PKO BP stawiana rentowność

opublikowano: 06-03-2012, 00:00

W Polsce nie ma problemu z dostępem do kredytów — twierdzi szef giganta

Choć wbrew zapowiedziom 4 mld zł nie udało się zrobić, to i tak wynik PKO BP w 2011 r. jest rekordowy. Zarobił 3,8 mld zł (wynik skonsolidowany), czyli o 18,4 proc. więcej niż w 2010 r.

Czy w tym roku uda się przebić 4 mld zł? Niedawno Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, oczekiwał stabilizacji wyniku na poziomie z 2011 r., teraz jest bardziej optymistyczny i „oczekuje stabilizacji na wyższym poziomie”. Nastrój prezesa poprawił się po spotkaniach z klientami.

— W styczniu i lutym odbyliśmy doroczne tourn ée po całym kraju, spotykając się z 6 tys. najważniejszych klientów. Nadal przeważa wśród nich niepewność, ale wydaje się, że przyzwyczaili się już do zmiennej sytuacji na rynku. Ich oczekiwania co do przyszłości są bardzo dobre — mówi Zbigniew Jagiełło.

Mniejsze udziały

PKO BP zakłada w tym roku rozwój wszystkich linii biznesowych. Spodziewa się, że na rynek trafi w tym roku 50 mld zł kredytów (po oczyszczeniu z wahań kursowych), co oznacza wzrost o 6,7 proc.

— Chcemy partycypować w tej kwocie w stopniu odpowiednim do skali banku — mówi szef banku. Choć 2011 r. był dla PKO BP rekordowy, to jednak równocześnie — po raz pierwszy od kilku lat — stracił udziały w rynku. W kredytowym zmniejszyły się o 1 p.p, do 16,2 proc.

W kredytach dla osób indywidualnych bank oddał 0,8 p.p. (do 19,2 proc.), po 1 p.p. w hipotekach (19,9 proc.) i kredytach korporacyjnych (13,1 proc.) i 0,6 p.p. w pożyczkach detalicznych (17,6 proc.). Być może straty uda się odrobić, bo konkurencja między bankami słabnie. Na początku roku gigant umocnił pozycję — w hipotekach w styczniu jego udział wyniósł 21,7 proc.

Z wypowiedzi przedstawicieli PKO BP wynika, że w tym roku bank bardziej będzie się koncentrował na rentowności biznesu niż na wolumenach. Popyt, głównie w segmencie consumer finance, mocno siadł. Zbigniew Jagiełło nie zgadza się z tezą, że to skutek dociśnięcia rynku regulacjami przez nadzór finansowy.

— Wreszcie jest normalnie. W Polsce nie ma problemów z dostępem do kredytu, co widać po danych Banku Światowego, który plasuje nas pod tym względem w pierwszej dziesiątce. Świadczy też o tym kilkudziesięciotysięczna grupa przekredytowanych, czyli osób zadłużonych ponad możliwości finansowe — mówi prezes Jagiełło.

Wolumeny zbliżone do 2011 r.

Jacek Obłękowski, szef detalu w PKO BP, nie spodziewa się, by sprzedaż kredytów mieszkaniowych była w tym roku wyższa niż w 2011 r., ale nie oczekuje załamania.

— Rynkowy konsensus zakłada spadek rzędu 10-15 proc. Uważamy, że to rozsądna prognoza — mówi Jacek Obłękowski.

Mniej więcej tyle samo co w 2011 r. powinno sprzedać się kredytów gotówkowych. Prezes Obłękowski przestrzega, żeby nie dać się zwieść intensywnym ostatnio kampaniom pożyczek konsumpcyjnych.

Nie świadczą one o odrodzeniu rynku. Banki reklamują się, bo jest to dochodowy produkt, ale ryzyko wciąż oceniają ostrożnie i nie każdego klienta stać na taki kredyt.

Na koniec 2011 r. saldo kredytów w PKO BP wyniosło 147,3 mld zł (przyrost o 8,7 proc. r/r) w tym 87 mld zł to kredyty dla ludności (+7,3 proc.), z czego 63,2 mld zł przypada na kredyty mieszkaniowe (+13,3 proc.), a 24,3 mld zł (-5,6 proc.) konsumpcyjne. Portfel kredytów korporacyjnych wart był 57,4 mld zł i powiększył się o 10,6 proc. w stosunku do 2010 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane