Piętnaście procent sprawiedliwości

Emil Górecki
opublikowano: 2007-03-13 00:00

Państwo oferuje byłym właścicielom jedynie 15-procentowe odszkodowanie za mienie utracone po 1939 r. Takie rozwiązanie nie zadowoli nikogo.

reprywatyzacja Rząd chce zakończyć problem roszczeń byłych właścicieli

Państwo oferuje byłym właścicielom jedynie 15-procentowe odszkodowanie za mienie utracone po 1939 r. Takie rozwiązanie nie zadowoli nikogo.

Sejm pracuje nad ustawą o rekompensatach za przejęte przez państwo mienie, która przewiduje zwrot jedynie 15 proc. dzisiejszej wartości nieruchomości.

— To jakby ktoś ukradł dom, a zwrócił jedynie okno. W oknie nie da się mieszkać — skomentował ten pomysł Israel Singer, prezes Światowej Organizacji ds. Odszkodowań Żydowskich (Claims Conference).

Zwrot, ale czego?

Członkowie Claims Conference, Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości (PUWN) i Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego (PTZ) domagają się jak najszybszego zwrotu nieruchomości, a w sytuacji, gdy jest to niemożliwe — stuprocentowej rekompensaty. Deklarują, że nie będą się domagać utraconych korzyści. Swoje roszczenia szacują na 65 — 70 mld zł. Dotychczas ani rząd, ani żadna z organizacji nie sporządziła dokładnego spisu nieruchomości, które mogą stać się przedmiotem roszczeń. Wszelkie dane są więc jedynie szacunkami. Na przykład PTZ chce zwrotu 2,7 mln ha ziemi, 1,8 mln ha lasów i 20 tys. dworów.

— Skąd państwo ma wziąć na to pieniądze? One są w naszych nieruchomościach, z których państwo czerpie korzyści przez ostatnie 60 lat — uważa Mirosław Szypowski, prezes PUWN.

Rząd przewiduje, że wartość roszczeń byłych właścicieli może wynieść około 60 mld zł. Projekt ustawy ogranicza więc krąg osób, które mogą się ubiegać o odszkodowanie. Nie mają one możliwości odzyskania nieruchomości. Dotychczas byli właściciele i ich spadkobiercy złożyli do administracji centralnej i samorządów ponad 55 tys. wniosków reprywatyzacyjnych na łączną kwotę ponad 36 mld zł.

Czesi mają to za sobą

Polska jest jedynym krajem dawnego bloku wschodniego, w którym problem restytucji mienia nie został dotychczas rozwiązany. Wynika to przede wszystkim z uwarunkowań historycznych. Czesi po wojnie oddawali nieruchomości ich prawowitym właścicielom w latach 1945-48 na mocy tzw. dekretów Benesza, a po upadku komunizmu, na mocy podobnej ustawy parlamentu. Własność zwrócono osobom prywatnym, kościołowi i niektórym organizacjom, jak np. związkowi sportowemu Sokol.

Proces z państwem

Dotychczas jedyną możliwością dochodzenia swoich roszczeń było postępowanie cywilne lub administracyjne. Procedura taka jest czasochłonna, ale w porównaniu z propozycją 15-procentowej rekompensaty — bardziej opłacalna. W Warszawie w taki sposób byli właściciele odzyskali ponad 1,2 tys. nieruchomości. Jak szacują urzędnicy ratusza, to jedynie kilka procent tego, co zostało przejęte przez państwo po 1945 r. Właściciele odzyskują jedynie grunty pod budynkami, bo same budynki nigdy nie zostały przez miasto przejęte. Przygotowana ustawa o rekompensatach nie obejmuje jednak gruntów warszawskich, ponieważ ich stan prawny jest regulowany przez inne przepisy. Ministerstwo skarbu przygotowuje dla miasta odpowiednią ustawę.

Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z 2001 r. stwierdził, że upływ czasu nadał nowym stosunkom własnościowym trwałość, ponieważ są one podstawą ekonomicznej egzystencji dzisiejszego społeczeństwa. Nawet 15-procentowe rekompensaty będą dla budżetu państwa wielkim wysiłkiem. Z ustawy o rekompensatach pewnie żadna ze stron nie będzie zadowolona, ale może zakończy ona kłopoty związane ze znacjonalizowanym po wojnie mieniem.