Niedawno wypłaty dotacji doczekał się Orzeł. Wkrótce w jego ślady pójdą inni dotacyjni maruderzy z GPW.
Po kilku miesiącach oczekiwania 4,6 mln zł dotacji doczekał się wreszcie oponiarski Orzeł. Światełko w tunelu widać też w przypadku innych spółek, które miały problemy z terminową wypłatą dofinansowania.
Jedną z nich jest Plast-Box, który od połowy 2010 r. czeka na obiecane 5 mln zł. Niedawno główny akcjonariusz spółki Krzysztof Moska za opóźnienia w wypłatach obwinił "mało zaangażowane" władze spółki. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) tłumaczy z kolei, że spowodowały je m.in. braki w dokumentacji środowiskowej i nieuregulowane kwestie prawne.
— Pojawiło się także podejrzenie, że spółka zaczęła realizować projekt przed czasem. Gdyby okazało się prawdziwe, umowa o dofinansowanie zostałaby rozwiązana — wyjaśnia Dariusz Wojtaszek, rzecznik PARP.
Wątpliwości agencji zostały jednak rozwiane, a sprawa wreszcie dobiega końca.
— PARP obiecała, że otrzymamy dotację w tym tygodniu. Mamy nadzieję, że w piątek zobaczymy pieniądze na koncie — wyjaśnia Grzegorz Pawlak, wiceprezes Plast-Boksu.
Prawdopodobnie szczęśliwego finału doczeka się także Energo-Eko. Spółka, której większościowym udziałowcem jest giełdowy BBI Zeneris, w 2009 r. podpisała umowę na dofinansowanie budowy zakładu przetwórstwa odpadów komunalnych i przemysłowych w Jastrzębiu-Zdroju. Na projekt wart 100 mln zł z UE miało popłynąć niemal 40 mln zł.
Choć inwestycja ruszyła, pieniędzy nie widać.
— Do tej pory nie udało nam się spiąć finansowania, bo PARP ponad rok weryfikuje dokumenty związane z projektem. Wszystko przez to, że nasze pozwolenie na budowę zostało wydane przed zmianą przepisów w 2009 r.– tłumaczy Stanisław Kuchta, wiceprezes Energo-Eko.
Choć według spółki jest ono wiążące, PARP ma wątpliwości.
— Spółka nie prowadziła odrębnego postępowania oceny oddziaływania na środowisko. Warunki środowiskowe zostały przeanalizowane podczas wydawania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Nie byliśmy w stanie określić samodzielnie poprawności dokumentacji — tłumaczy Dariusz Wojtaszek.
Dlatego PARP zwróciła się o pomoc do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, a procedura wydłużyła się.
— GDOŚ wydała już pozytywną decyzję. Liczymy, że w jej ślady pójdzie wreszcie PARP, bo wyczerpała wszystkie możliwości sprawdzenia naszego projektu — wyjaśnia Stanisław Kuchta.
Energo-Eko to niejedyna spółka, która wpadła w taką pułapkę.
— W 2009 r. poszerzono katalog inwestycji, które muszą mieć decyzję środowiskową. Wiele urzędów stosuje w tym względzie prawo wstecz. Różne interpretacje wynikają z nieścisłości nowej ustawy — wyjaśnia Piotr Kosmęda z kancelarii LEXdirekt Widziewicz Szepietowski.