomiczny.

„Kraj nie znajduje się w sytuacji, która wymagałaby poważnej interwencji. To nie jest kryzys fiskalny – obciążenie odsetkami od długu jest umiarkowane, a rychłe obniżki stóp procentowych niemal gwarantują, że w najbliższych latach spadnie. Kłopoty Francji mają znaczenie bardziej jako sygnał trudności czekających każdy europejski rząd chcący bardziej zdecydowanie konsolidować swoje finanse” – zauważają analitycy Pekao.