Walka z czasem, praca po nocach i wizja zimowego kryzysu. Taki weekend — wedle słów prezesa — ma za sobą zarząd PGNiG, takie tygodnie ma też przed sobą. W minioną niedzielę, 4 grudnia, niemiecka spółka PGNiG (PGNiG Supply & Trading) złożyła pozew do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a w nim skargę na decyzję Komisji Europejskiej dotyczącą gazociągu Opal. — Decyzja KE daje Gazpromowi wielkie uprzywilejowanie, a to w konsekwencji może doprowadzić do uzyskania przez rosyjską firmę monopolu w dostawach gazu do Europy Środkowej i Wschodniej. Dlatego chcemy, by trybunał wstrzymał tę decyzję, a następnie ją unieważnił — mówi Piotr Woźniak, prezes PGNiG.

Zima sprzyja Gazpromowi
Sprawa jest trudna. Chodzi o gazociąg Opal, który biegnie przez Niemcy z północy na południe, umożliwiając odbiór rosyjskiego gazu z gazociągu Nordstream i przesłanie go na południe, do Czech i dalej na Słowację. Gazprom, który jest dominującym dostawcą gazu do państw Unii Europejskiej, ma dziś prawo wykorzystywać tylko połowę mocy przepustowych Opala, a reszta jest udostępniana innym operatorom, na podstawie tzw. zasady TPA, czyli dostępu strony trzeciej.
W 2013 r. rosyjska firma rozpoczęła jednak starania o poszerzenie dostępu do tego gazociągu. Sprawa toczyła się do dziś i, nieoczekiwanie, przybrała obrót korzystny dla Rosjan. KE wydała decyzję (jej treść jest tajna) uwalniającą Opal od zasady TPA, a na podstawie tej decyzji niemiecki regulator zmienił zasady przydziału przepustowości Opala. Wprowadza m.in. aukcje, dzięki którym — jak wskazują szacunki samego Gazpromu — rosyjski dostawca będzie mógł liczyć na zajęcie aż 90 proc. gazociągu. I to już od stycznia 2017 r.
— To poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw gazu do Polski i całego regionu — uważa Piotr Woźniak. Prezes PGNiG uważa, że Gazprom dąży do przesunięcia głównego strumienia dostaw gazu dla Europy Zachodniej z gazociągu jamalskiego, który biegnie przez Białoruś i Ukrainę, a potem Polskę, na Nord Stream, który biegnie po dnie Morza Bałtyckiego prosto do Niemiec. Decyzja dotycząca Opala czyni to przesunięcie możliwym już od stycznia. Czyli zimą, kiedy Rosjanie, jako dostawcy gazu, dostają od natury dodatkowe instrumenty nacisku. Dla Polski może to oznaczać zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw, ale także mniejszy zarobek na przesyle gazu. Perspektywa jest na tyle groźna, że z postulatami podobnymi do polskich wystąpił do KE ukraiński Naftohaz.
Szansa na wygraną
Dlatego Piotr Woźniak nie przebiera w słowach. — Sytuacja jest naprawdę groźna — przekonywał na wczorajszym briefingu.
„Decyzja KE, dotycząca Opala, narusza unijne przepisy dotyczące konkurencji na europejskim rynku gazu, traktatowe zasady pewności prawa, regulacje dotyczące ochrony interesów podmiotów trzecich oraz proporcjonalności, a także przepisy umowy stowarzyszeniowej UE — Ukraina. Ponadto w procesie podejmowania decyzji kierowano się dyskryminacyjnymi przesłankami” — wylicza PGNiG w wydanym wczoraj oświadczeniu. Problem w tym, że PGNiG ma na swoją walkę mało czasu. Poprosił wprawdzie trybunał o podjęcie decyzji o wstrzymaniu zmian w sprawie Opala do 23 grudnia (tydzień później zmiany wchodzą już w życie), ale czy ten plan się powiedzie? PGNiG reaguje w ostatniej chwili, bo — jak przyznaje Piotr Woźniak — nie przypuszczał, że Gazprom ma jakiekolwiek szanse na wygraną. — Przecież w 2009 r. KE zadecydowała, że Opal będzie przez 22 lata objęty zasadą TPA. Teraz widzimy, że do decyzji KE należy podchodzić z ostrożnością — oburza się Piotr Woźniak. Nawet jeśli sytuacja jest groźna, to cytowany przez PAP prof. Alan Riley z City University of London daje PGNiG szanse na wygraną. — Polska może tę sprawę wygrać. Co więcej, w ten sposób zrobi Europie przysługę, domagając się, aby zasady unijnego prawa były stosowane jednakowo wobec wszystkich państw UE, bez względu na to, jak są silne, i wszystkich firm, bez względu na ich wielkość — uważa Alan Riley.
OPAL TO KŁOPOT DLA NORWESKIEJ RURY: Perspek-tywa przyznania Gazpromowi aż 90 proc. przepustowości gazociągu Opal wpływa negatywnie na perspektywy polskiego pomysłu, zakładającego budowę połączenia pomiędzy Polską, Danią i Norwegią. — Mowa o dwóch gazociągach, o dużej przepustowości, lądujących w niemal tym samym miejscu. To pogarsza naszą pozycję negocjacyjną — przyznaje Piotr Woźniak, prezes PGNiG. Do końca grudnia operatorzy Polski i Danii mają przedstawić studium wykonalności dla tego połączenia.