Plaga kradzieży pszczół w Dolnej Saksonii

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2015-09-09 22:00

Jeden z niemieckich krajów związkowych stał się obszarem swoistego złodziejskiego procederu — z pasiek Dolnej Saksonii giną pszczele kolonie.

Proceder stał się poważnym problemem, bo oprócz zwykłych kradzieży sprawcy dopuszczają się też poważnych dewastacji, m.in. zatykają wejścia do uli czy niszczą plastry miodu.

Bloomberg

— Kradzieże były zawsze, ale w tym roku skala zjawiska jest porażająca. To prawdziwy problem nie tylko dla samych pszczelarzy, ale tej gałęzi gospodarki — mówi Klaus Ahrens, przedstawiciel stowarzyszenia pszczelarzy północno-zachodniego landu. Jego opinię potwierdza Nico Martins, pszczelarz hobbista. O ile w poprzednich latach w jego regionie zdarzały się trzy, cztery kradzieże rocznie, to w bieżącym odnotowano już 44. W innej części landu zaginęło aż 67 kolonii. Policja podjęła działania, jednak sprawa nie jest prosta, gdyż namierzenie sprawców utrudnia fakt, że pszczele ule położone są zazwyczaj z dala od obszarów zamieszkanych, a przestępcy działają nocą. Pszczelarze własnym sumptem polują na sprawców, montując m.in. monitoring i wykorzystując do śledzenia uli GPS. Akcja poszukiwawcza prowadzona jest też w mediach społecznościowych. Straty finansowe — według stowarzyszenia pszczelarzy — szacowane na jedną skradzioną pszczelą rodzinę to kwota 200-300 EUR. Jeśli doliczyć do tego miód, rośnie ona do 600-800 EUR. Pszczelarze podkreślają, że nie chodzi tylko o pieniądze.

— Wartość duchowa kolonii pszczół jest znacznie wyższa — mówi Jürgen Frühling ze stowarzyszenia pszczelarzy w Hanowerze. © Ⓟ