Krajobraz lat 70. — w farmacji królują tabletki z krzyżykiem, w „Trybunie Ludu” Polska jest okazem zdrowej gospodarki. A w Ostrowcu Świętokrzyskim pospolitość skrzeczy. W środku letniego dnia miasto się wyludnia — wiadomo: kto musi, pracuje w hucie, kto ma wolne, odstawia bumelkę nad rzeką Kamienną.
![Maciej Wieczorek [FOT. WM] Maciej Wieczorek [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/c4dc28f7-6cd2-4ae2-9054-6bd96af5ce9d/ff1f871e-4cac-50e9-aa91-d636317a1c4f_w_830.jpg)
W Denkowie, miasteczku wcielonym do Ostrowca, priorytety są nieco inne. Tam przez wieki ludzie parali się garncarstwem i tkactwem, więc gdy pogoda ładna, robota wre. I jawi się scenka jak z propagandowej czytanki: pracy garncarzy z ciekawością przygląda się mały Maciek. Jasne, imponuje mu sprawność rzemieślniczych rąk, jednak bardziej wciąga go proces powstawania misternych naczyń, nurtuje przyczyna stukotu garncarskiego koła. Jaki techniczny wytrych, mechaniczny fenomen stoi za urządzeniem napędzanym siłą ludzkich mięśni? Gdy garncarze mają fajrant, Maciek nie idzie nad rzekę. Woli przesiadywać na dusznym strychu, pośród książek i czasopism naukowych gromadzonych przez jego ojca wynalazcę.
I wreszcie scena z wczoraj, z czasów reklam środka na ból głowy kręconych w futurystycznej scenerii oraz zakazanych tabletek z krzyżykiem. Maciej Wieczorek siedzi w klimatyzowanym gabinecie i myślami wraca na strych. Tak jak kiedyś wertuje książki, periodyki, prace naukowe. Jako właściciel Mabionu i Celon Pharmy, produkujących nowoczesne leki, szuka kolejnych wytrychów, epokowych pomysłów potrzebnych, by firmowe garnce napełnić milionami zysków. Prace nad dwoma lekami biopodobnymi są na ukończeniu.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wkrótce Wieczorek będzie nie tylko najgorętszym, ale też najbardziej rentownym nazwiskiem. Celon już zarabia dziesiątki milionów złotych rocznie, Mabion zaś robi zamach na segment leków wart 20 miliardów USD rocznie. Śmiałymi koncepcjami wcielanymi w życie Wieczorek odsuwa w cień cały branżowy peleton. Ten, który przez lata rozprowadzał m.in. potężny Jerzy Starak, właściciel Polpharmy.
Scyzork z pater noster
Pater noster — tego zwrotu Maciej Wieczorek używa z lubością. Pater noster miał w biznesach, gdy w początkach 2004 r., był goły niemal jak święty turecki. Dawniej pater noster dostawał od swej żony ojciec przedsiębiorcy, gdy do domu wracał z książkami naukowymi zamiast obiecanej wątróbki. A ostatnio pojawiło się największe pater noster, tuż nad głową Macieja Wieczorka. Oto gigant GlaxoSmithKline (GSK) pozwał Celon Pharma, chcąc zablokować sprzedaż preparatu Salmex dla chorych na astmę. Spór toczy się o udziały w rynku wartym tylko w Polsce 300 mln zł. To rozgrzało media do czerwoności i rzuciło nieco więcej światła na Macieja Wieczorka. Ale ci, którzy dobrze znają plany ambitnego „świętokrzyskiego scyzoryka” (jak sam siebie określa), mówią, że pal licho ten cały pater noster z GSK. W biznesach prezesa Celonu i Mabionu dzieje się.
— Krok po kroku realizuję plan, który zakłada aktywną rolę moich przedsięwzięć w Europie. Stawiamy na leki innowacyjne, których opracowanie trwa długo, ale o wiele dłużej można na nich zarabiać poważne kwoty — tłumaczy Maciej Wieczorek.
Sprawa z GSK jak w próbówce pokazuje styl i strategię działania Wieczorka: klify patentowe, czyli kończące się patenty na specyfiki z różnych segmentów rynku, to jego specjalność. Kilka lat naprzód obmyśla ruch, który segment rynku zaatakować, z którym koncernem zadrzeć. I przekonuje, że robi to nie tylko we własnym interesie.
— Dla pacjenta nie ma nic gorszego niż monopol — zaznacza i wskazuje, że Salmex jest o 20-30 proc. tańszy niż specyfik GSK.
Ustrojstwo z komórek
Ta zadziorność podoba się na rynku. Rzutki 43-latek od kilku miesięcy jest ulubieńcem inwestorów z GPW. Jeśli spojrzeć od technicznej strony na Mabion, który na duży parkiet przyszedł z New Connect, to firma nie powala na kolana. Co ma oprócz planów, patentów i finansowania? Straty, przychody liczone ledwie w setkach tysięcy złotych, dziurę w łódzkiej ziemi, w której powstaje nowoczesna fabryka. Na osłodę dorzuca całkiem sexy nazwę, pochodzącą od zbitki trudnych angielskich słów: leków biotechnologicznych najnowszej generacji opartych na humanizowanych przeciwciałach monoklonalnych.
To ustrojstwo, skomplikowane białka hodowane w komórkach jajnika chomika chińskiego, jest przyszłością medycyny. Leki biopodobne to najcenniejsze aktywo Mabionu, ukryte w głowach pracowników i dokumentacji spółki. MabionCD20, lek na nowotwory krwi i reumatoidalne zapalenie stawów, będzie miał jednego konkurenta o przychodach ze sprzedaży na poziomie 7 mld USD. Lek MabionHER2 na raka piersi będzie miał rywala w segmencie wartym rocznie 6 mld USD. Oba specyfiki pojawią się w aptekach za 2-3 lata.
— To, co wykluwa się w głowach i co trzymamy w pipetach, jest naszą przyszłością na najbliższe 8-10 lat. Budowana fabryka to jedynie końcowe stadium projektu. Sukces pierwszego leku spowoduje, że już po kilku miesiącach inwestycje w Mabion się zwrócą — twierdzi prezes spółki.
Mabion zdobył już ponad 130 mln zł na skok w medyczny hi-tech. Inwestorzy i urzędnicy przyznający unijne dotacje uwierzyli w zapewnienia Wieczorka, że farmacja nad Wisłą nie tylko tabletkami od Goździkowej i maścią borowinową stoi.
— Maciek to jeden z nielicznych ludzi w Polsce, którzy nie tylko dostrzegają, ale też potrafią wykorzystać to, że dobry biznes robi się na dobrej nauce. Buduje kapitał na wiedzy, nie boi się zatrudniać ludzi mądrzejszych od siebie. Z całego sektora to Maciek jest najbliżej spektakularnego sukcesu. Duże firmy już mogą być zaskoczone tym, co dzieje się w Mabionie czy Celonie. Jeśli Mabion zarejestruje leki biopodobne, będzie to wyczyn na skalę europejską — uważa prof. Tadeusz Pietrucha, właściciel Bio-Tech Consulting, zaangażowany kapitałowo m.in. właśnie w Mabion.
Wyścig w chaszczach
Celon Pharma, którego elegancka fabryka stoi nieopodal Nowego Dworu Mazowieckiego, to jeden z dowodów na to, że Maciej Wieczorek nie jest fantastą z Marsa, lecz człowiekiem, który potrafi zrobić coś z niczego. No, niemal z niczego, bo na start wyłożył 2 mln USD. Po cichu rozkręca też dwa farmaceutyczne startupy. Jeden z nich to spółka Action for Development of Research (ADR) pracująca nad nowym lekiem w terapii bólu. Ma on działać jak morfina, ale nie uzależniać.
— Takich biotechnologicznych startupów powinno być tysiące. Jeśli chcemy nadrobić gospodarcze zaległości wobec Zachodu, na to powinny iść publiczno-prywatne pieniądze — argumentuje biznesmen. Nie jest cudotwórcą, ADR może pobłądzić na manowcach nauki. Inwestor ma jednak świadomość, że być może wciąż nie jest liderem farmaceutycznego wyścigu, ale za to ma najwięcej energii. Większość lokalnych potentatów farmaceutycznych to ludzie dobrze po pięćdziesiątce, wraz z wiekiem zwalniający tempo, wybierający utarte ścieżki zamiast kryjących niespodzianki chaszczy. Maciej Wieczorek lubi wysokie obroty, a i silnik ma dobrze dotarty. W końcu karierę w branży zaczął niemal 20 lat temu, w wieku 25 lat został kimś w rodzaju dyrektora zarządzającego w Adamedzie, przyszłym potentacie na krajowym rynku. Tam zebrał doświadczenie plasujące go na równi z siwowłosymi weteranami w białych kitlach.
— Wtedy Adamed jeszcze raczkował. Trafiłem tam, bo szukałem wyzwań, praca w banku mnie nudziła. Jeden z moich klientów zajmował się substancjami farmaceutycznymi i miał kontakt między innymi z raczkującym Adamedem. Spotkałem się z jego twórcą dr. Adamkiewiczem i zaiskrzyło. On miał wizję, ja energię, by do tej wizji dołożyć co nieco od siebie — wspomina absolwent Politechniki Warszawskiej, kierunek zarządzanie produkcją.
Błysk w Indiach
W początkach III RP Maciej Wieczorek o pracy w wyuczonym zawodzie mógł tylko pomarzyć — wówczas nikt nie potrzebował inżynierów tej specjalności. To jednak pchnęło go w objęcia biznesu — zaciągnął się do BRE Banku, oceniał projekty inwestycyjne, szacował ryzyko, zdobywał pierwsze szlify na polu wiedzy biznesowej. Zaczęło się od umiejętności raportowania, kontroli procesów decyzyjnych, tajników finansów. Późniejsze 8 lat w Adamedzie to już szybkie dojrzewanie w czasach biznesowej wolności, ale też (po śmierci założyciela firmy) nauka twardych realiów świata kapitału.
— Adamed nie wymyślił genialnych leków, nie opracował patentów, przed którymi klękał cały glob. Jako pierwszy w branży zrozumiałem, że jeśli chce się zabłysnąć, trzeba patrzeć dalej niż na państwowe Polfy, ówczesnych monopolistów. Zacząłem mozolnie wyrabiać sobie kontakty w Indiach i Chinach, gdzie można było szybko i tanio kupić nowoczesne substancje do produkcji leków — mówi przedsiębiorca.
Utonął w statystykach, raportach i analizach, szukając nowoczesnych, popularnych na świecie leków, którym wygasają patenty. Uplasował Adamed w lukratywnej wówczas niszy tańszych leków zamiennych, czyli generyków na bazie substancji, o jakich w Polfach nie słyszano.
Bzdura po stokroć
Negacja zastanych schematów, łatwych rozwiązań, rytmu zgranych płyt została mu do dziś. Jego znajomi mówią, że właśnie dlatego odszedł z Adamedu — na osłodę zostało mu 2 mln USD ze sprzedaży pakietu akcji firmy. Nie mógł się pogodzić z myślą, że nie jest już kapitanem zwrotnego szkunera na szerokich wodach, a jedynie wynajętym szefem na stabilnym tankowcu. Chciał burzyć, by budować, a nie wystukiwać monotonny rytm. Miał jednak świadomość, że temperament, trochę kapitału i iskra boża nie wystarczą. Za 2 mln USD zaczął realizować swój plan. Na przekór wszystkim.
— To bzdura — tak Maciej Wieczorek reaguje na stwierdzenie, że przecież gdzie jak gdzie, ale w Polsce się nie da. Że nie da się robić nowoczesnej farmacji, konkurować z gigantami przekonującymi, że nowoczesne leki to zabawki dla koncernów obracających miliardami. Maciej Wieczorek powtarza: Bzdura po stokroć. Da się. Kronikarze przypominają, że jeden gość z Ostrowca Świętokrzyskiego już niegdyś udowodnił światu, że się da. To niejaki Antoni Sadowski, gwiazda na panteonie XVII-wiecznych pionierów Ameryki Północnej — założyciel kilku prężnych miast w Ohio.
Mieczysław Wośko, prezes i twórca Polfarmeksu, współpracującego z Celon Pharma:
— To właśnie tacy półszaleńcy jak Maciej potrafią dostrzec więcej, robią coś, co innym nie mieści się w głowach. Maciejowi Wieczorkowi biotechnologia też nie od razu zmieściła się w głowie. Pochłaniał tony informacji z tej dziedziny. Inżynier z bankową przeszłością zaczął robić doktorat z biologii molekularnej. Przez rok każdy weekend zaczynał się czasem dla żony i dzieci, a kończył samotnością nad laptopem i książkami. Monotonię przerywał wypadami do ukochanej Toskanii.
— Nowoczesna farmacja to wejście w geny, komórki, ciągły postęp. Wykonałem kolosalną pracę, by to wszystko zrozumieć i wykorzystywać tę wiedzę do inspirowania także mądrzejszych ode mnie — przyznaje dr Wieczorek i śmieje się, że od czasu naukowego awansu, część klinicystów woli rozmawiać z nim o pogodzie.
Trampolina na klifie
Zanim narodził się Doktor Inspirator, Maciej Wieczorek przeszedł próbę ognia we własnym biznesie. W dwa lata zbudował zręby Celonu — wynajął niewielką halę pod Warszawą, wyposażył ją w sprzęt i znów zaczął stąpać po tym, w czym był mistrzem Polski — klifach patentowych i lekach generycznych. O mały włos ten spacer po krawędzi skończyłby się efektowną biznesową katastrofą.
— Była wiosna 2004 r., mieliśmy kilka generyków czekających na rejestrację i wciągnięcie na listy refundacyjne. Tymczasem proces przedłużał się w związku z zawirowaniami przy wchodzeniu Polski do UE. W kasie pustki, było cienko — wspomina Maciej Wieczorek.
Dziś Celon to żywiciel i trampolina dla Mabionu. W tym roku Celon Pharma celuje w około 80 mln zł przychodu wobec niecałych 40 mln zł w 2012 r. Zysk? Marże na poziomie 20-30 procent to dla Celonu granica przyzwoitości, więc 20 mln zł na plusie nie będzie niespodzianką.
— Załapałem się na ostatni okres, kiedy można było wysoko uplasować leki generyczne. Teraz konkurencja cenowa jest zabójcza, dlatego oceniam, że do 2020 r. ten rynek będzie skończony dla ambitnych firm. Stąd ucieczka do przodu, w biotechnologię — tłumaczy Maciej Wieczorek.
Co nie znaczy, że liczy się tylko Mabion. Celon też ma przed sobą projekty wymagające naukowej maestrii.
— Jeśli poczuję się na tyle mocny, że będę miał duży projekt, którego szansę na sukces ocenię na 80 proc., nie zawaham się przyspieszyć także w Celonie i poprosić inwestorów o kapitał. Mam na myśli inwestycje rzędu 150-200 mln zł — wyjaśnia biznesmen.
Doktor reaktor
Doświadczenie, możliwości intelektualne i kapitałowe dają Maciejowi Wieczorkowi przewagę nad niemal każdym menedżerem w polskiej branży farmaceutycznej. Dlatego to Wieczorek jako pierwszy Polak wszedł mocno w leki biopodobne. Bo dla niego ryzyko „pater noster” zaczyna się tam, gdzie reszcie stawki już dawno pali się lampka z napisem „mission impossible”. Biznesmen i naukowiec w jednym jest pionierskim reaktorem, w którym w szybkim tempie zapadają kluczowe decyzje. I co ważne, nie jest to strzelanie na oślep. Taki proces w dużych korporacjach, z zarządami podzielonymi na specjalistów od wszystkiego, potrafi się ciągnąć miesiącami. I zwykle decyzja na tak lub na nie zapada o kilka miesięcy za późno.
— W Stanach, na NASDAQ, farmaceutyczne startupy mają właśnie takich menedżerów i właścicieli. W Polsce Maciej to wyjątek — uważa prof. Tadeusz Pietrucha.
— Wiedza naukowa, farmaceutyczna, inżynierska i finansowa daje mi komfort przy podejmowaniu decyzji. Żadnych nasiadówek, lania wody, rozmywania odpowiedzialności. Oczywiście pracuję z zespołem specjalistów, prawdziwych pasjonatów nauki, prowadzę z nimi merytoryczne konsultacje. Na koniec dnia rozumiem, co do mnie mówi każdy pracownik i na tej podstawie podejmuję odpowiednie kroki — opisuje Maciej Wieczorek.
Dobosz z mieczem
Te „odpowiednie kroki” to szacowanie ryzyka. W branży, gdzie badania nad specyfikiem biopodobnym trwają ponad 5 lat i kosztują 20 mln USD, zabrnięcie w ślepą uliczkę może zdusić rozwój biznesu na lata.
— Jestem jak dobosz. Obieramy kierunek i odmierzamy tempo, kroki, właściwy rytm. Żadnego przekraczania budżetów, terminów, pobocznych wątków, niezdrowych emocji — wylicza przedsiębiorca.
Gdy trzeba, dobosz zamienia pałki na miecz i tnie kiepsko rokujące projekty. Bez sentymentów. Porażka i tak jest wkalkulowana w biznes, ważne, by to był wypadek przy pracy. Jak wówczas w Adamedzie, gdy kilkanaście miesięcy przygotowywał podbój rynku suplementem diety bogatym w jod. Wszystko szło pięknie, tylko właśnie zmieniły się przepisy i rynek zasypała sól jodowana. Dziś o tej wpadce mało kto pamięta, przyćmiło ją pasmo sukcesów Wieczorka. Oddajmy głos weteranowi, który zastrzega, że „wie, co mówi w sprawie Wieczorka”. Jerzy Starak, właściciel Polpharmy:
— Jest prawdziwą gwiazdą i to nie na jeden sezon. Nieprawdopodobnie pracowity, inteligentnie zmniejsza ryzyko, wspomagając się środkami unijnymi — uważa Jerzy Starak.
Jego zdaniem, Wieczorek świetnie ułożył i wypracował model badań klinicznych w Mabionie, doskonale naoliwił innowacyjną maszynerię. Pół żartem, pół serio Jerzy Starak apeluje:
— Wiem, co powinniśmy z nim zrobić — sklonować. Lepiej — on sam powinien wymyślić sposób na sklonowanie siebie. Dla dobra ojczyzny!
