Coraz więcej polskich firm interesuje się rynkiem biopaliw. Ich produkcją chce się zająć PKN Orlen, który w tym celu złożył ofertę prywatyzacyjną na Polmos Wrocław. Dziś biopaliwową ustawą zajmie się rząd.
PKN Orlen poszedł w ślady Bartimpexu, KGHM Polska Miedź oraz niemal wszystkich firm z branży chemii ciężkiej. Płocki potentat też chce zająć się produkcją biopaliw płynnych.
Koncern ma szansę zrealizować ten zamiar dzięki uczestnictwie w prywatyzacji... przemysłu spirytusowego. Jest zainteresowany zakupem akcji Polmosu Wrocław, producenta bioetanolu.
— Wpłynęło kilka ofert od inwestorów zainteresowanych prywatyzacją tej spółki. Zostały wybrane dwie propozycje i rozpoczęło się due diligence — mówi Grażyna Magdziak, prezes BAA, firmy, która doradza resortu skarbu przy prywatyzacji przedsiębiorstwa.
— Jedną z ofert złożył PKN Orlen — dodaje osoba blisko związana z transakcją.
Z kim będzie musiał rywalizować płocki koncern w batalii o Polmos — nie wiadomo.
Wrocławska spółka — oprócz produkcji bioetanolu, czyli biokomponentu do paliw — jest także właścicielem marki wódki Krakus. Polmos produkuje rocznie 18-20 mln l spirytusu, z tego przeznacza na komponenty paliwowe 8-9 mln l. Dla porównania, największy w Polsce producent bioetanolu, leszczyński Akwawit, którego zakupem interesuje się Bartimpex, wytwarza rocznie 40 mln l bioetanolu, a zdolności produkcyjne rynku szacowane są na 160 mln l.
Największe polskie firmy stają do wyścigu o rynek ekopaliw. Jeśli dostosowane zostanie prawodawstwo do norm Unii Europejskiej, to na biopaliwach będzie można sporo zarobić. W 2006 r. Polacy będą zużywać 600 tys. ton biokomponentów wartości około 140 mln USD (560 mln zł). W 2010 r. ich zużycie będzie stanowić już 6 proc. wykorzystania paliw, a w 2020 r. — 14 proc.
Rada Ministrów (RM) zajmie się dziś projektem ekopaliwowej ustawy. Nie jest jednak pewne, czy spodoba się ona wszystkim politykom rządowej koalicji, producentom czy potencjalnym wytwórcom. Stały Komitet RM rekomendując projekt rządowi miał do niego zastrzeżenia. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o kwestię wykorzystywania do produkcji ekokomponentów jedynie rodzimych surowców i dopuszczenie importu tylko wówczas, jeśli Polskę dotknie klęska nieurodzaju.