PKO BP i PZU rozpoczęły wojnę w branży TFI

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2018-10-01 22:00

Za dnia na dzień o ponad 80 proc. spadły opłaty za zarządzanie w pięciu subfundszach PKO TFI. Dzień wcześniej sześć nowych i tanich subfunduszy wprowadziła grupa PZU

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- dlaczego TFI tak radykalnie obniżają opłaty za zarządzanie
- jak wojna cenowa zmieni rynek
- jak na tych decyzjach zyskają klienci

W 2007 r. premier Jarosław Kaczyński zapowiedział konsolidację PKO Banku Polskiego (PKO BP) i Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń (PZU). Cztery miesiące później pożegnał się ze stanowiskiem, a największe polskie instytucje finansowe do dziś działają osobno. Do niedawna nie wchodziły też sobie w drogę. Zmieniło się to po tym, jak w 2017 r. PZU kupiło duży pakiet akcji Banku Pekao i zarazem Pekao TFI. To ostatnie to drugi powiernik w Polsce, większy od TFI PZU. Łącznie mają ulokowane na rynku finansowym 31,8 mld zł. Samodzielne PKO TFI jest większe o około 3 mld zł.

— Mamy bardzo duże ambicje w obszarze zarządzania aktywami. Chcemy być nie tylko największym zarządzającym w Polsce, ale globalnym zarządzającym z Polski. Założyliśmy bardzo duży wzrost w tym obszarze. Oprócz akwizycji i sprzedaży tradycyjnej chcemy zawalczyć o rynek również w nieco inny sposób. — mówi Paweł Surówka, prezes PZU.

Ten inny sposób to nowy fundusz inPZU SFIO. Jego sprzedaż ruszyła 1 października 2018 r. Sześć subfunduszy, niezależnie od tego czy inwestuje na rynku długu, czy rynku akcji pobiera rocznie tylko 0,5 proc. opłaty za zarządzanie. Kupno, umorzenie, konwersje jednostek nie są obciążone żadnymi opłatami, choć można ich dokonywać wyłącznie przez internetowa platformę inPZU.

— Jest to najbardziej atrakcyjny sposób inwestowania w Polsce i bardzo liczymy, że dzięki temu wiele osób zainwestuje w te fundusze. Dla osób, które żyją z wynagrodzenia za pracę, inwestycje na giełdzie są w zasadzie jedyną możliwością partycypacji we wzroście gospodarczym — podkreśla Paweł Surówka, prezes PZU.

Na odpowiedź PKO TFI nie trzeba było długo czekać. Od 2 października 2018 r. opłaty za zarządzanie w pięciu funduszach tego powiernika spadają z 4 do 0,7 proc.

Różne ceny pasywności

Na inPZU stworzone zostały dwie ścieżki sprzedażowe: ścieżka dla początkujących inwestorów, którzy dopiero zaczynają inwestować oraz tzw. ścieżka ekspercka. Klienci początkujący mogą skorzystać z „Pomocnika” inwestycyjnego i wyszukać produkty odpowiadające określonym parametrom. W zależności od preferencji do wyboru mają od 1 do 6 portfeli modelowych. Klient-ekspert może samodzielnie zbudować swój własny portfel inwestycyjny, wybierając spośród 6 funduszy indeksowych, od najbardziej bezpiecznych aż po akcyjne.

InPZU SFIO to sześć subfunduszy. Cztery inwestują na szeroko rozumianym rynku długu. Są to subfundusze Inwestycji Ostrożnych, Obligacje Polskie, Obligacje Rynków Rozwiniętych oraz Obligacje Rynków Wschodzących. Kolejne dwa to produkty akcyjne — Akcje Rynków Rozwiniętych oraz Akcje Polskie. Wszystkie są funduszami pasywnymi. Ten typ funduszy zyskał na świecie dużą popularność ze względu na niskie opłaty. To konsekwencja tego, że zarządzający nie szukają atrakcyjnych aktywów, ale po prostu kopiują skład indeksów, które stanowią benczmark funduszy. W grupie tej są zarówno notowane na giełdach ETF-y, jak i klasyczne fundusze. Właśnie te ostatnie rzuciło na rynek PZU.

PKO TFI obniżyło opłaty w subfunduszach Akcji Rynku Amerykańskiego, Akcji Rynku Europejskiego, Akcji Rynków Wschodzących, Akcji Rynku Japońskiego oraz Akcji Rynku Azji i Pacyfiku.

— Już od długiego czasu posiadamy w swojej ofercie fundusze indeksowe w postaci tych pięciu subfunduszy PKO Parasolowego. Realizują one indeksową politykę inwestycyjną, o czym można się przekonać, śledząc skład portfeli prezentowany w sprawozdaniu finansowym PKO Parasolowego. Tyle że wynagrodzenie za zarządzanie było wyższe niż teraz. Mając jednak na uwadze zmieniające się otoczenie rynkowe oraz chęć zaoferowania naszym klientom możliwość taniego inwestowania, szczególnie na rynkach zagranicznych, zdecydowaliśmy o dynamicznym obniżeniu kosztów inwestowania pasywnego do poziomu 0,7 proc. w stosunku rocznym — wyjaśnia Michał Gal, dyrektor departamentu produktów inwestycyjnych PKO TFI.

Gdyby przez cały rok piątka subfunduszy miała takie aktywa, jak na koniec sierpnia 2018 r. obniżka opłat oznaczałaby, że PKO TFI zrezygnowało z 16 mln zł przychodów. W praktyce trudno to oszacować. Aktywa funduszy zależą od wyników inwestycyjnych oraz salda wpłat i umorzeń.

Przedstawiciel największego polskiego TFI zapowiada przy tym dalszy rozwój funduszy pasywnych.

— Oferta tanich produktów indeksowych będzie sukcesywnie rozwijana tak, by nasi klienci mieli możliwość budowy swoich portfeli zarówno w oparciu o produkty zarządzane aktywnie, jak również pasywnie — mówi Michał Gal.

Typowe fundusze indeksowe prowadzi również Amundi Polska TFI dla ING Banku Śląskiego. W skład ING BSK Fundusze Indeksowe SFIO wchodzą trzy subfundusze z benczmarkami opartymi na indeksach WIG20, MSCI EMU, S&P500.; Opłata za zrządzanie każdym z nich wynosi 1,6 proc. Jeszcze wyższa jest w funduszu Ipopema m-Indeks FIO, replikującym zachowanie indeksu mWIG40. Ipopema TFI pobiera za zarządzanie 2 proc.

— Ważniejsze jest spojrzenie z perspektyw wyników funduszu. Nasz fundusz od lat bije konkurencyjne fundusze, w tym aktywnie zarządzane. Jest również w stanie pobić benczmark, gdyż indeks mWIG40 nie uwzględnia dywidend i praw poboru. Także nie mamy się czego wstydzić — podkreśla Maciej Jasiński, dyrektor zarządzający Ipopema TFI.

— Nie wiem, czy dla klientów obniżenie opłat za zarządzanie będzie jakąś zachętą. Z punktu widzenia klientów liczy się stopa zwrotu netto, czyli to ile naprawdę zarobią. Zwłaszcza w przypadku funduszy akcyjnych zróżnicowanie wyników jest bardzo duże i otwarte pozostaje pytanie, czy niższe opłaty za zarządzanie zrekompensują gorsze wyniki samych inwestycji — wtóruje mu Ewa Radkowska-Świętoń, prezes Skarbca TFI.

Wyzwanie online

Na koniec 2018 r. Quercus TFI chce zmienić strategię kilku swoich produktów (czytaj obok). Według ogłoszonych 1 października 2018 r. informacji ten, który stanie się funduszem gotówkowym, już w nowej strategii ma pobierać opłatę za zarządzanie nie większą niż 1 proc. Nie będzie funduszem indeksowym, ale pokazuje, na jak niskie opłaty postawiło TFI PZU, a w odpowiedzi na jego ruch — PKO TFI.

Warto jednak zaznaczyć, że inPZU SFIO będzie na razie sprzedawany wyłącznie przez internet. TFI PZU zastrzega sobie w prospekcie możliwość wprowadzenia opłat manipulacyjnych za sprzedaż lub umarzanie jednostek funduszu (nie mylić z opłatą za zarządzanie pobieraną codziennie i zamaskowaną w wycenie jednostek). Dotychczasowe doświadczenia TFI dotyczące sprzedaży internetowej nie nastrajają zaś optymistycznie. W każdym z pierwszych sześciu miesięcy 2018 r. sprzedaż online Skarbca TFI rosła w stosunku do 2017 r. wolniej niż tradycyjnych kanałach sprzedaży. Łączna wartość rejestrów założonych online to ledwie 43 mln zł, podczas gdy aktywa ulokowane przez klientów Skarbca na rynku kapitałowym to 4,3 mld zł. Podobnie wyglądają te proporcje w Investors TFI — 61 mln zł do 7,1 mld zł.

— Oferta PZU to jest jakiś pomysł na przyszłość. Ale przy takim stanie rynku, jaki mamy, do przyciągnięcia klientów do funduszy potrzeba raczej atrakcyjnych stóp zwrotu. Wydaje się, że polscy klienci są mało wrażliwi na opłaty za zarządzanie, a sprzedaż internetowa dynamicznie się nie rozwija — komentuje Marek Przybylski, prezes Aviva Investors Poland TFI, które od 1 lipca 2018 r. zwraca połowę opłaty za zarządzanie tym, którzy zainwestują w fundusze przez Internet i nie wycofają pieniędzy co najmniej przez rok.

 

 

Samoregulacja kontra odgórna regulacja

Ministerstwo Finansów chce, by za trzy lata maksymalna stawka opłat za zarządzanie aktywami funduszy inwestycyjnych była nie wyższa niż 2 proc., wynika z projektu rozporządzenia. Resort zakłada stopniowe dochodzenie do tego poziomu. Już w przyszłym roku górnymi limitami byłoby 3,5 proc., w 2020 r. 3 proc., a w 2021 r. 2,5 proc.

Rozporządzenie ma wejść w życie 1 stycznia 2019 r. W uzasadnieniu projektu zauważono, że na polskim rynku duży udział mają bankowi dystrybutorzy jednostek uczestnictwa, a klienci pozyskiwani są często po bezpośrednim kontakcie. TFI dzielą się zyskiem z dystrybutorami, przekazując im część lub nawet całość opłaty za zarządzanie. Ta jest relatywnie wysoka co w rezultacie konsumuje istotną część stopy zwrotu. W UE średnia stawka opłat z zarządzanie wynosiła w 2016 r. 1,05 proc., w tym w funduszach akcji 1,43 proc. W Polsce w tych ostatnich średnia sięgała 2,9 proc., przy maksymalnej na poziomie 4,25 proc. (dane również za 2016 r.).

W funduszach obligacji w Unii średnia to 0,69 proc., w Polsce 1,4 proc. (maksymalna 2,5 proc.). Resort finansów uważa, że docelowy limit w wysokości 2 proc. średniej wartości aktywów netto w skali roku i tak będzie wystarczający dla TFI, by pokryć koszty działalności i umożliwić osiąganie zysków. Limit dotyczy opłaty stałej, co nie wyklucza tego, by towarzystwa stosowały opłatę zmienną, a więc uzależnioną od osiąganych wyników. [KZ]