Analitycy DI BRE
uważają ożywienie na rynku mieszkaniowym
za sezonowe. Wieszczą
kolejne spadki.
W marcu, kwietniu i maju na rynku pierwotnym drgnęło. W stosunku do dwóch poprzednich miesięcy tego roku zauważalny był wzrost przedsprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym. Analitycy Domu Inwestycyjnego BRE Banku studzą jednak emocje. "Przyczyną jest naszym zdaniem efekt sezonowy a także obniżka cen na rynku pierwotnym, której nie towarzyszyła podobnej skali obniżki cen na rynku wtórnym" — napisano w raporcie.
Maciej Stokłosa, autor raportu, uważa, że wyniki przedsprzedaży mieszkań w całym 2009 r. będą bardzo słabe. "Do drugiej połowy 2010 roku będzie utrzymywać się nadpodaż gotowych lokali, ceny zaś od obecnych poziomów średnich cen ofertowych spadną jeszcze o 20-25 proc." — twierdzi analityk. Większy spadek cen mieszkań zauważa w segmencie o podwyższonym standardzie.
— To trzeba wyraźnie rozgraniczyć. Jeśli chodzi o segment premium i apartamenty — moim zdaniem analitycy mają rację. Natomiast jeśli chodzi o segment mieszkań popularnych — tutaj nie spodziewam się znaczących spadków. Moim zdaniem twarde dno zostało już osiągnięte — uważa Henryk Feliks, wiceprezes Ganta.
Zwraca też uwagę na to, by na rynek nie patrzeć wyłącznie z perspektywy rynku warszawskiego (na którym z resztą Gant nie działa), bo ten rządzi się nieco innymi prawami. Zgadza się co do faktu, że podstawowym kryterium wyboru mieszkania jest teraz cena.
— Deweloperzy będą zdeterminowani, by utrzymywać swoje marże. Ceny mogą spaść o 20 procent i nawet więcej, ale w przypadku mieszkań, których budowa rozpoczyna się teraz, gdy właśnie o tyle spadły koszty wykonawstwa i materiałów. Mieszkania, które były budowane po wyższych kosztach raczej nie będą już przeceniane — jeśli deweloper jest mocny, to będzie w stanie je przetrzymać, oferując klientom tańsze lokale, które będą gotowe za kilkanaście miesięcy — podkreśla Wojciech Ciurzyński, prezes Polnordu.