Pieczarki rosną na brexicie

Słaby funt zmusza irlandzkich producentów grzybów do grupowych zwolnień i zamawiania towaru z Polski. Są powody do radości? Niekoniecznie

Jesteśmy uzależnieni od brytyjskiego rynku, kontrakty podpisujemy w funtach i z rocznym wyprzedzeniem, a teraz nie jesteśmy w stanie ich zrealizować — alarmują producenci pieczarek w Irlandii głosem Gerryego Reilly’ego, szefa komitetu ogrodnictwa w Stowarzyszeniu Irlandzkich Farmerów, na łamach portalu AgriLand.

Bloomberg

W blokach startowych

Aż 9 na 10 pieczarek wyprodukowanych w Irlandii pieczarek wyjeżdżało dotychczas do Wielkiej Brytanii. Producenci mówią o zagrożeniu 3,5 tys. miejsc pracy w 60 przedsiębiorstwach. Od początku głosowania w sprawie brexitu z rynku zniknęło trzech producentów, a pracę straciło 130 osób — policzyła branża. Powodem jest funt słabnący po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z UE. O sprawie zrobiło się głośno, gdy jeden z zakładów w Tipperary odesłał 70 osób do domów, żeby ograniczyć koszty w przynoszącym straty biznesie.

— Teraz, żeby wypełnić kontrakty na wynegocjowanych wcześniej warunkach, producenci są zmuszeni kupować grzyby z Polski i Holandii — powiedział cytowany przez AgriLand Gerry Reilly. W efekcie jednak więcej krajowych grzybów zostaje na irlandzkim rynku i na półkach robi się już bardzo ciasno.

— Liczba producentów pieczarek zmniejsza się od lat, ale wcześniej zamknięcie jednego zakładu oznaczało zwiększenie zatrudnienia przez pozostałe. Teraz nikt nie myśli o ekspansji — dodaje Gerry Reilly. A kraje Europy Wschodniej — czytaj: Polska — tylko czekają, by szerzej zaopatrywać brytyjski rynek i wypchnąć z niego irlandzkie grzyby.

Poszukiwanie oszczędności

— Sytuacja tylko pozornie nam sprzyja. W krótkim terminie rzeczywiście jest szansa na zwiększenie dostaw, ale w długim — przecież my też cierpimy na słabnącym funcie, więc Polacy nie robią interesu życia, sprzedając do Wielkiej Brytanii znacznie więcej towaru po wysokich cenach — twierdzi Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych (SBGU). Podaje, że Wielka Brytania już i tak jest naszym drugim odbiorcą pieczarek.

W ubiegłym roku kupiła od nas około 30 tys. ton, czyli 15 proc. całej sprzedaży zagranicznej. Największym odbiorcą pozostają Niemcy, do których trafia około 35 proc. pieczarkowego eksportu.

— Brytyjscy pieczarkarze od lat tylko grają w golfa, bo się dorobili, a produkcję przejęli Irlandczycy. Dla nich to rzeczywiście ogromne tąpnięcie. Dla nas mniejsze, ale wymuszające poszukiwanie oszczędności — koszty pracy rosną, branża wspiera się więc pracownikami ze Wschodu, próbuje negocjować ceny z dostawcami surowców, np. podłoża, żeby móc pozostać na brytyjskim rynku i zarabiać. Irlandczycy natomiast sporo oszczędzają na transporcie — mówi Krystian Szudyga. Jego zdaniem, ten rok będzie jednym z gorszych, jeśli chodzi o dynamikę produkcji, rosnącej w ostatnich latach w tempie 5-7 proc.

— W ubiegłym roku było to już tylko 2-3 proc., a w tym nie będzie więcej. To wciąż efekt odbudowywania rynków zbytu po rosyjskim embargu. Eksport od tego czasu nie spadł, kraje na wschodzie Europy w większym stopniu zaopatrują się u nas, ale sprzedaż tam się zmniejsza — mówi szef SBGU. W latach 2011-15 unijna produkcja pieczarek zwiększyła się o 6,5 proc., polska — o 34 proc. i dziś jesteśmy największym producentem. Drugiej na podium Holandii nie udaje się zwiększać produkcji.

225 tys. ton Taki jest wolumen eksportu polskich pieczarek. Z kraju wyjeżdża około 70 proc. produkcji.

Nie tylko cena

Polska przez lata toczyła z Holandią walkę o miejsce lidera w produkcji pieczarek. Choć powszechnie nasz towar uważany jest za tańszy, to niedawne badanie spychanych z rynku Holendrów wykazało, że inaczej jest w przypadku grzybów. Zrzeszenie holenderskich farmerów ZLTO postanowiło sprawdzić, dlaczego Niemcy preferują polskie. Okazało się, że Polacy zostali wyżej ocenieni w takich kategoriach, jak: relacja ceny do jakości, bardzo wysoka jakość i kontrola, dostępność wysokiej jakości przez cały rok i zarządzanie reklamacjami. Podobny polsko-holenderski problem, ale w kontekście rynku brytyjskiego, pojawił się niedawno w przypadku pomidorów. Jeden z importerów z Wysp tłumaczył, że nasze są dobrej jakości, mają świetny smak, wybarwienie i rozmiar, a do tego ich cena nie zmienia się z dnia na dzień jak holenderskich.

Nie tylko cena

Polska przez lata toczyła z Holandią walkę o miejsce lidera w produkcji pieczarek. Choć powszechnie nasz towar uważany jest za tańszy, to niedawne badanie spychanych z rynku Holendrów wykazało, że inaczej jest w przypadku grzybów. Zrzeszenie holenderskich farmerów ZLTO postanowiło sprawdzić, dlaczego Niemcy preferują polskie. Okazało się, że Polacy zostali wyżej ocenieni w takich kategoriach, jak: relacja ceny do jakości, bardzo wysoka jakość i kontrola, dostępność wysokiej jakości przez cały rok i zarządzanie reklamacjami. Podobny polsko-holenderski problem, ale w kontekście rynku brytyjskiego, pojawił się niedawno w przypadku pomidorów. Jeden z importerów z Wysp tłumaczył, że nasze są dobrej jakości, mają świetny smak, wybarwienie i rozmiar, a do tego ich cena nie zmienia się z dnia na dzień jak holenderskich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane