Wyniki parlamentarne przybliżane są co godzina, w miarę spływania już konkretnych protokołów komisji obwodowych. Co ciekawe, na razie najbardziej tajemnicze są nie prognozowane rozkłady mandatów w Sejmie i Senacie, lecz frekwencja w referendum doklejonym przez PiS do wyborów. Sondażowo była nędzna, może przekroczyła 40 proc., tymczasem próg ważności wynosi co najmniej 50 proc. Jeśli niepowodzenie frekwencyjne się potwierdzi, będzie to gigantyczna wręcz klęska polityczna Jarosława Kaczyńskiego, wszak przecież to właśnie najwyższy – przynajmniej dotychczasowo – pan osobiście wpuścił całą Polskę w referendalny kanał. Sama relacja odpowiedzi NIE/TAK jest oczywistością – negatywnych było około 95 proc., po prostu takie było założenie tego przedziwnego głosowania. Jeśli jednak frekwencja nie przekroczy wymaganego progu, całe zmasowane uderzenie propagandowe władców, trwające nawet podczas weekendowej ciszy referendalnej, okaże się nic nie warte.
Zdumiewająca była generalna frekwencja, ale oczywiście wyborcza, nie referendalna. Przebiła wyniki z ostatnich głosowań, a nawet ze zmieniających ustrój wyborów z 1989 r. Widocznie Polacy zgodzili się z Jarosławem Kaczyński, że to najważniejsze głosowanie od tamtego czasu, tylko niekonieczne ci, o których prezesowi chodziło. PiS oczywiście zajęło pierwsze miejsce w pojedynczej klasyfikacji komitetów, ale ma bardzo małe szanse na skonstruowanie większości. Oczywiście mając bardzo silne wsparcie prezydenta, jego macierzysta partia będzie walczyła do końca o utrzymanie władzy dosłownie za wszelką cenę, idąc nawet na ryzyko rządu mniejszościowego. W każdym razie można sobie wyobrazić, że PiS podejmie próbę sformowania rządu i poddania go próbie wotum zaufania w Sejmie – a nuż się uda… Przypomnę, że udzielane jest większością bezwzględną, czyli głosy wstrzymujące się sumowane są z przeciwnymi. Nigdy nie zbiera się 460 posłów, zatem rząd potrzebuje nie dosłownie 231 głosów, lecz realnie o 1-2 mniej. Właśnie to głosowanie będzie w skali ważności drugim po naszym powszechnym w minioną niedzielę. Rząd z udzielonym wotum zaufania ma przed sobą długą perspektywę, nawet gdy jego większość w Sejmie stopnieje.
Jeśli wotum zaufania nie zostanie udzielone, to w drugim kroku inicjatywę przejmuje Sejm. Marszałek jest tylko organizatorem, faktycznie decydują zawierające porozumienie kluby. Sejm ma 14 dni na wybranie swojego prezesa Rady Ministrów i od razu proponowanego przez niego składu rządu. Wymagana jest również większość bezwzględna, przy czym to głosowanie od razu jest tożsame z udzieleniem wotum zaufania. Po sukcesie Rada Ministrów udaje się do prezydenta, który wręcza formalne akty powołania i odbiera przysięgę, zaś prosto z pałacu ministrowie obejmują resort i rozpoczynają rządzenie. We wtorek przed wieczorem powinniśmy dokładnie wiedzieć, czy większościowa – po zsumowaniu głosów – dotychczasowa opozycja może się do tego przymierzać.

