Pirackie kopie wciąż są dostępne

Górecki Radosław, Surmacz Wojciech
opublikowano: 2000-09-28 00:00

Pirackie kopie wciąż są dostępne

Prokuratorzy coraz ostrzej traktują złodziei oprogramowania

JEST POPRAWA: Krzysztof Janiszewski, zajmujący się ochroną własności intelektualnej w firmie Microsoft, uważa, że organy ścigania coraz ostrzej traktują piratów, co może przyczynić się do zmniejszenia zjawiska piractwa w firmach. fot. MP

Chociaż producenci oprogramowania przyznają, że organy ścigania traktują kradzież programów coraz poważniej, to i tak skalę piractwa w Polsce nadal oceniają jako olbrzymią.

Zdaniem Krzysztofa Janiszewskiego, zajmującego się ochroną własności intelektualnej w Microsoft, coraz rzadziej zdarza się, że prokuratorzy umarzają sprawy piratów. Zapadły już pierwsze wyroki, skazać można za posiadanie, a nie tylko za nielegalne kopiowanie.

Mniej optymistyczne jest stanowisko Jarosława Kowalskiego, szefa marketingu na Europę Wschodnią firmy Novell.

— Jeśli chodzi o skalę piractwa, to cały czas jest kiepsko. Jedyną zauważalną zmianą na rynku są wzmożone działania policji. Jednak cały czas nie rozumiem, dlaczego dostępność pirackiego oprogramowania jest tak duża. Przecież w każdej chwili można pojechać na Stadion Dziesięciolecia w Warszawie i kupić nielegalne programy bez większego kłopotu. Niestety, bardzo wiele firm wychodzi z założenia, że oprogramowanie to coś, co powinno być za darmo — komentuje Jarosław Kowalski.

Co kradną

Zdaniem Janusza Krzemińskiego z MacroSoftu łupem piratów najczęściej padają programy przeznaczone dla indywidualnych użytkowników, czyli gry, edukacyjne programy multimedialne, encyklopedie.

— Trudniej sprzedać nielegalne oprogramowanie do zarządzania przedsiębiorstwem, ponieważ bez specjalistycznego wdrożenia trudno się nim posługiwać. Chociaż na tym polu też zdarzają się przypadki piractwa. Jeden z naszych dealerów z Opola zainstalował nielegalnie nasze oprogramowanie. Wpadł przez przypadek. Po prostu, klient który miał problem, nie uzyskawszy rozwiązania u dealera zadzwonił do nas. Kiedy nasi ludzie pojechali na miejsce, okazało się, że program jest zainstalowany nielegalnie. W sprawie zapadł wyrok skazujący — opowiada Janusz Krzemiński.

Tymczasem Krzysztof Janiszewski uważa, że największa skala piractwa występuje wśród użytkowników instytucjonalnych. Najczęściej polega ono na tym, że z jednego nośnika program instalowany jest na kilkunastu komputerach jednocześnie.

Bez świadomości...

— Nie wierzę w to, żeby ktoś nie wiedział, czy kupił program piracki czy legalny. Najczęściej właściciele firm, w których używa się nielegalnego oprogramowania, myślą, że kontrola się u nich nie zdarzy, że nikt do ich nie przyjdzie. Zmieniają zdanie za późno, bo podczas kontroli — mówi Bogusław Maculewicz, prezes Lege Artis Service, firmy, która ściga piratów w imieniu producentów oprogramowania.

... i z ideologią

O ile właściciele firm, przyłapani na posiadaniu i używaniu nielegalnego oprogramowania, tłumaczą się brakiem świadomości popełnianego przestępstwa, o tyle działanie samych piratów, szczególnie rozprowadzających oprogramowanie za pośrednictwem Internetu, podparte jest swoistą ideologią. Podoba się ona szczególnie młodym odbiorcom, którzy wierzą piratom, że prawdziwymi złodziejami są legalni producenci, ponieważ ich oprogramowanie jest drogie. W Internecie można bez większego trudu znaleźć strony oferujące darmowe gry bądź ich wysyłkę na CD. Zdaniem producentów oprogramowania, walka z takimi piratami jest bardzo trudna, chociażby ze względu na nikłą szansę ustalenia miejsca pobytu twórców strony.

Niestety, bardzo często właściciele firm cierpią z powodu nierzetelności swoich pracowników.

— W momencie kiedy w firmie odkryte zostaje nielegalne oprogramowanie, odpowiedzialność spada na kierownictwo. Lepiej byłoby jednak, gdyby za to, jakie oprogramowanie używane jest w firmie, odpowiadali informatycy. Niestety, zdarza się czasami, że tacy pseuodofachowcy sami kopiują na firmowych komputerach oprogramowane — mówi Krzysztof Janiszewski.

W Novellu każdy z pracowników podpisuje kodeks etyczny, przyjmując jednocześnie odpowiedzialność za przyniesienie do pracy pirackiego oprogramowania.

Niestety, wielu właścicieli polskich firm nie orientuje się w sprawach związanych z komputerami. Bogusław Maculewicz radzi, aby w takim wypadku zatrudniać osobę odpowiedzialną za stan oprogramowania w firmie.

— Taki informatyk powinien mieć zaznaczone w umowie o pracę, że ma obowiązek opiekować się komputerami i odpowiada za wszystko, co się z nimi dzieje — radzi Bogusław Maculewicz.

Radosław Górecki, Wojciech Surmacz

CENA NIEWIEDZY: Podczas kontroli oprogramowania w firmie zdarza się, że osoby używające nielegalnych kopii tłumaczą się, że nie miały o tym pojęcia. Za nielegalne programy odpowiada kierownictwo firmy. fot. BS