PKP tak jak w kinie

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 2007-07-31 00:00

Znięchęcony korkami i robotami drogowymi do samochodowych eskapad po Polsce postanowiłem wrócić na łono naszej kolei. Ale niewiele brakowało, by z tego transportowego nawrócenia wyszły nici.

Uzbrojony w promocyjny bilet stanąłem w kolejce po miejscówkę. Traf chciał, że przede mną stała starsza pani, która potrzebowała wykupić aż trzy rezerwacje, i to w jednym rzędzie. Nie dlatego że miała taki kaprys, lecz — jak zaręczała — z powodu choroby kręgosłupa. Problem w tym, że sympatyczna pani w okienku nie mogła sprawdzić w komputerze, czy owe trzy miejscówki rzeczywiście ze sobą sąsiadują. Chwyciła więc za telefon i próbowała się tego dowiedzieć. Czy się udało? Tego nie wiem. Po kwadransie skapitulowałem i byłem gotowy machnąć na wyjazd ręką. Na szczęście w innym okienku obsłużono mnie szybko i sprawnie.

Nie byłoby sprawy, gdyby kolejowe kasjerki miały możność sprzedaży biletów tak jak w nowoczesnych kinach. Klient — mając przed oczami rozkład siedzeń w wagonie — wybierałby to, które mu się najbardziej podoba. A taka możliwość pewnie bardzo by się spodobała zwłaszcza osobom starszym, które lubią siedzieć zgodnie z kierunkiem jazdy. Nie wiem, ile by kosztowała taka zmiana systemu rezerwacji, wiem za to, że zdobycie wdzięczności klientów narodowego przewoźnika jest bezcenne.

PS

Na koniec całkiem optymistycznie. Dwa pociągi, którymi jechałem w ten weekend, przyjechały o czasie. Jak przed wojną.