PHS i wszystko... ciemne

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-08-22 00:00

Ciemność, ciemność widzę — krzyczał niezapomniany Maks, z kultowego już filmu Juliusza Machulskiego „Seksmisja”. Gdyby Maks, lub ktokolwiek inny, zechciał przyjrzeć się procesowi prywatyzacji Polskich Hut Stali, a raczej procesowi, w którym zrobiono już bardzo wiele, a robi się jeszcze więcej, by do prywatyzacji, broń Boże, nie dopuścić, to by nic nie powiedział. Odebrałoby mu mowę na dłużej.

Proces prywatyzacji jakiejkolwiek spółki Skarbu Państwa nie jest prosty, łatwy i przyjemny. Uwikłanie w zaszłości, długi, nie wyjaśnione stosunki własnościowe, problematyczne prawo do terenów i nieruchomości, roszczenia reprywatyzacyjne i obowiązujące procedury (a raczej ich brak) powodują, przede wszystkim, strach przed podejmowaniem jakichkolwiek decyzji przez, przynajmniej teoretycznie, odpowiedzialnych za prywatyzację. To jest nawet zrozumiałe, bo rzeczywisty brak procedur wywołuje niejako uznaniowość każdej decyzji i zagraża podejmującemu takie decyzje w sposób bezpośredni: postawieniem przed prokuratorem. W końcu każdemu może się różnie wydawać i różnie może oceniać efektywność każdej prywatyzacji.

W przypadku Polskich Hut Stali jest jeszcze gorzej. Mówimy PHS, a myślimy o czterech niezależnych, nie zintegrowanych podmiotach gospodarczych, każdy ze swoim bagażem, a raczej balastem, doświadczeń. Więcej: każdy z nich, podobnie jak załogi, ma inne, często rozbieżne interesy. Znalezienie tutaj optymalnego rozwiązania jest niezwykle trudne. Tym bardziej jednak dziwi, będąca najprawdopodobniej wynikiem działań lobbingowych najróżniejszych grup, niezborność kolejnych decyzji, prowadzących — według deklaracji — do sprywatyzowania tego holdingu.

Perspektywa rzeczywistej prywatyzacji PHS odsuwa się z każdym miesiącem, z każdą kolejną decyzją. Najpierw US Steel już, już był bliski przejęcia hut wchodzących w skład holdingu. Wszystko wydawało się załatwione, gdy niespodziewanie — i to w roli faworyta — włączył się brytyjsko- -hinduski LNM. Wybór inwestora zewnętrznego jest jednak tylko jednym z elementów tej układanki i to, jak się wydaje, wcale nie najważniejszym. Podjęto jakiś czas temu decyzję, że inwestor (kimkolwiek by był) kupi huty z długami, a przynajmniej ich częścią. Teraz odżyła koncepcja zamiany wierzytelności na akcje PHS. Po tej operacji może okazać się, że tak naprawdę nie ma już czego prywatyzować. Bo, co prawda, PHS będzie ten sam (ze wszystkimi kłopotami i problemami), ale nie taki sam. A przede wszystkim nic do niego Skarbowi Państwa, bo on będzie należał do Agencji Rozwoju Przemysłu, Polskich Kolei Państwowych, elektrowni, elektrociepłowni i nie wiadomo jeszcze kogo. Będzie już sprywatyzowany (nie będzie np. objęty osławioną ustawą kominową). A że wszyscy lub większość jego właściciele należą do państwa? A to już zupełnie inna sprawa.

W każdym razie będzie można rozwijać ten poligon prywatyzacji, restrukturyzować do woli. PHS podzieli się na poszczególne huty, później połączy pod nazwą np. Stal Polska, albo Polska Stal (w drugiej odsłonie). A jeszcze później zacznie się prywatyzację od nowa. Ale to już wnuk ministra Piotra Czyżewskiego. Chyba że wcześniej wszystko upadnie. I wtedy dopiero się zacznie.

Możesz zainteresować się również: