Piękni ubezpieczeni

Martyna Mroczek
opublikowano: 2008-05-30 00:00

Gdyby księżniczka na ziarnku grochu żyła w naszych czasach, na pewno dostałaby odszkodowanie za… siniaki.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku Ben Turpin, amerykański aktor kina niemego, wycenił swego charakterystycznego zeza na zawrotną wówczas sumę 25 tys. dol., zapoczątkowując modę na ubezpieczanie różnych części ciała. Założenie jest proste — jeśli z jakichś powodów czyjaś część ciała zniknie (bądź, zależnie od rodzaju ubezpieczenia, ulegnie uszkodzeniu), to ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie i przynajmniej nie będzie kłopotu z utratą zarobków.

Aktorzy i sportowcy

Charlie Chaplin płacił składki na ubezpieczenie stóp, inny aktor kina niemego — Douglas Fairbanks — na charakterystyczne blizny, Marlena Dietrich na „boskie” nogi i struny głosowe, a Dolly Parton — na piersi. Keith Richards, gitarzysta The Rolling Stones, wycenił swoje dłonie na milion funtów, a niemiecka modelka Heidi Klum nogi na 2 mln dol. Do tego dochodzą charakterystyczne wiewiórcze zęby brytyjskiego komika Kena Dodda, struny głosowe Boba Dylana, Roda Stewarta i Bruce’a Springsteena, drogocenne nogi Mariah Carey oraz osobne ubezpieczenia dla nóg, piersi i pośladków Jennifer Lopez…

Ale polisy na części ciała to specjalność gwiazd nie tylko show-biznesu. Kończyny sportowców są równie cenne. Klub piłkarski Real Madryt płacił ponoć 3,6 mln euro rocznie za ubezpieczenie nóg Ronaldo i po 2,4 mln euro za Luisa Figo i Zinedine Zidane. Zagadką pozostaje, jak ubezpieczyciele określają wysokość składek. Nie wiadomo też, czy gwiazdy bardziej troszczą się o swe ciała, czy o rozgłos, jaki przynosi kupno wyszukanej polisy. Jedno pewne — nie ma takiej rzeczy, której nie dałoby się ubezpieczyć. Za przykład niech posłuży David Lee Roth, lider rockowej grupy Van Halen, który ubezpieczył swoje… nasienie. Jeśli któraś z jego fanek zajdzie z nim w ciążę, będzie odszkodowanie jak znalazł!

Za wysokie progi

Polskim sławom daleko w tej dziedzinie do kolegów z Zachodu. Wiadomo jedynie, że nasz wyśmienity pianista Ignacy Jan Paderewski ubezpieczył każdy swój palec osobno. W dzisiejszych czasach nie można znaleźć na naszym rynku żadnych polis tego typu.

— Staramy się dopasować ofertę do potrzeb jak największej liczby klientów, dlatego nie mamy w portfolio ubezpieczeń adresowanych do tak wąskiej grupy odbiorców — tłumaczy Paweł Wróbel, rzecznik Generali Polska.

Również przedstawiciele PZU mówią o zbyt małym zainteresowaniu klientów, nie wykluczają jednak przygotowania specjalnej polisy dla kogoś, kto chciałby się w ten sposób zabezpieczyć.

— Gdyby chętnych było wielu, z pewnością zaproponowalibyśmy standardową ofertę. Trudno mówić o ewentualnej cenie polisy, jej wysokość zależałaby od oszacowanego ryzyka i zakresu ochrony. Kilka lat temu ubezpieczeniem głosu interesowało się kilku śpiewaków operowych. Przygotowaliśmy dla nich specjalną ofertę, ale ostatecznie do zawarcia umowy nie doszło — opowiada Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU. l

Możesz zainteresować się również: