Pięć lat niskich stóp i rat

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2020-03-04 22:00

4 marca 2015 r. Rada Polityki Pieniężnej po raz ostatni obniżyła stopy procentowe.

Od tego czasu cena pieniądza stoi w miejscu. Nic się nie zmieniło także na zakończonym wczoraj posiedzeniu, co oznacza, że jeszcze przez jakiś czas raty kredytów hipotecznych będą stabilne. Jak obliczył Bartosz Turek z HRE Investments, osoba, która pod koniec 2012 r. postanowiła pożyczyć na mieszkanie 200 tys. złotych na 25 lat, osiem lat temu spłacała ratę w wysokości około 1,4 tys. zł miesięcznie.

— Niedługo trzeba było jednak czekać na to, aby rata zaczęła spadać, i to wyraźnie. Za sprawą malejących stóp procentowych już po kilku miesiącach rata spadła poniżej 1,2 tys. zł. Później efekty cięć stóp nie były już aż tak spektakularne, choć bez wątpienia pozytywne z punktu widzenia osób zadłużonych. Pod koniec 2014 r. rata spadła do około 1,1 tys. zł, a od marca 2015 r. bank żądał co miesiąc zwrotu kwoty nie wyższej niż 1,07 tys. zł. W sumie więc w budżecie domowym modelowego kredytobiorcy w omawianym okresie została kwota 26,6 tys. zł. O tyle mniej pieniędzy pochłonęły w sumie raty przykładowego kredytu za sprawą liberalizacji polityki monetarnej przez RPP — mówi Bartosz Turek.

Gdyby pieniądze te przez ostatnie lata kredytobiorca na bieżąco przeznaczał na nadpłatę długu, to do spłaty zostałoby mu około 132 tys. zamiast 162 tys., które wynikały z normalnej terminowej spłaty długu. W wyniku nadpłat spadłaby też rata — do poziomu około 870 zł miesięcznie, dodaje analityk. W Polsce jeszcze niedawno mówiło się o konieczności podwyżek stóp, zwłaszcza po szokująco wysokich odczytach inflacji za ostatnie miesiące. Teraz jednak przeważają głosy o możliwych obniżkach stóp w sytuacji spowolnienia gospodarczego, wynikającego z trudnych na razie do oszacowania skutków epidemii koronawirusa.

— Mechanizm rozumowania jest taki, że światowa panika przekłada się na gospodarkę poprzez m.in. zamykanie biur i fabryk, ryzyko zwolnień, zatory płatnicze czy zerwanie łańcuchów dostaw — np. części samochodowe z Chin nie płyną do montowni w innych częściach świata. W efekcie koronawirus może skutkować spowolnieniem wzrostu gospodarczego na świecie (a w konsekwencji też w Polsce), czego skutki chcą łagodzić banki centralne poprzez pompowanie taniego pieniądza — uważa Bartosz Turek.