Piłkarski Joker

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2006-01-27 00:00

Jacek Rutkowski, milcząc w mediach, konsekwentnie buduje swoje imperium. W fabryce i na boisku.

Na pozór nieprzystępny. Niby nie miał ciekawej historii do opowiedzenia, bo za młodu nie przebił palca na maszynie do szycia — jak prezes Groclinu Zbigniew Drzymała, nie szarpał się też z komuną — jak Janusz Palikot. Chciał zakończyć rozmowę zwykłym „nie lubię się promować”. Malkontent. Uważał się za zbyt kiepskiego pedagoga, by dzielić się doświadczeniem z innymi.

A to przecież typowy pistolet: błyskawicznie reagował, zwięźle i precyzyjnie odpowiadał na pytania. Jacek Rutkowski, demiurg Amiki Wronki — i giełdowej, i piłkarskiej. Sardoniczny uśmiech na dzień dobry…

Epilog ;-)

Temat: mistrzostwa świata w Niemczech — woda na młyn prezesa Rutkowskiego. Po prawie godzinie rzeczowej rozmowy — wyraźnie rozluźniony. Coś w nim pękło:

— Najbardziej się boję meczu z Ekwadorem, by w tych głowach nie zostało, że jednak wygraliśmy 3:0 i przejedziemy się…

Jak wielkopolski biznesmen obstawia grupowe spotkania reprezentacji Polski w systemie: wygrana, przegrana, remis?

— Dwie wygrane i… Bardzo ciężki mecz z Niemcami. Znam stadion w Dortmundzie bardzo dobrze. Tam będzie z 80 tys. kibiców! — Jacek Rutkowski raczej nie ma złudzeń.

I dalej w tej euforii rozprawia, jak to dobrze, że Polska jest w grupie z Niemcami, bo to niezwykła szansa biznesowa dla Amiki. Na pewno będą wspólne eventy z Media Marktem przed meczem, w trakcie i po meczu…

Z partyzanta:

— Kto panu kazał wystąpić w naszej gazecie, skoro sam pan nie chciał?

— Nikt! Mamy w tym roku dwa duże wydarzenia: Lecha i fabrykę kuchni w Rosji. Jesteśmy spółką giełdową, muszę ludziom wytłumaczyć, że nie zamykamy zakładu we Wronkach i że żadnej fuzji z poznańskim klubem nie ma!

O tym się nie mówi

Mniej więcej od połowy zeszłego roku wielkopolskim wiewiórkom gęby się nie zamykały — nic, tylko paplały o piłkarskich zakusach Jacka Rutkowskiego. Najpierw, że łączy Amikę z łódzkim Widzewem. Potem, że nie wyszło... Wreszcie w grudniu hyr poszedł konkretny: będzie fuzja wronieckiego klubu z poznańskim Lechem. Regionalne media wrzały od plotek, zarząd z Wronek dementował… Było oświadczenie zarządu, potem konferencja prasowa. Wszystko w duchu: nie ma żadnej fuzji z Lechem. Na próżno!

— Ile razy można tłumaczyć?! Po pierwsze: wszystko jest jeszcze w fazie planów. Po drugie: nie będzie żadnej fuzji. Łopatologicznie można by to przedstawić tak: w sensie prawnym to będzie Amica, medialnie — Lech! — wychodzi z siebie Eugeniusz Kolator, wiceprezes PZPN.

Jak ten ruch wpłynie na polską ekstraklasę? To — według Kolatora — akurat najtrudniej przewidzieć:

— Wszystko zależy od poziomu gry zespołu. To sport — niczego nie da się zadekretować: czy można ustawić maszyny i wyprodukować wszystko jak spod jednej sztancy?

Jacek Rutkowski akcentuje:

— Mamy ambicje stworzyć bardzo skuteczną, czystą i zdrową spółkę sportową! Za pomocą tych samych narzędzi co w spółce giełdowej. Normalny biznes.

I uściśla:

— Tworzymy w Poznaniu nową firmę, która będzie się nazywała KKS Lech Poznań. Od Wielkopolskiego Klubu Piłkarskiego (WKP) Lech kupujemy prawa niematerialne, czyli markę, barwy biało-niebieskie i godło. Płacimy określone pieniądze i występujemy o licencję do PZPN-u. Wyrażam się precyzyjnie? — to ostatnio jego dyżurne pytanie.

Prezes Amiki zaznacza, że była to wspólna decyzja całego zarządu spółki. Prezesi byli zgodni, że nie można już dłużej ładować w klub kilkunastu milionów rocznie. Z drugiej strony nie chcieli, by na ich oczach umierała drużyna.

— Niech nam w pamięci zostaną te piękne świetne mecze z Broendby czy Malagą — jeśli ktoś myśli, że prezesowi Rutkowskiemu łamał się przy tym zdaniu głos, grubo się myli.

Zarządzający wronieckim holdingiem jest fanem futbolu, ale emocje nie przesłaniają mu biznesu.

W końcu powierzono mu pieniądze inwestorów. Nie może ich traktować jak własnych…

Ile kosztowały Amikę te niematerialne prawa?

— Po pierwsze: to dopiero umowa przedwstępna, która ma jakieś warunki zawieszające. Jednym z podstawowych jest licencja. Po drugie: klauzula poufności. O tym się nie mówi... — ucina Rutkowski.

Skład zarządu spółki KKS Lech?

— Dwie decyzje podjęte: prezesem będzie Andrzej Kadziński, mój najbliższy współpracownik w holdingu, a ja — przynajmniej w pierwszym okresie — będę przewodniczył Radzie Nadzorczej — częściowo odkrywa karty szef Amiki z Wronek.

KKS Lech Poznań na giełdzie? Dla Jacka Rutkowskiego to nierealne. Bardziej już sobie wyobraża — to jednak luźna myśl! — jakieś private equity placement. W jego opinii giełda poniekąd sprawdziła się tylko w Anglii — vide: Manchester United. Do totalnej kompromitacji doszło natomiast w Niemczech, gdzie Borussia Dortmund pięknie debiutowała (akcje po 12 euro), ale fatalnie kończy (w tym roku jej walory są warte 2 euro) — po inwestycjach w zawodników rzędu 200 mln euro.

— Transfery jak Amoroso za 50 mln euro — niesłychane rzeczy... Dużo pieniędzy po prostu spalono. Szkoda! — komentuje Rutkowski.

Geist w Rosji

Eksport holdingu z Wronek przekracza 56 proc. produkcji. W roku 2006 Amica planuje przerzucić na obce rynki sprzęt wartości 170 mln euro. Główny kierunek: Rosja (produkty marki Hansa za ponad 70 mln euro). W drugiej kolejności Niemcy — tam wielkopolski producent AGD chce sprzedać towar za blisko 50 mln euro (marka Premiere plus Amica). Trzeci cel Amiki: Skandynawia — w tym roku szacowana przez handlowców z Wronek na ponad 35 mln euro (wyroby marki Gram). Najważniejszym rynkiem — pod względem inwestycyjnym — dla zarządu wronieckiej spółki będzie w tym roku Rosja. Pod Petersburgiem planowana jest budowa fabryki kuchenek. Wartość inwestycji to około 30 mln USD. Właśnie decydują się jej losy…

— Musimy tam wybudować fabrykę kuchni, bo moce produkcyjnie zakładu we Wronkach już nie wystarczają. Mamy niedobór towaru. Nie sprzedaliśmy kilkudziesięciu tysięcy kuchni w czwartym kwartale 2005, bo nie mogliśmy ich wyprodukować — mimo że ludzie pracują tam 24 godziny non stop — prawie że z niedzielami — opowiada z przejęciem prezes Rutkowski.

Ale jego słowa trafiają do człowieka dopiero po odwiedzinach w tej fabryce. Atmosfera w zakładzie może się kojarzyć z klimatem pracowni Geista z „Lalki” Bolesława Prusa. Tyle że uczony szaleniec z tej powieści pracował nad wynalezieniem metalu lżejszego od powietrza. „Szaleniec” od Rutkowskiego pracował zaś nad zwiększeniem o ponad 50 proc. produktywność załogi. Udało się! Ten organizacyjny „wynalazca” nazywa się Tomasz Ogórkiewicz — i jest dyrektorem fabryki kuchni. Nad ulepszaniem systemu produkcji pracuje od 2001 roku. W praktyce stosuje klasyczne podejście Lean Manufacturing z elementami Toyota Management System, metody 5S, Kanban; zorganizował kilka akcji Kaizen. Dla wielu menedżerów brzmi to jak magiczne zaklęcia, więc może lepiej o efektach ich praktykowania…

Najbardziej widoczny? Podniesienie produktywności.

— Na początku zdemontowaliśmy jedną z czterech linii produkcyjnych. Mało ryzykowałem — mieliśmy w odwodzie trzecią zmianę… Celem było utrzymanie 2000 kuchenek dziennie. Ludzie pukali się w czoła... Zmniejszyłem zatrudnienie — z 1050 na 780. Po czym zwiększałem produkcję i nieliniowo podkręcałem zatrudnienie. W ciągu 5 lat produkcja wzrosła z 950 do 2800 sztuk na dzień, zatrudnienie spadło zaś o 60 osób! Przy czym — co bardzo ważne — awaryjność naszego sprzętu zredukowaliśmy o 30 proc. Wszystko bez udziału inwestycji — tak w gigantycznym uproszczeniu przedstawia swe dokonania skromny dyrektor Ogórkiewicz. I szybko dodaje, że w pozostałych zakładach produkcyjnych Amiki też już się fajnie dzieje:

— Na pralkach w ciągu 2 lat weszli praktycznie na 96 proc. maksymalnej wydajności maszyn! Duże postępy robi fabryka lodówek. Współpracujemy ze sobą.

Wesele i pogrzeb

Zarządzający Amiką wręcz rozpływa się nad postawą władz miasta Poznania przy zawiązaniu spółki KKS Lech Poznań… Kto się do kogo zwrócił?

— Lech rozmawiał z pewnym inwestorem, nie dogadali się. Potem pojawiła się propozycja dla miasta… Kto za tym stał? Nie powiem. Wchodzimy ze stadionem — taki nasz udział w tym przedsięwzięciu — i tyle — rzecze wesoło Ryszard Grobelny, prezydent Poznania.

Mówi, że nawet długo się nie zastanawiał nad podjęciem decyzji, bo rozwój sportu ma wpisany w poznańską strategię rozwoju. I nie kierował się jedynie względami prospołecznymi, najpierw wszystko skrupulatnie policzył.

— Przecież nie buduje się stadionu po to, by nie było na nim kibiców. W tej chwili to wszystko będzie nas kosztowało 40 mln zł, ale pełny projekt opiewa na kwotę 140 mln zł. Jesteśmy przygotowani na ewentualne mistrzostwa Europy w Poznaniu — nie kryje satysfakcji poznański prezydent.

Nadmienia, że właśnie się kończy budowa drugiej trybuny i zadaszenie pierwszej. Drugiego takiego stadionu w Polsce nie uświadczysz. Na rundę jesienną (wtedy w tabeli ekstraklasy pojawi się KKS Lech Poznań) wszystko będzie gotowe. Ryszard Grobelny zapewnia, że poznaniacy na wieść o Amice w Lechu zareagowali dobrze. To dość łatwe do wytłumaczenia:

— Tu wszyscy czekają, aż klub będzie miał wreszcie poważne szanse i solidny byt.

Minorowe nastroje panują za to we Wronkach. Burmistrzowi Kazimierzowi Michalakowi daleko do entuzjazmu prezydenta Grobelnego. Z ciężkim sercem mówi:

— Jako miasto na pewno na tym stracimy, bo drużyna wspaniale nas promowała. Wprawdzie do końca jeszcze kropki nad i nikt nie postawił, ale powołanie nowej spółki jest wielce prawdopodobne. W społeczeństwie na pewno słychać negatywne głosy… Osobiście ubolewam, zawsze byłem wiernym kibicem Amiki: od klasy A do pierwszej ligi.

„Pogrzebowych” formalności dopełnia Stanisław Żołądkowski, zastępca burmistrza Wronek:

— No, żal… Była okazja obejrzeć tą całą naszą piłkarską czołówkę… Mecze pucharowe — trafiały się drużyny zagraniczne… Jak się pożegnamy? Na pewno nie powiemy chłopakom: do widzenia — i koniec.

Dziki i zające

Na pomysł utworzenia klubu piłkarskiego we Wronkach Rutkowski wpadł wspólnie z Wojciechem Kaszyńskim, ówczesnym prezesem Amiki. Przypadkowo, pod koniec 1992 roku — w czasie rozmów negocjacyjnych w niemieckim Bayer Leverkusen, który był wtedy dużym dostawcą chemikaliów dla Amiki.

— Wieczorem w restauracji przy winku rozmawiało się o różnych rzeczach, a ponieważ Bayer ma znaną drużynę futbolową, zeszło na tematy piłkarskie. Któryś z Niemców podsunął nam myśl, żeby — jeżeli tylko prawo polskie zezwala — nadać klubowi piłkarskiemu nazwę firmy. Bo to najlepszy i najszybszy sposób na wzmocnienie rozpoznawalności marki. Amica miała wtedy dopiero kilka miesięcy — i mieliśmy z tym wielki problem — wspomina Jacek Rutkowski.

Szefowie z Wronek poszli za radą Niemców. Początkowo dręczył ich jednak problem: piłkarze z Wronek grali w klasie A. Ale pieniądze robiły swoje i klub sportowy Amica Wonki z roku na rok konsekwentnie awansował. Aż w roku 1996 wylądował w I lidze.

— To była dla nas najlepsza reklama, bo przez event… Gra na emocjach to najskuteczniejsze narzędzie marketingowe! Jeżeli drużyna gra w pucharach — obojętne czy Wisła, Groclin, czy Amica — cała Polska się identyfikuje z nazwą klubu! — odkrywa tajemnicę sukcesu swej firmy prezes Rutkowski.

Dzisiaj rozpoznawalność marki Amica przekracza 90 proc. i — zdaniem Rutkowskiego — marketingowa formuła się wyczerpała. Jak się rzekło: nie ma sensu łożyć kilkunastu milionów na klub we Wronkach, skoro można je z większym pożytkiem wydać w Poznaniu. Dlaczego?

— W ośrodku, gdzie jest 2 tys. kibiców? Wokół same lasy? Fakt, można by jeszcze dziki i zające zaprosić na oglądanie. Tu się nie da ściągnąć sponsorów… — przekonuje prezes.

Rzuca liczby: mecz Lecha z Legią oglądało 28 tys. ludzi. Dlatego nie 40 tys., bo już miejsca na stadionie nie było… To zupełnie inny wymiar! I inne zainteresowanie sponsorów takim przedsięwzięciem.

— I we Wronkach już jest kilku reklamodawców, którzy z nami robią biznes, więc pewnie i tam też jakieś bandy z reklamami, coś jeszcze… Może kolejny przykład: ze wszystkich band we Wronkach możemy mieć rocznie 700-800 tys. zł rocznie, w Poznaniu — kilka milionów… Z biletów mamy we Wronkach z całego roku 400 tys. zł. Tam z jednego meczu może być tyle… To skala działania! Tam rzeczywiście będzie można zrobić drużynę, która może powalczyć na forum międzynarodowym i — być może — wtedy uda nam się zrobić to, na czym nam szczególnie zależy: Amica jako marka będzie się kojarzyła z czymś, o czym się od razu dobrze myśli…

Amper i kaloria

Pod koniec roku 1986 Jacek Rutkowski objął stanowisko wicedyrektora polsko-niemieckiej firmy Dalco z Frankfurtu. Firma współpracowała z kilkoma centralami handlu zagranicznego — m.in. z Universalem, przez który szedł eksport sprzętu AGD z Polaru, Wrozametu, Zelmera i Wrometu. Wroniecki producent koncentrował się na eksporcie do Związku Radzieckiego (do 200 tys. kuchenek rocznie). Kierownictwo Wrometu miało ambicję wyjść na rynki zachodnie; eksport do RFN-u zaczął się w 1987 roku.

— Wtedy zacząłem importować jako Dalco. Pierwsza partia? Kilkaset sztuk kuchni Wrometu — relacjonuje Jacek Rutkowski.

Występował w roli kupca. Nadzwyczaj skutecznie. W ciągu dwóch lat tak rozkręcił interes, że na początku roku 1990 sprzedawał do Niemiec już ponad 100 tysięcy kuchenek rocznie. Potem połączenie Niemiec — i nowe możliwości. Firma Dalco weszła w rządowy program wymiany kuchni gazowych w dawnym NRD. Świetny interes. Rutkowski wykorzystał okazję, założył swój biznes. Z niemieckim wspólnikiem powołał do życia spółkę Magotra. I skoncentrował się na Wronkach — czekał na prywatyzację. Poszło gładko... W roku 1994 oferty złożyły renomowane koncerny zachodnie — m.in. Merloni i General Electric — oraz Jacek Rutkowski z Bankiem Handlowym. Konsorcjum wygrało, proponując inwestycje rzędu 100 mln zł.

— Z perspektywy czasu można powiedzieć, że z nawiązką to spełniliśmy, bo do 2002 r. wydaliśmy we Wronkach ponad 700 mln zł! — podkreśla dobitnie Rutkowski.

Na marginesie wtrąca — sam z siebie — dykteryjkę o nazwie Amica. Nikt by nie zgadł, skąd się wzięła... Wcale nie z włoskiego „przyjaciółka”…

— Markę wymyślił były wiceprezes Marek Janikowski. Jak to u inżynierów bywa, stworzył zbitkę skrótów dwóch jednostek miar: ampera i kalorii — wyjawia „sekret” prezes Amiki.

Właściciele Amiki Wronki w 1994 r.: 40 proc. Bank Handlowy, 40 proc. holding Magotra, 20 proc. akcje pracownicze. Dwa lata później wejście na giełdę i struktura akcjonariatu ukształtowała się tak: 33 proc. BH, 33 proc. giełda, 33 proc. spółki związane z Jackiem Rutkowskim. Po wykupieniu pakietu bankowego i drobnych zmianach Jacek Rutkowski ma dzisiaj większość głosów na WZA.

— Łącznie posiadam czterdzieści parę procent, drugie tyle jest na giełdzie. Reszta — jakieś siedem procent — to własność Amiki (pozostałość po akcjach pracowniczych) — klaruje właściciel spółki.

Na przełomie lat 2002/2003 firma przeżyła kryzys. Wówczas — pod naciskiem akcjonariuszy giełdowych (głównie funduszy) — zdecydował się na prezesurę. Z wielkimi oporami. Prywatnie to bardzo niewygodny krok, bo mieszka we Frankfurcie. Dojeżdża. Zależnie od potrzeb, jest w firmie od poniedziałku albo wtorku do czwartku lub piątku. W ciągu roku stworzył we Wronkach trzy nowe działy: controlling, marketing strategiczny i product management. Wystarczyło. Podkręcił zysk ponad 10-krotnie!

Wiele serc — jedno bicie!

Na: „Lech zdechł!” riposta: „Już nawet biedronki pie... lą Amikę Wronki”. Antagonizmy między fanami Amiki i Lecha są coraz agresywniejsze — po ogłoszeniu przez zarząd spółki z Wronek inwestycyjnych zamiarów względem poznańskiego klubu. Wystarczy pochodzić po klubowych forach dyskusyjnych, by dojść do wniosku, że biznesowe ruchy Jacka Rutkowskiego mogą być „brzemienne w skutki społeczne”. Szczególnie gorąco na forum dyskusyjnym Amiki Wronki (www.amicafan.pl, w cudzysłowach ksywy użytkowników):

„mmmm”: „Wreszcie bogaty sponsor znalazł się w klubie z bogatą tradycją. Jest jak powinno być! W górę serca!”.

„k.”: „Wstyd. „Chyba czas przeprowadzić męską rozmowę z prezesem”.

„PlutoChory”: „Spalmy Rutkowskiemu chociaż samochód!”

„Gość”: „Jako kibic Lecha dziękuję perspektywicznie patrzącym na naszą piłkę nożną ludziom, takim jak p. Rutkowski. Kiedyś zbudował dobrą drużynę we Wronkach, dziś podejmuje się zbudowania jeszcze lepszej drużyny w Poznaniu, mieście, które jak żadne inne zasługuje na wielki klub. Kibicom Amiki chcę przypomnieć, komu kibicowaliście, jak nie było Waszego klubu, przecież wszyscy jesteśmy Wielkopolanami i powinniśmy trzymać się razem... Zapraszamy na nasz stadion, by pomóc naszemu Lechowi, by był najlepszy w kraju i sławił Wielkopolskę. Wronki dzięki za wszystko! Do zobaczenia na Bułgarskiej!”

„Zioło”: „(...) sprzedawczyki. Tyle lat z Amiką na dobre i na złe… W Poznaniu na meczu nigdy jeszcze nie byłem i nie zamierzam kibicować Lechowi. Amica na zawsze w moim sercu! (...) Zobaczycie, jeszcze będziecie żałować…”

„przemo77”: „Lech będzie także waszym klubem, wszyscy jesteśmy pyrami i trzymajmy się razem. Serdecznie zapraszam na mecze Lecha w nowym sezonie”.

„AmicaFan”: „Jesteśmy kibicami Amiki, a wy Lecha (…) Zabraliście wszystko, co kochaliśmy! Czy ty wiesz, co ja przeżywam? Jeździłem na wyjazdy w Polsce i na UEFA. Byłem dumny z Amiki, a teraz mi wbijają nóż w serce, zabierając wszystko! Mam się cieszyć? We mnie coś umrze, coś wraz z odejściem Amiki do Poznania! Jedziemy do Poznania na wiosnę, o ile nas wpuszczą i będziemy śpiewać: oddaj nam klub ty złodzieju! Czuję, że będzie wesoło!”.

W tym miejscu, jak na zawołanie pojawił się „SKUTER_LEGIA” i wypalił:

„Chłopaki 3majcie się i nie dajcie się tym z kolejorza... Patałachy upadają, się chcą ratować! Wiele serc — jedno bicie! Legia Warszawa na całe życie!”.

Ale puenta!

Epilog :-)

— Na jakich piłkarzy reprezentacyjnych najbardziej liczy Jacek Rutkowski w Niemczech?

— Nie ma wielkich gwiazd. Najważniejsze, by Pawłowi udało się im wpoić ducha teamu — jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Problemem może być zbyt wąska kadra, coś się komuś stanie i klapa…

— Wzmocnienia w Lechu?

— Nie wiem... Tym niech się zajmie trener. Nigdy nie ingerowałem w jego pracę. Nie pamiętam, kiedy byłem w szatni u zawodników…

— Będzie pan wydawał tyle samo na Lecha co na Amikę?

— Można sobie wyobrazić takie kwoty... Tak, oczywiście.

— I na koniec — biznesowo: długo zamierza pan być prezesem we Wronkach?

— Kadencja kończy się w maju tego roku. Na pewno będę w następnej… Czy do końca — trzy lata? Nie wiem… Zobaczymy.