Pesymizm rządu zniechęca do Unii

Janusz Lewandowski
opublikowano: 15-12-2006, 00:00

Trzeci z kolei budżet zjednoczonej Europy powinien być zajęciem rutynowym. Osobiście — będąc ciągle nowicjuszem w gronie zasiedziałych europosłów — zyskuję przewagę nad ministrami finansów, wyrwanymi do europejskich zajęć w ramach rotacyjnej, półrocznej prezydencji (tym razem była to minister Wideroos z Finlandii).

Okazuje się jednak, że nie ma rutynowych budżetów, bo każdy rok zwiastuje coś nowego. W 2007 roku debiutuje nowa Perspektywa Finansowa dla 27 krajów — uwzględniając Bułgarię i Rumunię. Niemiłym wyróżnikiem roku 2007 będą poślizgi w wykorzystaniu pieniędzy. Wynegocjowane płatności 115,5 mld euro, opatrzone hasłem „za mało”, mogą de facto oznaczać nadmiar. Właśnie zwracamy kilka miliardów z 112 mld przewidzianych na rok 2006.

O ile poślizgi będą normą we wszystkich krajach, o tyle pesymizm naszego resortu finansów przekracza zwykłą miarę. Zakłada zdobycie w roku 2007 zaledwie 12 mld zł z Unii Europejskiej, co stanowi cząstkę tego, co Polsce przysługuje. Dochodzą przecież pieniądze z lat 2004-06, które mogą być konsumowane do roku 2008 (zasada N+2). Zaciekawia także klasyfikowanie po stronie kosztów członkostwa Polski ponad 17 mld własnego wsadu, zważywszy, że każda wyłożona złotówka ściąga 3 zł z Unii Europejskiej, rodząc inwestycje w Polsce, a nie na księżycu. Defensywny budżet demaskuje marne wykorzystanie europejskiej szansy — jakby chodziło o zniechęcenie społeczeństwa, które bije europejskie rekordy zaufania do członkostwa w Unii!

Janusz Lewandowski, europoseł PO

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane