PKP: roszady personalne były konieczne

Tomasz Siemieniec
opublikowano: 2001-12-20 00:00

Krzysztof Celiński, prezes PKP, uważa, że przeprowadzone kilka dni temu zmiany personalne w spółce były konieczne, ponieważ zmieniły się zadania, jakimi ma się teraz zajmować przewoźnik.

Joanna Wrześniewska (Polsat): Kilka dni temu Minister Infrastrukury odwołał trzech członków zarządu Kolei. Pana nie próbował odwołać?

- Krzysztof Celiński (prezes PKP): Nie. Trzeba natomiast pamiętać, że przeprowadzone roszady personalne mają związek z tym, że od 1 października PKP SA jest inna firmą. Powstała grupa kapitałowa, gdzie PKP SA ma udziały w spółkach przewozowych, a jeszcze inna firma zajmuje się zarządzaniem liniami kolejowymi. Rola PKP zmieniła się zatem diametralnie, a w związku z tym potrzebne są osoby o nieco innych predyspozycjach do zarządzania tym podmiotem.

Rozumiem zatem, że jest Pan zadowolony z przeprowadzonych roszad personalnych?

- Jeszcze raz podkreślam, że obecnie pełnimy bardziej funkcję funduszu inwestycyjnego.

Czy nie stanowiliście jednej drużyny?

- Każdy zarząd powinien stanowić kolektyw, bo w przeciwnym przypadku zarządzanie spółką staje się praktycznie niemożliwe i tak było z poprzednim zarządem. Mam również nadzieję, że w nowym składzie współpraca będzie przebiegać równie sprawnie. Poza tym odwołani członkowie zarządu znajdą zatrudnienie w firmie na innych stanowiskach.

Kto teraz będzie odpowiadał za finanse w spółce?

- To osoba, która identyczną funkcję pełniła w Stoenie. Ta firma również tworzy grupę kapitałową, choć oczywiście mniejszą niż PKP, ale ma spore doświadczenia, które będzie mogła wykorzystać w naszej firmie.

Czy Marek Pol, szef resortu infrastruktury, miał powody, aby odwołać również Pana?

- Właściciel zawsze może zmieniać zarząd. Poza tym PKP raczej starała się nie być podmiotem uwikłanym w politykę.

PKP może zostać bankrutem, więc teoretycznie jest za co Pana odwołać?

- To prawda, ale nie jest to tylko wina Kolei. Istotne znaczenie mają tutaj zatory płatnicze, jakie występują obecnie w polskiej gospodarce. Jeśli przeanalizujemy strukturę tych długów, to okaże się, że nasze należności wynoszą około 1 mld zł, a zobowiązania 7,5 mld zł, z czego tylko 1,3 mld zł stanowią bieżące zobowiązania wobec partnerów handlowych. Na pozostały dług składają się zobowiązania długoterminowe, wynikające z inwestycji w rozwój infrastruktury.

Za Pana kadencji straty PKP stale — z kwartału na kwartał — rosną. Dlaczego tak się dzieje?

- Na koniec roku straty powinny wynieść blisko 2 mld zł, a to trochę mniej niż w 2000 r. Wynikają m.in. z obowiązku prowadzenia takich działalności, które nie są rentowne. Myślę chociażby o przewozach regionalnych i podmiejskich.