I znów ceny ropy biją rekordy wzrostów, i to zarówno w Londynie, jak i w Nowym Jorku. Na rynkach nadal dominują obawy, że światowi producenci ropy nie będą w stanie pompować takich ilości, aby zaspokoić bardzo wysoki popyt na ten surowiec - podają brokerzy.
Baryłka ropy Brent z Morza Północnego w dostawach na wrzesień zdrożała w piątek w Londynie w handlu elektronicznym o 38 centów, do 41,50 USD, ale po godz. 9.00 wyceniano ją już "tylko" na 41,25 USD.
Lekka ropa WTI w transakcjach elektronicznych na NYMEX w Nowym Jorku zdrożała zaś w piątek o 36 centów,, czyli 0,8 proc., do rekordowego poziomu 44,77 USD za baryłkę.
Analitycy oceniają, że w niedługim czasie ropa może zdrożeć do 50 USD za baryłkę, zwłaszcza że już teraz światowa produkcja tego surowca jest na rekordowym poziomie i pozostaje coraz mniej wolnych mocy produkcyjnych. W sytuacji wystąpienia jakichkolwiek zakłóceń w dostawach ropy jej ceny gwałtownie poszybują jeszcze wyżej.
Nie wiadomo czy w takiej sytuacji coś może zmienić zaplanowane na 15 września posiedzenie OPEC. Już teraz kartel stara się ostudzić gorączkową atmosferę na światowych giełdach, ale jak na razie bez widocznych skutków.
W piątek przewodniczący OPEC Purnomo Yusgiantoro zapowiedział, że kartel jest gotów niezwłocznie podwyższyć produkcję ropy, jeśli będzie to konieczne.