Gazowy monopolista schował się za plecami państwa
Prywatni dystrybutorzy gazu chcą dostępu do magazynów i złóż PGNiG, a jeśli tego nie dostaną, na liberalizację rynku poczekamy lata.
Od 1 lipca 2007 r. wszyscy odbiorcy gazu powinni mieć możliwość korzystania z dobrodziejstw liberalizacji rynku i konkurencji. Ale praktyka pokazuje, że monopol kontrolowanego przez państwo Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) ma się dobrze.
Hartowanie w boju
PGNiG to srebro rodowe skarbu państwa i gwarant bezpieczeństwa energetycznego kraju. Nie dziwi więc, że państwo chroni jego rynkową pozycję. Ale rynek oczekuje, że PGNiG stawi czoła konkurencji bez państwowego protektora. Bo choć liberalizacja rynku w pierwszym etapie de facto przyniesie wzrost cen gazu, to z czasem rywalizacja między gazowymi firmami — jeśli będzie oparta na zdrowych zasadach — zaowocuje ich obniżką.
Wzrost cen gazu musi nastąpić, by na polski rynek mogła wejść realna konkurencja wobec PGNiG. Dziś niezależne firmy dystrybucyjne i tak muszą kupować gaz od monopolisty, bo tańszego nie ma. Co gorsza, PGNiG niechętnie ,,dzieli się” nim. Niedawne zmiany na scenie politycznej sprzyjają nowemu spojrzeniu na rynek gazu w Polsce.
— Liberalizacja rynku to możliwość wyboru dostawcy przez odbiorcę. Dziś nie istnieje. Ponad 98 proc. rynku to dostawy realizowane przez PGNiG, a niezależny import gazu to około 0,5 proc. Aby liberalizacja stała się faktem, należałoby uwolnić rynek obrotu gazem, udostępnić źródła krajowego gazu, wydzielając z PGNiG spółkę wydobywczą, wprowadzić ułatwienia importowe, udrożnić system przesyłowy, powołując niezależnego operatora systemu magazynowego i wprowadzić swobodny do niego dostęp niezależnym firmom. Ponadto niezbędne jest uproszczenie procedur związanych z inwestycjami infrastrukturalnymi, a to z kolei wiąże się ze zmianami w prawie o planowaniu przestrzennym, budowlanym itd. — wylicza Dariusz Brzozowski, prezes spółki Media Odra Warta.
Co do tego w prywatnym sektorze gazowym panuje jednomyślność.
Ewolucja czy rewolucja
Zdaniem przedstawicieli G.EN. Gaz Energii, bez tych zmian na liberalizację rynku poczekamy lata, bo branżę gazowniczą charakteryzuje bardzo duża kapitałochłonność.
— Dodatkowo po wejściu Polski do UE znacznie wzrosły koszty robót budowlano-montażowych, a także nastąpiła emigracja wykwalifikowanych pracowników. Gdyby przyjąć, iż szerszy dostęp prywatnych przedsiębiorstw do polskiego rynku gazu istniałby nadal jedynie w teorii, na prawdziwą konkurencję w gazownictwie musielibyśmy poczekać kilkadziesiąt lat. Tyle bowiem czasu zajęłoby prywatnym firmom energetycznym zbudowanie systemów dystrybucyjnych, w rozmiarach pozwalających rzucić wyzwanie krajowemu potentatowi — mówi Bernard Rudkowski, prezes firmy G. EN Gaz Energia.
Brama na rynek
Aby uniknąć czarnego scenariusza, konieczne jest zaangażowanie państwa w budowę liberalnego rynku gazu.
— Nowy rząd winien dać silny impuls do zmian. Byłby nim niewątpliwie podział istniejącej grupy kapitałowej PGNiG na wiele niezależnych przedsiębiorstw, konkurujących ze sobą oraz układających swoje relacje zgodnie z rachunkiem ekonomicznym — dodaje Bernard Rudkowski.
Ale zmianą najbardziej pożądaną przez konkurencję jest wydzielenie z PGNiG operatora systemu magazynowania gazu ziemnego. PGNiG nie chce o tym słyszeć. Firmy, które chcą importować do Polski powyżej 50 mln m sześc. błękitnego paliwa, muszą jego rezerwy gromadzić w kraju, a w Polsce jedynym właścicielem magazynów jest PGNiG. Budowa własnych to koszt, który dodatkowo osłabiłby konkurencyjność niezależnych dystrybutorów gazu względem monopolisty.
To niejedyny postulat niezależnych dystrybutorów gazu.
— Konieczne jest wydzielenie ze struktur PGNiG spółki wydobywczej. Da to wszystkim przedsiębiorstwom równy dostęp do zasobów tańszego krajowego gazu — stwierdza Bernard Rudkowski.
PGNiG przerzuca część ceny importowanego gazu ziemnego na odbiorców gazu krajowego. W rezultacie może ono oferować na krajowym rynku importowany gaz ziemny po cenach niższych niż pozostali importerzy. Zdaniem Bernarda Rudkowskiego, wydzielona z PGNiG spółka wydobywcza mogłaby należeć w 100 proc. do skarbu państwa. Podobnego zdania są też przedstawiciele CP Energii.
— Poprawiłoby to przejrzystość prowadzonej przez PGNiG działalności i pozwoliłoby na skuteczne zarządzanie rezerwami krajowymi gazu przez państwo, dając nowe instrumenty zarządzania ryzykiem ograniczenia dostaw gazu — zauważa Marcin Buczkowski, prezes CP Energii.
Koniec z monolitem
PGNiG musi się zmienić, by dostosować się do nowych warunków i skutecznie bronić swojej pozycji na rynku. Detaliczny obrót gazem ziemnym przeniesiono niedawno z sześciu regionalnych spółek zależnych PGNiG do jego centrali, co branża ocenia jako krok wstecz. Trzeba je ponownie wydzielić.
— Dotychczasowe regionalne spółki dystrybucyjne miały ograniczone terytorialnie obszary działania, w wyniku czego nie konkurowały ze sobą o klienta. Stan taki jest nieadekwatny do sytuacji prawnej, jaka powstała po 1 lipca 2007 r. W chwili, gdy każde gospodarstwo domowe może przynajmniej teoretycznie wybrać sprzedawcę gazu, każda spółka zajmująca się obrotem detalicznym powinna oferować usługi klientom na terenie całej Polski — mówi Bernard Rudkowski.
Jego zdaniem, kwestia, czy spółki powstałe z podziału PGNiG należy prywatyzować, jest otwarta.
Uwolnić ceny
Niezależni dystrybutorzy gazu, a także PGNiG, niecierpliwie czekają na uwolnienie cen gazu ziemnego. Obecnie o ich poziomie, na wniosek dystrybutorów, decyduje Prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE). To zniechęca firmy do inwestowania.
— Uwolnienie cen możliwe będzie po spełnieniu postulatów dotyczących reorganizacji PGNiG. I nie należy obawiać się, że przedsiębiorstwa ze względu na niedojrzałość rynku będą wykorzystywać pozycję monopolistyczną w regionach. Firmy gazownicze mają już konkurentów. Są nimi producenci i dystrybutorzy węgla kamiennego, oleju opałowego czy LPG — podkreśla Bernard Rudkowski.
Zdaniem Mirosława Dobruta, prezesa Izby Gospodarczej Gazownictwa, liberalizacja polskiego rynku gazu musi być zgodna z ogólnym modelem liberalizacji rynku energii, na którym już nastąpiło uwolnienie cen.
— Nowy rząd powinien z URE przeanalizować skutki zniesienia taryf. Nie musi to oznaczać, że ceny w ciągu 4 lat wzrosną o 30-40 proc. — mówi Mirosław Dobrut.
Anna
Bytniewska