Pirackie programy tracą udział w rynku
W porównaniu z rokiem 1999, straty producentów oprogramowania z tytułu nielegalnego wykorzystywania ich produktów na polskim rynku w roku 2000 spadły prawie o 40 proc., czyli 61 mln USD.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie Business Software Alliance (BSA), zwalczającej piractwo komputerowe organizacji producentów oprogramowania, wynika, że w roku 2000 polscy piraci komputerowi uszczuplili przychody domów software’owych o 103,5 mln USD. Straty producentów aplikacji były więc o 61,3 mln USD mniejsze niż rok wcześniej. Blisko 40-proc. zmniejszenie strat finansowych nie oznacza jednak równie dużej redukcji skali piractwa komputerowego. Stosunek nielegalnie zainstalowanych kopii do całkowitej liczby zainstalowanych programów spadł bowiem tylko o 6 punktów procentowych i wyniósł w 2000 roku 54 proc. Oznacza to, że nadal więcej niż co druga kopia aplikacji biznesowych wykorzystywanych w Polsce jest użytkowana niezgodnie z prawem.
— Ograniczenie liczby nielegalnych kopii z 60 do 54 proc. wszystkich instalacji oprogramowania to bardzo dobry wynik. W latach 1998-99 skala piractwa w Polsce właściwie nie malała, w optymistycznych prognozach zakładałem, że proceder ten uda się zredukować co najwyżej do 55 proc. Osiągnięcie wyniku o 1 punkt procentowy lepszego jest również o tyle godne podkreślenia, że stopa piractwa liczona w skali całego świata wzrosła po raz pierwszy od 1995 roku. W roku 2000 rynek oprogramowania trochę zmalał. Myślę, że było to wynikiem tzw. pluskwy milenijnej. W roku 1999 firmy robiły na gwałt zakupy sprzętu i oprogramowania, a to z kolei zaowocowało mniejszym popytem w 2000 r. Jest to zresztą jedna z przyczyn, którą autorzy raportu tłumaczą zmniejszenie pieniężnej wartości strat w skali całego świata — komentuje Krzysztof Janiszewski, odpowiedzialny za ochronę własności intelektualnej w polskim oddziale Microsoftu.
Represje i marketing
Zdaniem przedstawicieli BSA, na zmniejszenie skali piractwa mogła wpłynąć zmiana podejścia policji do przestępstw dotyczących ochrony własności intelektualnej.
— W latach 1998-99 policja wszczynała rocznie około 500 postępowań dotyczących piractwa komputerowego. W roku 2000 było ich już ponad 800. Działania organów ścigania są często inicjowane przez BSA, ale coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których policja podejmuje je z własnej inicjatywy — informuje Krzysztof Janiszewski.
Innym sposobem zwalczania piractwa komputerowego są akcje oświatowe. Na jesieni 2000 roku BSA rozesłało do 5 tys. firm materiały filmowe, zawierające informacje o karach grożących za używanie nielegalnego oprogramowania. W lutym 2001 roku adresatami podobnych przesyłek zostało już 50 tys. przedsiębiorstw. W dużych aglomeracjach pojawiły się też nawiązujące do filmów billboardy.
— Akcje te przyniosły efekty. Większość producentów i dystrybutorów oprogramowania zanotowała w pierwszych miesiącach 2001 roku wyraźny wzrost przychodów, nie tylko w porównaniu z rokiem ubiegłym, w którym nastąpił spadek obrotów związany z odreagowywaniem konsekwencji problemu roku 2000, ale również wobec wyników sprzed 2-3 lat. Zwiększyła się także liczba telefonów na linię antypiracką BSA. Zwykle notowaliśmy ich 60-100 miesięcznie. W okresie trwania akcji liczba ta wzrosła do 400. Większość dzwoniących dopytywała się o to, jak sprawdzić legalność wykorzystywanego oprogramowania. Zdarzały się jednak również pytania o to, kiedy w danej firmie jest planowana kontrola — opowiada Krzysztof Janiszewski.
Nawet zrzeszeni w BSA producenci oprogramowania nie wszystkie działania antypirackie prowadzą w ramach tej organizacji. Często unikają przy tym akcji represyjnych, a starają się raczej namówić firmy do dobrowolnego sprawdzenia legalności wykorzystywanych aplikacji i usunięcia ewentualnych uchybień. Microsoft prowadzi np. Program Zarządzania Oprogramowaniem i Licencjami. W jego ramach prowadzone są audyty informatyczne. Jeśli w ich trakcie okaże się, że firma nielegalnie używa jakiejś aplikacji Microsoftu, to może liczyć na to, że producent nie wyciągnie wobec niej konsekwencji, jeśli uzupełni braki. Podobne działania rozpoczęła firma SAD — lokalny przedstawiciel firm Apple i Quark.
Na własną rękę
— Obecnie oferujemy na polskim rynku uaktualnienia amerykańskiej wersji Quarka. W praktyce oznacza to legalizację pirackich kopii, gdyż producent nie zezwala na sprzedaż wersji amerykańskiej w Europie. Nasza oferta nie dotyczy jednak firm, które z premedytacją korzystają z nielegalnych kopii kupionych na giełdach lub w Internecie. Dotyczy tylko tych przedsiębiorstw, które dysponują oryginalnymi nośnikami amerykańskiej wersji programu — wyjaśnia Dariusz Kołecki, kierownik sprzedaży w spółce SAD, będący jednocześnie jej reprezentantem w BSA.
Inni też powinni działać
Przedstawiciele BSA podkreślają jednak, że coraz lepsza współpraca z policją i ich własne zaangażowanie nie wystarczy. Problem piractwa powinna dostrzec również Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz firmy wydające certyfikaty jakości.
— Zdarzyło się już, że nielegalne kopie oprogramowania wykryto w spółkach giełdowych. Uważam więc, że pozytywne przejście audytu informatycznego powinno być warunkiem dopuszczenia spółki do publicznego obrotu. Nie byłby to tylko ukłon w stronę producentów oprogramowania. Spółki wykorzystujące nielegalne kopie aplikacji nadużywają bowiem zaufania inwestorów. Zdarza się przecież, że odszkodowania płacone przez piratów domom software’owym przekraczają 100 tys. zł. Problem piractwa powinny też dostrzec firmy wydające certyfikaty jakości. To nie jest nigdzie wprost powiedziane, ale jeśli certyfikaty z serii ISO 9000 mają potwierdzać wysoką jakość zorganizowania i zarządzania firmy, to powinny również obejmować kwestie zgodności z prawem zasobów informatycznych — tłumaczy Krzysztof Janiszewski.
