Odchodzi kluczowy wiceprezes i członek rady nadzorczej. Nowego prezesa i jego zastępców jeszcze długo nie będzie.
Wczoraj miał być wielki dzień dla PKO BP, giełdowego giganta kontrolowanego przez skarb państwa. Jego rada nadzorcza zadeklarowała wcześniej, że do końca stycznia namaści prezesa i wiceprezesów banku. Spekulacje podgrzewała prasa, zastanawiając się, czy były premier Kazimierz Marcinkiewicz obejmie stery bankowego detalisty.
Decyzji personalnych jednak zabrakło. A to dzięki Jerzmu Osiatyńskiemu, który zrezygnował z uczestnictwa w pracach rady. To oznacza, że liczy ona obecnie tylko pięciu członków. W tej sytuacji powstała wąpliwość, czy rada może podejmować decyzje. Dlatego jej posiedzenie szybko się skończyło. W związku z tym zarząd banku wystąpi dziś o zwołanie nadzwyczajnego walnego, które odbędzie się zapewne w połowie marca i uzupełni skład rady. Wówczas nie będzie żadnych wątpliwości prawnych co do wyboru nowych władz bankowego giganta.
A wybrać trzeba jeszcze jednego wiceprezesa. Wczoraj rada przyjęła rezygnację Jacka Obłękowskiego, wiceprezesa odpowiedzialnego za detal, czyli 60 proc. biznesu PKO BP. Był kuszony przez konkurencję, która zaoferowała dużo lepsze warunki niż pensja kominowa w banku kontrolowanym przez skarb państwa.
Inwestorzy giełdowi albo nie zaprzątali sobie głowy personaliami, albo cieszyli się, że prezesem nie został były premier. Wierząc, że PKO BP pokaże tak dobre wyniki jak wczoraj BRE Bank, kupowali jego akcje. Na zamknięciu za jeden walor płacono 49,50 zł, co oznacza wzrost o 3,7 proc.
PKO BP nie ma prezesa od czerwca ubiegłego roku, kiedy ze stanowiska — po czterech latach pełnienia funkcji — ustąpił Andrzej Podsiadło. Ogłoszony wówczas konkurs na szefa banku nie został rozstrzygnięty. Od tego czasu obowiązki prezesa pełnił Sławomir Skrzypek, obecny prezes NBP.