15-16 proc. — o tyle spadło zatrudnienie w budownictwie w stosunku do 2011 r., szacuje Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

— Spadek byłby znacznie większy, gdyby nie optymizm zarządów firm i przekonanie, że zbliża się boom inwestycyjny związany ze startem projektów z unijnej perspektywy 2014-20 — twierdzi szef branżowej organizacji. Spadek zatrudnienia w budowlance jest skutkiem opóźnień w ich wdrożeniu.
Brak zamówień od beneficjentów funduszy z Brukseli bardzo mocno odczuły w ostatnich miesiącach zwłaszcza firmy realizujące kontrakty wodno-ściekowe. W 2015 r. nakłady na wodociągi i sieć kanalizacyjną sięgnęły około 10 mld zł, a od 2000 r. budowa infrastruktury na tym rynku pochłonęła 100-120 mld zł.
Zleceniodawcy firm budowlanych, czyli przedsiębiorstwa inwestujące i zarządzające sieciami wodociągów i kanalizacji, obcięły jednak w ostatnich miesiącach inwestycje aż o połowę, w porównaniu z ubiegłorocznymi. Tadeusz Rzepecki, przewodniczący Rady Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie, podkreśla, że po inwestycyjnej kumulacji w ostatnich latach obecnie wykonawcy walczą o kontrakty za wszelką cenę, składając bardzo tanie oferty.
Gazownicy wreszcie ruszyli na zakupy
Na rynku gazociągów, podobnie jak wodno-kanalizacyjnym, panuje stagnacja. Brak inwestycji dotkliwie odczuwa m.in. ZRUG Zabrze, z grupy Stalprofilu, zajmujący się budową gazociągów. — Biorąc pod uwagę obecną sytuację spółki, powinniśmy ogłosić jej upadłość, jednak nie chcemy utracić kompetencji, które będą potrzebne, kiedy inwestycje wreszcie ruszą. Dlatego zdecydowaliśmy się na restrukturyzację ZRUG Zabrze i włączenie zakładu w struktury Stalprofilu — mówi Jerzy Bernhard, prezes giełdowej grupy.
Zwiastuny inwestycji już obserwuje Ferrum. Spółka ostatnio notowała potężne straty, ale po pierwszym półroczu pojawiły się wreszcie pierwsze zyski. Wynik operacyjny sięgnął 2,5 mln zł, a netto — 712 tys. zł.
— Poprawa wyników jest efektem restrukturyzacji finansowej oraz zwiększenia w drugim półroczu zamówień przez naszego głównego odbiorcę, czyli Gaz-System — mówi Konrad Miterski, prezes Ferrum. Jego zdaniem, skoro operator gazociągów kupuje materiały, pewnie wkrótce zacznie realizować także kontrakty budowlane. Konrad Miterski prognozuje, że trend zakupowy, poprawiający rentowność giełdowej spółki, utrzyma się w kolejnych kwartałach.
Firmy wodociągowe obawiają się, że nie podołają ich realizacji i zbankrutują.
Zwiastuny inwestycji…
Wkrótce jednak trend powinien się odwrócić, co może skłonić wykonawców do urealnienia cen w ofertach. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podpisał umowy na projekty warte 1,3 mld zł, do których Bruksela dołoży 680 mln zł. W drugim półroczu natomiast zostanie zawarte 100 umów na unijne dofinansowanie projektów wartych 2 mld zł.
— W 2017 r., zwłaszcza w drugiej połowie, nastąpi dynamiczny wzrost sprzedaży w sektorze infrastrukturalnym, szczególnie w branży wodno-kanalizacyjnej.
Nowa perspektywa unijna wygląda optymistycznie, ale dostrzegamy także ryzyko związane z przygotowaniem wniosków o dofinansowanie przez potencjalnych beneficjentów, czyli przedsiębiorstwa wodno-ściekowe — dodaje Jan Styliński.
Obawia się, że zadłużonym samorządom trudno będzie znaleźć fundusze na wkład własny, więc choć skala zamówień wzrośnie, rynkowy potencjał nie zostanie wykorzystany albo koszty realizowanych inwestycji będą przerzucane na odbiorców wody i usług kanalizacyjnych.
…kontra taryfy
To realny scenariusz.
— Główne inwestycje, do których się zobowiązaliśmy, wstępując do Unii Europejskiej, zostały już zrealizowane. Poziom skanalizowania sięga w Polsce 66 proc., z czego w miastach prawie 90 proc. i nieco ponad 30 proc. na wsiach. Samorządowcy i mieszkańcy regionów wiejskich sygnalizują potrzebę inwestycji, ale aby można było na nie otrzymać dofinansowanie, na 1 km sieci kanalizacyjnej musi przypadać 120 osób. Jeśli będzie mniej, samorząd musiałby inwestycję sfinansować samodzielnie. Może się więc okazać, że choć potrzeby inwestycyjne są nadal niemałe, tempo realizacji będzie mniejsze niż dotychczas — mówi Tadeusz Rzepecki.
Krajowy Program Oczyszczania Ścieków Komunalnych przewiduje inwestycje do 2021 r. sięgające prawie 30 mld zł. Tadeusz Rzepecki prognozuje, że aby w pełni zaspokoić zapotrzebowanie na usługi rynku wodno-kanalizacyjnego, trzeba wydawać rocznie nawet 6-10 mld zł. Oprócz rozbudowy sieci na terenach zurbanizowanych konieczne jest inwestowanie w infrastrukturę do zagospodarowaniaosadów ściekowych.
Potrzebne są też inwestycje w odtworzenie infrastruktury zbudowanej 15 lat temu. Funduszy unijnych na wszystko nie wystarczy, a podwyższanie taryf odbiorcom nie będzie łatwe, zwłaszcza że resort środowiska planuje powołać regulatora rynku, który będzie decydował o ich wysokości.
— Dzięki regulacji wszyscy będą działać na równych warunkach. Obawiamy się jednak blokowania podwyżek, a przez to inwestycji — mówi Tadeusz Rzepecki.
OKIEM DOSTAWCY
Niezdrowe oszczędności
MACIEJ KOSTAŃSKI, Polskie Stowarzyszenie Producentów Rur i Kształtek z Tworzyw Sztucznych
Liczba i wartość przetargów wskazują na zapaść na rynku inwestycji wodno- -kanalizacyjnych. Inwestycjom nie sprzyjają: zahamowanie wykorzystywania funduszy europejskich i niechęć samorządów do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wywołuje to negatywne skutki rynkowe — pojawiają się oferty na wykonawstwo tańsze niż szacowana wartość materiałów, a do obrotu wprowadzane są materiały niespełniające norm, czym nasze Stowarzyszenie stara się zainteresować m.in. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego.
KOMENTARZ
Między Brukselą a strachem
BARTEK GODUSŁAWSKI
Tym, co nakręca nam gospodarkę dzisiaj i będzie nakręcało w najbliższych kwartałach, jest portfel Kowalskiego. Konsumpcją nasz PKB dzisiaj stoi i potwierdzają to statystyki. Inwestycyjny motor zaciął się na początku roku i wciąż nie chce pracować. Sektor publiczny nad Wisłą jest tak silnie uzależniony od finansowej kroplówki z Unii Europejskiej, że woli patrzeć na spowalniające tempo wzrostu, które zatrzymało się w okolicy 3 proc., niż dołożyć coś z własnej kasy. Euro zaś płyną wyjątkowo wątłym strumieniem, co najlepiej widać w samorządach. Wydatki majątkowe władz lokalnych spadły w pierwszym półroczu o ponad połowę w porównaniu z ubiegłym rokiem. Sektor publiczny bez unijnego dopingu jest bezradny, a prywatny nie kwapi się, żeby dorzucić swoje trzy grosze. Dlaczego? Bo też chciałby płynąć w strumieniu brukselskich miliardów. Swoje zaskórniaki wydaje zaś wyjątkowo oszczędnie i to jest niedobra zmiana. Firmom znacznie mocniej niż w poprzednich latach ciąży legislacyjna niepewność, biznesowa nieprzyjazność polityków i walka, jaką nowa ekipa toczy na unijnym froncie. Politycy partii rządzącej prześcigają się w wymyślaniu nowych kar dla nieuczciwych podatników, a nikt nie mówi, jak zabezpieczyć interesy uczciwego biznesu. Konfiskata majątku, zrównanie wyłudzeń VAT ze zbrodniami czy wzmożone kontrole fiskusa, zamiast spędzać sen z powiek zawodowym przestępcom, straszą tych, którzy uczciwie oddają cesarzowi co cesarskie. Nawet jeśli finansowy kurek z miliardami euro rozkręci się na dobre, to jeszcze nie musi zmotywować prywatnego biznesu do wielkiego wydawania. Gospodarka zaś bardziej niż konsumpcyjnego wzmożenia potrzebuje inwestycyjnego kopa, który procentuje przez lata.
KOMENTARZ
Między Brukselą a strachem
BARTEK GODUSŁAWSKI
Tym, co nakręca nam gospodarkę dzisiaj i będzie nakręcało w najbliższych kwartałach, jest portfel Kowalskiego. Konsumpcją nasz PKB dzisiaj stoi i potwierdzają to statystyki. Inwestycyjny motor zaciął się na początku roku i wciąż nie chce pracować. Sektor publiczny nad Wisłą jest tak silnie uzależniony od finansowej kroplówki z Unii Europejskiej, że woli patrzeć na spowalniające tempo wzrostu, które zatrzymało się w okolicy 3 proc., niż dołożyć coś z własnej kasy. Euro zaś płyną wyjątkowo wątłym strumieniem, co najlepiej widać w samorządach. Wydatki majątkowe władz lokalnych spadły w pierwszym półroczu o ponad połowę w porównaniu z ubiegłym rokiem. Sektor publiczny bez unijnego dopingu jest bezradny, a prywatny nie kwapi się, żeby dorzucić swoje trzy grosze. Dlaczego? Bo też chciałby płynąć w strumieniu brukselskich miliardów. Swoje zaskórniaki wydaje zaś wyjątkowo oszczędnie i to jest niedobra zmiana. Firmom znacznie mocniej niż w poprzednich latach ciąży legislacyjna niepewność, biznesowa nieprzyjazność polityków i walka, jaką nowa ekipa toczy na unijnym froncie. Politycy partii rządzącej prześcigają się w wymyślaniu nowych kar dla nieuczciwych podatników, a nikt nie mówi, jak zabezpieczyć interesy uczciwego biznesu. Konfiskata majątku, zrównanie wyłudzeń VAT ze zbrodniami czy wzmożone kontrole fiskusa, zamiast spędzać sen z powiek zawodowym przestępcom, straszą tych, którzy uczciwie oddają cesarzowi co cesarskie. Nawet jeśli finansowy kurek z miliardami euro rozkręci się na dobre, to jeszcze nie musi zmotywować prywatnego biznesu do wielkiego wydawania. Gospodarka zaś bardziej niż konsumpcyjnego wzmożenia potrzebuje inwestycyjnego kopa, który procentuje przez lata.