PKP Cargo liczy na kredyt producentów

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-08-24 00:00

Przewoźnik ostro odcina się prywatnym konkurentom. Zapewnia, że na PKP Cargo nikt się już nie utuczy.

Na koniec roku w spółce będzie mniej niż 30 tys. pracowników, co oznacza około 20 mln zł miesięcznych oszczędności

Przewoźnik ostro odcina się prywatnym konkurentom. Zapewnia, że na PKP Cargo nikt się już nie utuczy.

Pogłoski o śmierci PKP Cargo, największego przewoźnika kolejowego na rynku, który w ubiegłym roku miał blisko 200 mln zł straty i przez wiele miesięcy notował spadek przewozów, są mocno przesadzone — twierdzi Wojciech Balczun, szef spółki.

— Jestem przekonany, że jeśli nie będzie jakichś nadzwyczajnych zdarzeń, to firma wyjdzie na prostą. I to szybciej niż się komukolwiek wydaje — mówi prezes PKP Cargo.

Czerwiec na plusie

PR? Zobaczymy. Na razie widać, że przewoźnik dość mocno ogranicza zatrudnienie. Z 44-tysięcznej załogi na koniec roku ma pozostać w spółce mniej niż 30 tys., plus około tysiąca pracowników, którzy przeszli do spółek zaplecza remontowego.

— Oszczędność na wynagrodzeniach po przeprowadzeniu programu dobrowolnych odejść już od sierpnia będzie miała bardzo duży wpływ na wynik operacyjny. To jest sporo powyżej 20 mln zł miesięcznie — mówi Wojciech Balczun.

Coś ruszyło się w finansach. W czerwcu Cargo odnotowało pierwszy w tym roku zysk na działalności operacyjnej. Prezes zapowiada, że nie jest to zdarzenie jednorazowe — w ubiegłym roku spółka była na plusie tylko przez trzy miesiące.

— Rynek nie powinien już spadać. Widzimy pierwsze symptomy delikatnego ruchu w górę. Coś zaczyna się dziać w kruszywach, rudach. Konkurentom mogę powiedzieć, że na pewno nie będzie tak łatwo w kwestii odbierania przewozów Cargo — mówi prezes PKP Cargo.

Ostatnie zdanie to komentarz do pojawiających się ostatnio zarzutów prywatnej strony rynku kolejowego, że przewoźnik zaniża ceny, co obniża rentowność biznesu ciężko dotkniętego kryzysem.

— Chciałbym uzyskiwać wyższe marże, lecz klienci przyzwyczaili się, że ceny spadają, a nie rosną. Ponadto mamy kryzys, który zwiększa presję na zmniejszanie cen — wyjaśnia Wojciech Balczun.

Pomysł na inwestycje

Odpiera zarzut, że PKP Cargo daje gigantyczne upusty od oficjalnych taryf cenowych.

— Zmieniamy system taryfikacyjny, ponieważ dotychczas stosowany zupełnie zaciemniał obraz naszej oferty. Dodam jednak, że wszyscy egzaltują się, że Cargo daje upusty, jakby sami ich nie dawali — mówi prezes.

Wojciech Balczun zapowiada walkę o przewozy, lecz zastrzega, że nie będzie to wojna na ceny. Liczy po prostu na poprawę efektywności przewoźnika.

— Zaczęliśmy pierwszy raz liczyć nasze wydatki. To, co było wcześniej naszą słabością, skrzętnie wykorzystywaną, czyli to, że do końca nie potrafiliśmy się podliczyć, już się kończy. Na otoczenie padł blady strach. Bo jak zaczniemy racjonalnie działać, kontrolować koszty, planować przychody, nawiązywać relacje z klientami, to biznes nie będzie już tak łatwy, jak był przez całe lata — mówi prezes PKP Cargo.

Stawia tezę, że rynek kolejowy w Polsce tworzył się nie dlatego, że "powstawały jakieś genialnie zorganizowane firmy", lecz dzięki wykorzystywaniu słabości PKP Cargo. Zapowiada, że spółka w II półroczu będzie powoli odblokowywała inwestycje, choć zamierza je prowadzić w dość specyficzny sposób.

— Od pewnego czasu jednym z elementów specyfikacji istotnych warunków zamówienia jest to, czy dany producent taboru może nam załatwić finansowanie. Jeżeli będziemy w stanie je obsłużyć, odblokujemy inwestycje — mówi Wojciech Balczun.

PKP Cargo chce wykorzystać dobre kontakty producentów z bankami i w ten sposób zdobyć pieniądze na sfinansowanie modernizacji i zakupu taboru.

Cały wywiad z prezesem PKP Cargo przeczytasz na:

Krzysztof Sędzikowski

prezes CTL Logistics

Jeśli ktoś ma 60-70 proc. udziałów w rynku, to jest oczywiste, że stanowi punkt odniesienia do ustalania cen. Niestety, PKP Cargo je zaniża. Wojny cenowej nie rozpętał prezes Balczun, lecz jego poprzednicy, zatem trwa ona już od dawna. Teoretycznie korzysta na tym klient, lecz tylko na krótką metę. Na dłuższą uderza we wszystkich uczestników rynku, gdyż przy takim poziomie cen niemożliwe jest inwestowanie w kolej. Przestajemy się rozwijać. Odnosimy wrażenie, że PKP Cargo celowo prowadzi taką politykę: nie chce dopuścić, by prywatna konkurencja zwiększała udziały w rynku.