Uchwała została podjęta stosunkiem głosów 5:3, przy 1 głosie wstrzymującym się – przewodniczącego PKW, sędziego Sylwestra Marciniaka. Podstawą odrzucenia są art. 132 oraz art. 135 kodeksu wyborczego. Liczba zdobytych przez kandydatów PiS głosów uprawniała komitet wyborczy do otrzymania 38 mln zł dotacji zwrotnej. Została ona pomniejszona o około 10,8 mln, czyli trzykrotność oszacowanych przez PKW na 3,6 mln zł przyjętych podczas kampanii wyborczej w 2023 r. świadczeń niepieniężnych.
Analogiczna kwota 10,8 mln zł corocznie zostanie z automatu odcięta z subwencji dla PiS na działalność. Ale perspektywa jest dla Jarosława Kaczyńskiego bardziej czarna, albowiem uchybienia z kampanii mogą wpłynąć na odrzucenie sprawozdania partii – już nie komitetu wyborczego – i wtedy subwencja całkowicie przepadnie w okresie kadencji 2023-27. Ta druga kwestia zostanie rozpatrzona przez PKW we wrześniu. Oczywiście PiS zaskarży zarówno uchwałę podjętą 29 sierpnia, jak też spodziewaną wrześniową do Sądu Najwyższego (SN), konkretnie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Została ona stworzona za rządów PiS i obsadzona przez sędziów wspierających tę partię, trybunał Unii Europejskiej nie uznaje jej za sąd. Ale to właśnie ta izba SN m.in. potwierdza ważność wyborów, w tym również do Sejmu i Senatu z 15 października 2023 r. Tego pozytywnego orzeczenia rządzące obecnie konsorcjum oczywiście nie kwestionowało i w ogóle nie podnosiło argumentu o wydaniu go przez organ pozasądowy. Jeśli w ocenie przełomowych wyborów wszyscy z konieczności zdali się na neoizbę, to w kwestii oceny uchwał PKW…
Pierwszy raz w dziejach uchwała PKW sięgnęła do meritum kampanii, poza czyste formalności. Dotychczas uchwały pozbawiające partie polityczne pieniędzy – kiedyś m.in. Polskie Stronnictwo Ludowe, później Nowoczesną – opierały się na stwierdzeniu oczywistych błędów proceduralnych, w tym lokowania kampanijnych funduszy na niewłaściwych kontach. Krajowe Biuro Wyborcze, czyli urząd obsługujący PKW, oczywiście nie ma żadnego pionu dochodzeniowo-śledczego. W ostatnim czasie wpłynęła jednak do niego masa konkretnych dokumentów finansowych, które potwierdzały ponad wszelką wątpliwość łamanie kodeksu wyborczego. W zeszłym roku wiele materiałów wyborczych kandydatów do Sejmu i Senatu całkowicie niezgodnie z rzeczywistością nosiło oznaczenia „Komitetu Wyborczego PiS”, albowiem pełnomocnik finansowy komitetu urzędujący w Warszawie przy ulicy Nowogrodzkiej… nic o nich nie wiedział. Przynajmniej taka była w ostatnim czasie linia obrony centrali. PKW jednak uznała tłumaczenia o samowolce konkretnych kandydatów za absurdalne i dokonała oszacowania tylko niektórych wyborczych eventów i inicjatyw. Standardowe komercyjne wyliczenie ekwiwalentu reklamowego uzyskanego przez PiS dało kwotę 3,6 mln zł, przy czym obejmuje ona tylko część zgłaszanych dokumentów. Posłowie KO twierdzą, że przedstawili PKW bardzo wiarygodne faktury i umowy przekraczające 20 mln zł.
Bez względu na sądowy finał starcia – uchwały PKW będą miały ogromny wpływ na przyszłość demokracji w Polsce. Najpilniejszą koniecznością staje się doprecyzowanie kodeksu wyborczego, aby uszczelnienie przepisów finansowych mogło zostać zastosowane już w prezydenckiej kampanii w 2025 r.
