Pesa na bocznicy albo… pod Wawelem

KIO zdecyduje, czy Kraków może wykluczyć Pesę z przetargu. Jeśli się zgodzi, spółka zniknie z rynku na trzy lata.

Pesa kontra krakowskie MPK — wynik do przerwy 0:0. Rozgrywka rozstrzygnie się pod koniec stycznia i może oznaczać dla bydgoskiej firmy zniknięcie z rynku lub… uzyskanie wielkiego kontraktu. Sprawa dotyczy wykluczenia Pesy przez krakowskie MPK z przetargu na dostawę 50 tramwajów z powodu nierzetelnego wykonania poprzedniego zlecenia — w 2015 r. na 36 pojazdów. Bydgoska spółka odwołała się do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO). Wczoraj odbyła się rozprawa.

— Rozstrzygnięcia spodziewać można się pod koniec stycznia. Postępowanie jest długotrwałe, ponieważ skład orzekający musi skrupulatnie zbadać argumenty obu stron i przesłuchać wielu świadków. Jeśli uzna, że Kraków może wyłączyć Pesę z przetargu na tramwaje, spółka może zostać wykluczona z rynku na trzy lata, jeśli zamawiający opisze taką przesłankę w dokumentacji, a dostawca nie podejmie działań naprawczych — mówi Magdalena Grabarczyk, rzecznik prasowy KIO.

W tym czasie Pesa nie będzie mogła zdobyć żadnego zlecenia. Maciej Grześkowiak, rzecznik Pesy, przyznaje, że spółka nie bierze tego rozwiązania pod uwagę i jeśli trzeba, będzie bronić swoich racji w sądowych instancjach. Kraków zarzuca Pesie, że zamiast dostarczyć tramwaje we wrześniu 2015 r., przekazała je dopiero w grudniu. Niezadowolenie budzi też ich jakość. Maciej Grześkowiak podkreśla jednak, że ich dostawa przed końcem 2015 r. uchroniła władze Małopolski przed utratą unijnego dofinansowania. Pesa nie mogła wcześniej ich dostarczyć z powodu opóźnienia procedury przetargowej przez miasto, które w poprzedniej perspektywie czekało na potwierdzenie unijnego dofinansowania.

W efekcie wygasła ważność ofert i tylko Pesa ją wydłużyła. Inni przedsiębiorcy nie ryzykowali. Kraków nie tylko próbuje wykluczyć Pesę z nowego przetargu — ściągnął także gwarancję ubezpieczeniową z poprzedniego, kontrowersyjnego zlecenia. Jeśli jednak Pesa wygra spór w KIO, ma szansę zdobyć kontrakt na 50 tramwajów. Jej oferta jest najtańsza — sięga 6,9 mln zł za pojazd.

Cena stanowi jednak tylko 40 proc. oceny, ważne będą też parametry dotyczące gwarancji i walorów technicznych. Nie tylko władze stolicy Małopolski nie palą się do współpracy z Pesą. Kilka miesięcy temu spółka walczyła w KIO z zachodniopomorskimi urzędnikami oraz Łódzką Koleją Aglomeracyjną, twierdząc, że ogłoszone przez nich specyfikacje przetargowe eliminują ją z gry.

Po wyrokach KIO dokumentacje zostały zmodyfikowane, ale Pesa przetargu nie wygrała. Niezadowolone z realizacji umów przez Pesę są także PKP Intercity. Wczoraj opublikowały oświadczenie, informując o dziewięciu pociągach, które jeżdżą bez wagonów barowych. Przewoźnik twierdzi, że w ubiegłym roku Pesa wygrała przetarg na remont 13 takich wagonów i mimo że termin minął, nie przekazała żadnego.

Dla PKP Intercity to spory problem — Urząd Transportu Kolejowego (UTK) poinformował bowiem, że pasażerom jadącym pociągiem bez wagonu barowego przysługuje zwrot ceny biletu w wysokości 25 proc. Brak warsów może więc zaszkodzić nie tylko wizerunkowi, ale także finansom przewoźnika. Maciej Grześkowiak zapewnia, że pierwszych sześć warsów będzie przekazanych pod koniec stycznia, a opóźnienie jest efektem kompleksowej modernizacji wagonów, która wymagała przeprowadzenia w UTK ponownej procedury dopuszczenia ich do ruchu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Pesa na bocznicy albo… pod Wawelem