Pierwszy wyraźny spadek inflacji w tym cyklu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-05-31 12:12

Spadek inflacji z niemal 15 do 13 proc. to jedna pozytywna wiadomość. Jeszcze ważniejsza jest taka, że hamowanie cen dotyczy coraz szerszych grup produktów, nie tylko energii. Choć wciąż do normalności jest bardzo daleko, po raz pierwszy, od kiedy pojawił się problem z inflacją, ceny zaczęły hamować, czyli rosnąć wyraźnie wolniej. Wciąż rosną szybko, zarówno w porównaniu z celem banku centralnego, jak też w porównaniu z innymi krajami, ale zaczął się ruch w dobrym kierunku i projekcja NBP nabrała większych szans na realizację.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W maju inflacja cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniosła 13 proc. wobec 14,7 proc. w kwietniu. Od szczytu w lutym tego roku wskaźnik obniżył się już o 5,4 pkt proc. W ujęciu miesięcznym ceny konsumpcyjne w Polsce nie zmieniły się w maju, co oznacza, że ich dynamika była najniższa od sierpnia 2020 r., nie licząc epizodu obniżki VAT na początku 2022 r. Ale to, czego nowego dowiedzieliśmy się w maju, to fakt, że hamowanie cen zaczyna być widoczne w wielu miejscach gospodarki, a nie tylko na rynkach energii. Dezinflacja zaczęła zataczać coraz szersze kręgi.

Ceny energii dla gospodarstw domowych obniżyły się w maju o 0,5 proc. wobec kwietnia, a ceny paliw o 4,8 proc. Stopniowo coraz wolniej rosną też ceny żywności. We wszystkich przypadkach kluczową przyczyną zmian cen są wahania cen surowców na rynkach światowych.

Najistotniejsza natomiast informacja jest taka, że inflacja bazowa — nie uwzględniająca żywności i energii — obniżyła się w maju do 11,5 proc. wobec 12,2 proc. w kwietniu. To pierwszy taki spadek w tym cyklu (dokładne dane poznamy w połowie czerwca). To wszystko oznacza, że firmy powszechnie wolniej podnoszą ceny, że mniejsza presja ze strony cen surowców przekłada się w końcu na inne dziedziny.

Wniosek z tych wszystkich danych jest taki, że największą falę inflacji mamy prawdopodobnie za sobą. Rośnie więc szansa, że inflacja na koniec roku wyniesie wyraźnie mniej niż 10 proc. Projekcja Narodowego Banku Polskiego z marca zakładała, że w IV kw. inflacja w centralnym scenariuszu powinna wynieść 7,6 proc. Wydawało się, że to bardzo nisko, ale teraz na pewno jesteśmy bliżej tego scenariusza.

To wszystko nie oznacza natomiast rozwiązania problemów i dylematów inflacyjnych, z jakimi zmaga się gospodarka, bank centralny i rząd. Inflacja wciąż jest bardzo wysoka i daleka od celu inflacyjnego, a jej długie utrzymywanie się powyżej tego celu może uniemożliwić powrót do niego w najbliższych latach. Mówili o tym ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego, o czym pisałem kilka tygodni temu.

Ponadto wiele wskazuje na to, że sprowadzenie inflacji do poziomu 5-10 proc. będzie dużo łatwiejsze niż sprowadzenie jej niżej — do 2-3 proc. Ten pierwszy etap jest prostszy z dwóch powodów. Przede wszystkim spadek cen surowców na świecie pcha automatycznie inflację w dół w Polsce. Ponadto w warunkach dwucyfrowej inflacji ceny stają się generalnie bardziej elastyczne i łatwiej dostosowują się w obie strony w reakcji na niewielkie nawet wstrząsy. Gdy inflacja będzie jednocyfrowa, ceny mogą stać się bardziej sztywne, a obniżenie ich dynamiki będzie wymagało więcej wysiłku.

Obraz po majowych danych jest zatem umiarkowanie optymistyczny. Pozytywny jest fakt, że wreszcie mamy do czynienia ze spowolnieniem procesu podwyżek cen. Jest to odczuwalne dla Polaków, co widać też po wskazaniach nastrojów konsumentów. Dzięki temu wysokość realnych wynagrodzeń zaczyna stopniowo rosnąć. Jednocześnie wyzwania inflacyjne na kolejne lata nie wyglądają znacząco odmiennie od oczekiwań. Pierwszy ruch inflacji w dół odbywa się szybko, zgodnie z oczekiwaniami, ale największe wyzwania wciąż przed nami.