W trwającej ponad dekadę polskiej wojnie na górze o tzw. praworządność podmiotem numer jeden od początku jest i chyba zawsze pozostanie Trybunał Konstytucyjny (TK). Pat trwa w nim od listopada 2015 r. i będzie trwał na pewno do wyborów parlamentarnych jesienią 2027 r., a prawie na pewno dłużej. Rządzące obecnie tzw. konsorcjum 15 października najpierw wstrzymywało się z systematycznym obsadzaniem wakatów w TK, a gdy wreszcie zrobiło to hurtowo – Karol Nawrocki dokonał selekcji szóstki elektów według prywatnego widzimisię i przyjął ślubowanie bezpośrednio tylko od dwojga. Bogdan Święczkowski dba o to, by niechciana czwórka – która ślubowała wobec prezydenta zdalnie w gmachu Sejmu – nie podjęła w TK sędziowskich czynności i mogła tam co najwyżej wypić kawę.
Na niższych stopniach tego wojennego podium znajdują się Sąd Najwyższy (SN) oraz Krajowa Rada Sądownictwa (KRS). Niedawne wybranie przez Sejm nowego składu KRS dopiero otwiera nowy front, który rozgorzeje pełnoskalowo w niedługim horyzoncie czasowym. W tych dniach nastąpiło natomiast przesilenie w SN. O północy z 26 na 27 maja 2026 r. kończy się dotychczasowa i rozpoczyna nowa kadencja pierwszego prezesa SN. Po sześciu latach odchodzi Małgorzata Manowska, zaś jej gabinet przejmuje na sześć lat Zbigniew Kapiński, który dotychczas kierował Izbą Karną SN. Karol Nawrocki właśnie jego wybrał z pięciu kandydatów wyłonionych przez ogólne zgromadzenie sędziów SN. Pozostałymi byli: Paweł Czubik, Tomasz Demendencki, Aleksander Stępkowski i Mariusz Załucki. Cała piątka oczywiście znalazła się w SN w epoce rządów PiS, w związku z tym nie jest uznawana za sędziów SN przez zasiadających tam już wcześniej. Notabene owi starsi zbojkotowali zgromadzenie ogólne, konsekwentnie odmawiając współpracy z tzw. neosędziami.
Zbigniew Kapiński był ogólnym faworytem i prezydenckie wskazanie stało się niemal oczywistością. W stosunku do czterech pozostałych kandydatów miał ogromną przewagę – sędzią jest od 1991 r., zatem nie ma przeszłości w PRL, natomiast zdobył ogromne doświadczenie. Przez 35 lat przeszedł wszystkie szczeble, od sądu rejonowego do apelacyjnego, zaś do SN trafił w 2022 r. A zatem absolutnie nie można go nazywać neosędzią, chociaż oczywiście wykorzystał w epoce PiS życiową okazję i zabrał się do windy wywożącej na najwyższe sędziowskie stanowiska.
googletag.cmd.push(function() { googletag.display("div-gpt-ad-article-02"); });
Opinie stron wojny o praworządność na temat nowego pierwszego prezesa SN są przemieszane. Strona rządowa przyznaje, że wybór właśnie Zbigniewa Kapińskiego to tzw. najmniejsze zło, bo mogło być znacznie gorzej – chociaż oczywiście prezesem powinien zostać sędzia bez neopieczątki. Sam Karol Nawrocki podkreśla, że Zbigniew Kapiński twardo orzekał nielegalność usunięcia Dariusza Barskiego przez obecny rząd ze stanowiska prokuratora krajowego, czyli politycznie jest bez zarzutu. Ale właśnie w tej kwestii całkowicie odmienną opinię ma Jarosław Kaczyński. Nie może zapomnieć pierwszemu prezesowi SN, że bardzo dawno temu, jeszcze w 2000 r., uczestniczył on w składzie potwierdzającym zgodność z prawdą oświadczenia lustracyjnego Lecha Wałęsy. Zbigniew Kapiński przypomina, że według stanu wiedzy sprzed 26 lat żaden sąd nie miał podstaw do wątpliwości i do wydania innego orzeczenia. Prezesa PiS takie logiczne wyjaśnienie absolutnie nie przekonuje, dlatego otwarcie dyskwalifikuje nowego szefa SN.
W podobnym duchu na prezydencki wybór zareagował Sławomir Cenckiewicz, do niedawna szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Na swoim koncie w X wrzucił wpis: „Karolu @NawrockiKn, popełniłeś straszny błąd i nawet to, kto i w jaki sposób Cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu”. Obiektywnie trzeba przyznać, że taka publiczna forma zarzutów jednak zdumiewa. Przyzwyczajeni jesteśmy do wymian epitetów pomiędzy Karolem Nawrockim a Donaldem Tuskiem oraz wspomagającym go ostro Włodzimierzem Czarzastym. Sławomir Cenckiewicz zaskoczył jednak uderzeniem w swojego pana, który nawet po dymisji z BBN pozostawił go na stanowisku szefa jednej z pałacowych rad. Najbardziej zaskakuje ten protekcjonalny ton wpisu. Prawie 55-letni Cenckiewicz oczywiście od dawna jest po imieniu z 43-letnim Nawrockim, w czasach IPN był dla tego młodszego o dekadę kolegi wręcz guru. Ale w 2025 r. to jednak ten młodszy złożył przysięgę głowy państwa i przyznał starszemu status swojej prawej ręki. Ich bezpośrednie relacje niewiele się zmieniły, Sławomir Cenckiewicz miał wielki wpływ na decyzyjność Karola Nawrockiego, zwłaszcza w kwestiach personalnych. Mimo wszystko jego publiczne połajanki wobec karmiącej ręki to wizerunkowy szok.

