PKP Intercity ruszają w kierunku przystanku giełda. Przewoźnik chce po drodze nabrać wartości.
Coraz tłoczniej robi się przed kasami PKP Intercity (PKP IC), a sprzedaż biletów idzie tak dobrze, że przewoźnik zamierza zrewidować plany zysku za ten rok. Po czterech miesiącach utarg wyniósł 15,1 mln zł netto, wobec 5,8 mln zł straty w ubiegłym roku.
— Przewieźliśmy około 350 tys. więcej pasażerów niż przed rokiem, co zwiększyło nasze przychody o 30 mln zł — mówi Czesław Warsewicz, prezes PKP IC.
Jeśli ruch na kolei będzie nadal tak duży jak obecnie, a nic nie wskazuje na spadek zainteresowania podróżami koleją, wszak przed nami wakacje, najbardziej gorący okres dla kolejarzy, to spółka osiągnie w tym roku rekordowe wyniki. Prezes Warsewicz zapowiada, że zysk w tym roku przekroczy 50 mln zł (dla porównania w 2006 r. PKP IC zarobiły 34,8 mln zł).
Pieniądze są spółce bardzo potrzebne, ponieważ na najbliższą pięciolatkę zaplanowała ambitny plan inwestycyjny wartości 2,5 mld zł. Najwięcej pójdzie na kupno pociągów zespolonych dużych prędkości — 1,5 mld zł (połowa ma pochodzić z unijnej kasy). Resztę przewoźnik wyda na zakup nowych wagonów (30 sztuk), nowych lokomotyw (10 sztuk) i remonty taboru (250-300 wagonów).
Skąd pieniądze na tak duże wydatki? Oczywiście własne fundusze nie wystarczą na ich sfinansowanie.
— Firma jest w dobrej kondycji finansowej i bez problemu może sięgać po zewnętrzne źródła finansowania — mówi Czesław Warsewicz, który możliwości zadłużenia spółki ocenia obecnie na 1 mld zł.
Spółka liczy też na pieniądze z giełdy. Ile dostanie? Jerzy Polaczek, minister transportu, powiedział wczoraj, że wpływy z emisji akcji mogą wynieść 1 mld zł, ale jaka część tej sumy trafi do kasy PKP IC — nie wiadomo. Zgodnie z przyjętą niedawno przez rząd strategią dla kolei, około 400 mln zł z prywatyzacji spółki pójdzie na oddłużenie Grupy PKP.
Szef resortu potwierdził, że pakiet akcji PKP IC (jeszcze nie wiadomo, jakiej wielkości) trafi na giełdę w 2009 r. Do debiutu może dojść wcześniej, bo jak powiedział minister, podany przez niego termin to raczej plan maksimum niż minimum