...jeszcze nic się nie zaczęło, a już się skończyło — śpiewała kiedyś Joanna Rawik. Słowa te stanowią groźne memento dla nowego Sejmu oraz koalicji Prawa i Sprawiedliwości z Platformą Obywatelską. Politycy obu partii demonstrują „jaskrawą ambiwalencję przeżyć emocjonalnych”, czyli zachowania schizofreniczne — i deklarują chęć utworzenia stabilnego rządu, i obrzucają się wzajemnie coraz bardziej jadowitymi epitetami.
Gdybyśmy mieli traktować je poważnie, to właściwie natychmiast po wczorajszym ślubowaniu posłów należałoby rozpisywać nowe wybory do parlamentu! Na szczęście jednak wszyscy wiedzą, że słowna wojna wywołana została nadchodzącą rozstrzygającą turą wyborów prezydenckich. Liderzy PiS i PO strasznie ciężko przechodzą „zespół napięcia przedgłosowaniowego”. Ale 23 października wieczorem balon pęknie i wreszcie zaczną się, mamy nadzieję, konkretne rozmowy z pożytkiem dla Polski.
Inauguracyjne posiedzenie Sejmu przebiegło dokładnie tak, jak pisaliśmy o nim od kilku dni — nie było szans na wybór marszałka. Ponieważ PiS już liczy się ze zwycięstwem Donalda Tuska (choć wypowiedzenie tego głośno przed niedzielą byłoby partyjną zdradą stanu), zamierza włączyć urząd prezydenta do rozliczeń koalicyjnych i dla jego zrównoważenia zechce przejąć stanowiska i premiera, i marszałka Sejmu. Nic dziwnego, że właśnie na wniosku PiS o przerwanie inauguracyjnego posiedzenia do 26 października przyszło nowym posłom przećwiczyć maszynę do głosowania. Te pierwsze w V kadencji wyniki warto zapamiętać, albowiem na poczekaniu ukształtowały się koalicje interesów: za wnioskiem 237 głosów — PiS 154, Samoobrona 56, PSL 24, LPR 3 (grupka Wrzodaka); przeciwko 215 — PO 130, SLD 55, LPR 30; wstrzymało się 2 — Mniejszość Niemiecka 2 (lepiej ostrożnie...); nie głosowało 6.
Największym zaskoczeniem wczorajszego dnia było desygnowanie Kazimierza Marcinkiewicza na prezesa Rady Ministrów. Prezydent Aleksander Kwaśniewski postanowił wymusić na PiS i PO przyspieszenie tworzenia rządu i uruchomił konstytucyjne procedury. Platforma była decyzją głowy państwa wręcz zszokowana, natomiast w PiS zadowolenie mieszało się z zaskoczeniem.
Na koniec nawiążę do komentarza „Barteru nie będzie” sprzed tygodnia, dotyczącego propozycji Andrzeja Leppera wygłoszenia apelu do jego elektoratu o masowe głosowanie w drugiej turze na Lecha Kaczyńskiego — za stanowisko marszałka Sejmu. Wtedy PiS zdecydowanie się odcięło, ale po kilku dniach okazało się, iż jakiś mniejszy barterek został jednak przypieczętowany, bo Lepper apel wygłosił. Wczoraj w sejmowych kuluarach ustaliłem, jaka była jego cena. Otóż w zamian PiS przeforsuje głosowanie nad kandydatami na wicemarszałków Sejmu en bloc, czyli jednym wciśnięciem guzika na całą listę. Tylko taki tryb umożliwi Samoobronie przemycenie Leppera na wicemarszałka, bo w głosowaniu personalnym zapewne by przepadł. Okazuje się, że dla Prawa i Sprawiedliwości marzenia o prezydenturze Lecha Kaczyńskiego warte są nawet sprzeniewierzenia się wartościom wypisanym na partyjnym szyldzie.