Wprawdzie wczoraj indeksy amerykańskie (poniedziałek świąteczny jest tam zwykłym dniem roboczym) spadły o około 1 proc, to jeszcze rano wydawało się, że WIG20 obroni bardzo ważne wsparcie na poziomie 2240 pkt. Jednak nastroje, które już od czwartku były kiepskie wskutek obaw o Hiszpanię, w trakcie dnia jeszcze się pogorszyły po informacjach o chińskim imporcie.
Kiedy w czwartek trwała wyprzedaż na giełdach europejskich z powodu Hiszpanii, nasz indeks zanotował relatywnie niewielki spadek w trakcie sesji sięgając 2241 pkt. (dla porównania paryski CAC40 spadł w czwartek aż o 2,6 proc.) WIG20 następnie wzrósł licząc na obronę poziomu 2240 pkt. Włączyły się tu spekulacyjne zakupy – inwestorzy liczyli na odbicie i marsz w kierunku 2300 pkt. Nadzieje te okazały się dziś płonne, bo w sytuacji gdy indeksy europejskie przyspieszyły spadek, doszło po 16-tej do złamania wspomnianego wsparcia. Wyprzedaż przebrała na sile. Indeks spadł o 1,64 proc. do wartości 2226 pkt. Nie źle wypadliśmy na tle innych. Spadki w Europie były znacznie silniejsze – Paryż spadł o 3 proc, a giełda w Mediolanie ponad 4 proc!
Grecja sprzedała dziś 6-cio miesięczne bony skarbowe przy mniejszej rentowności niż na poprzedniej aukcji, jednak dobre informacje były dziś ignorowane. Obawy o bankructwo kolejnych krajów południa Europy i spowolnienie światowej gospodarki po informacji o słabnącym chińskim imporcie pociągnęły w dół surowce, umocniły dolara. Złoty oczywiście osłabił się – dolar przekroczył 3,20.
Wygląda na to, że o i ile nie dojdzie dziś do „cudownego” nawrotu do góry w końcówce sesji w USA (w chwili pisania tego komentarza DJIA zniżkuje o 1,2%), to czeka nas jutro jeszcze niższe otwarcie i testowanie poziomu 2200 pkt. Efekt powiedzenia „sell in may and go away” może zostać przyspieszony w tym roku na kwiecień. Może tylko dziwić fakt, że do tej pory nie przejmowano się sytuacją banków hiszpańskich z Santanderem na czele, który jest ogromnie „utopiony” w hipotekach. Bank ten dokonał skoku do przodu przejmując w ciągu ostatnich 3 lat kilka europejskich banków, łącznie z BZ WBK, posiadając w księgach hipoteki na rozdętym przed 2008 rokiem rynku nieruchomości w Hiszpanii. Aktywa te wyceniane były zapewne po cenach nabycia. Tymczasem rynek nieruchomości w tym kraju nie odżył i jest mało prawdopodobne, by ceny powróciły do poziomów sprzed kilku lat.
Pękło wsparcie
Początek sesji nie zapowiadał tego, co się wydarzyło potem.