Pixmania weszła na rynek AGD

Marcin Kuśmierz, Marcin Gesing
opublikowano: 2004-08-20 00:00

Krajowym sieciom AGD wyrasta poważny rywal. Polską stronę uruchomiła w lipcu dyskretnie francuska Pixmania. Jej orężem są ceny.

Obecna w 20 europejskich krajach Pixmania, czyli sklep internetowy z elektroniką, zaczyna walczyć o przychylność polskich klientów. W lipcu bez specjalnej promocji ruszyła polska strona. Francuzi otwarcie nie definiują swoich konkurentów, ale wygląda na to, że są w stanie zagrozić i wielkim sieciom, i małym sklepom.

Wojują cenami

Pixmania może liczyć na ciepłe przyjęcie z strony klientów. Kusić ich będzie przede wszystkim niskimi cenami oraz wielkością oferty (7,5 tys. artykułów).

— Siłą Pixmanii jest też logistyka. Dziennie średnio z naszego magazynu wysyłamy 3,5 tys. paczek, które trafiają do odbiorców najpóźniej w 48 godzin — chwali się Jean-Emile Rosenblum, dyrektor Pixmanii.

Sklep w Polsce ma na tyle komfortową sytuację, że nie ma w internecie silnego konkurenta. A o tym, że jest to silny gracz, świadczą jego obroty. Na koniec roku obrotowego 2003/2004 wyniosły one 125 mln EUR (ponad 550 mln zł).

Klucz w reklamie

Inna sprawa, że Pixmania nie ma żadnego wsparcia reklamowego. Dotąd wieści o tym e-sklepie rozchodziły się pocztą pantoflową. To z pewnością nie wystarczy, by wygrać z tradycyjnymi sieciami handlowymi. Przedstawiciele Pixmanii twierdzą, że pod koniec roku sklep zaprezentuje się w innych niż internet mediach.

— Na 40 mln mieszkańców Polski, w marcu 30 proc., było podłączonych do internetu. 11 proc. już dokonuje zakupów w sieci, a zatem jest to bardzo obiecujący rynek dla europejskich przedsiębiorców — mówi Jean-Emile Rosenbaum.

Krajowi gracze nie wydają się zaniepokojeni.

— Sprzedaż elektroniki i AGD przez Internet nie jest jeszcze dojrzałym kanałem dystrybucji. Sklep internetowy z takim asortymentem nie jest w stanie wygenerować znaczących obrotów, jednak z marketingowego punktu widzenia daje klientom szansę pełniejszego poznania oferty w domowym zaciszu. W praktyce jednak klient taki ostatecznie przychodzi na zakupy do klasycznego marketu — mówi Jacek Domeradzki, dyrektor generalny Grupy Avans.