Pewni sukcesu w ringu show-biznesu

Marta Nowicka
opublikowano: 09-02-2006, 00:00

Zgodnie z prawem Murphy’ego „nic nie idzie tak łatwo, jak na to wygląda”. Na dzisiejszą pozycję Nokaut Składu złożyły się krew, pot i łzy założycieli.

No, może tylko krew i pot — w końcu chłopaki nie płaczą. Za to znają się na ciężkim (show)biznesie. Piotr Turek po trzecim roku studiów na kierunku public relations postanowił zakotwiczyć w jakiejś agencji na praktykę. Przyjechał z Katowic do Warszawy, zasilił szeregi Sigma International Poland. I od razu został rzucony na głęboką wodę.

— Trafił mi się klient z rzędu tych największych, najbardziej wymagających, o których trzeba dbać jak o własne dziecko — jednym słowem, Microsoft — opowiada Piotr Turek.

Szybko pojął, że najmądrzejsze książki nie powiedzą, jak wygląda praca PR-owca w realnym świecie. Ale w stolicy otrzaskał się z zasadami rządzącymi biznesem. I przy okazji wprowadzał w życie własne. Działania promłodzieżowe, akcje społeczne pozwalające dzieciakom wyrwać się z podwórek i blokowisk — na tym mu zależało. Namawiał klientów, by wspierali finansowo ciekawe projekty. Po trzech latach był gotów na coś więcej.

— Nie czekałem na awans. Chciałem iść krok dalej, szkolić się w reklamie, organizacji eventów, sponsoringu, a także w tworzeniu i w promowaniu muzyki — tłumaczy Piotr Turek.

Nie dali się zjeść

Hip-hop, funk, dancehall, reggae, raga — style na krajowym rynku jeszcze świeże, ledwie wyciągnięte z podziemia, ale bardzo popularne wśród młodych i, co za tym idzie, interesujące dla firm skoncentrowanych na klienteli w wieku 15-30 lat. Właśnie w kojarzeniu firm z młodymi artystami Piotr Turek szukał swego miejsca. Zwłaszcza że znalazł wspólnika — Marcina Pajewskiego, speca od reklamy. Poczekał jeszcze na Billa Gatesa, który odwiedził Polskę w październiku 2003 r., i zaraz potem zrezygnował z posady na rzecz nowych możliwości otwierających się przed nimi oboma trochę jak paszcza lwa.

— Nie do końca miałem świadomość tego, co mnie czeka. Bagatelizowałem organizacyjne i techniczne kwestie funkcjonowania spółki. Ale wierzyłem — mówi Piotr Turek, od dwóch lat wiceprezes Nokaut Składu.

Siostry na starcie

Nokaut Skład ruszył w grudniu 2003 r. Początkowo nie musieli inwestować w infrastrukturę — oni i współpracownicy operowali własnym sprzętem, w swoich domach. Ale nie wszystko szło tak gładko.

— Jeśli liczysz na realizację projektów dla takich klientów, jak Nokia, Phillips czy LPP, to musisz wyglądać jak firma z prawdziwego zdarzenia. Konto, strona internetowa, telefon, faks, wizytówki — to budzi wiarygodność — tłumaczy Piotr Turek.

Kapitał na start zebrali ze swoich poprzednich zarobków, pomogli też rodzice. Pierwsze lokum znaleźli na warszawskim Służewcu — strategicznie, bo przez ścianę z hiphopową wytwórnią Wielkie Joł. I stamtąd przyszła pierwsza propozycja.

— Zespół Sistars akurat wypuścił płytę. Z tym wiązała się produkcja promocyjnych teledysków. Do tego potrzebni byli sponsorzy. I my ich znaleźliśmy — opowiada Piotr Turek.

W klipie do piosenki „Synu” pojawił się sprzęt muzyczny Creative Labs i ubrania Adidasa, w teledysku „Freedom” — telefon Phillips. Product placement. Nokaut Skład postanowił często wykorzystywać tę jedną z najtańszych i najskuteczniejszych formę reklamy. Za trzysekundową ekspozycję produktu klient płaci 15-30 tys. zł netto.

— W zamian dostaje nawet 40 wyświetleń tygodniowo w każdej stacji muzycznej, jeśli ma do czynienia z popularnym artystą. Dzięki temu artysta ma pieniądze na klip, a my 10-15 procent prowizji. Wszystkim się opłaca — mówi Piotr Turek.

Ludzie renesansu

Na początku wspólnicy musieli się wykazać. Z gotowymi pomysłami pukali do klientów, szli na kompromisy. Teledyski, sponsoring, eventy realizowali z minimalnym zyskiem, by być lepszymi od konkurencji. Opłaciło się — firmowe portfolio rosło.

— Wyprodukowaliśmy siedem teledysków i do każdego znaleźliśmy sponsorów. Pracowaliśmy nad wprowadzeniem marki LPP — Cropp Town. Naszym udziałem było sponsorowanie Sistars przez Croppa — wylicza Piotr Turek.

Mają też na koncie m.in. kampanie prasowe dla Viva TV i Phillipsa, PR-owe dla przedsięwzięcia Spoko Dzieciak, wspierającego utalentowaną młodzież, odkupione prawa do pomysłów na reklamę dla Simplusa. Zorganizowali i zapewnili wsparcie medialne wakacyjnej akcji Simplus Team Letni Sound System w 2004 r., a w 2005 r. — sponsoring Sprite’a i Snickersa nad tworzeniem i utrzymaniem pierwszego profesjonalnego skateparku w stolicy — Kamuflage Skatepark.

Plany na wakacje

Przez dwa lata wspólnicy dojrzeli. Wcześniej nie wybrzydzali na projekty, teraz podchodzą do sprawy ambitniej.

— Coraz częściej musimy zainteresowanym polecać inne firmy. My skupiamy się na naszym grafiku na najbliższe miesiące — tłumaczy Piotr Turek.

A w nim dalsza opieka nad Kamuflage Skatepark i ogólnopolskie przedsięwzięcia deskorolkowe, promocja pierwszego krążka ekipy Piotra Turka i DJ Zero — „The 210”, który wyda spokrewniona wytwórnia Lubię Wąchać Winyl, organizacja Letniego Sound Systemu 2006 i promocja idei Spoko Dzieciak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Nowicka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Pewni sukcesu w ringu show-biznesu