Po debiucie łatwiej rosnąć, przejmując spółki

Marcin Dybek
opublikowano: 2007-05-02 00:00

Dlaczego właściciele prywatnych spółek chcą wprowadzić je na giełdę? Dla pieniędzy. Na upublicznieniu zyskuje zarówno spółka (nowy kapitał), jak i jej dotychczasowi akcjonariusze. Akcje publicznej są o wiele więcej warte niż prywatnej, nawet jeśli stoi za nimi taki sam majątek i o takiej samej rentowności. Kupno niewielkiej części majątku prywatnej firmy nie przynosi dużych korzyści. W przypadku akcji notowanych na giełdzie jest inaczej. Są ludzie, którzy chętnie je obejmą po wyższych cenach.

Ale oferta publiczna kosztuje. Trzeba dać coś w zamian. Cele emisji, zapisane w prospekcie, muszą być zgodne z oczekiwaniami rynku, co nie zawsze oznacza optymalne wykorzystanie kapitału. Nie mogą być zbyt ryzykowne i muszą być możliwe do zrealizowania. Muszą przynosić też korzyści finansowe jak najszybciej. Góra w ciągu jednego roku. Inwestorzy giełdowi raczej nie są chętni do topienia majątku w spółce, która przyniesie zwrot z inwestycji po kilku latach. Nawet jeżeli zwrot ma być bardzo wysoki.

To sprawia, że najczęściej powtarzającym się celem emisji są akwizycje innych podmiotów. O wiele rzadziej środki z emisji przeznaczane są na rozwój organiczny. Rozwój organiczny jest o wiele bardziej ryzykowny, a inwestycje tego typu często zwracają się po długim okresie. Zbyt długim, biorąc pod uwagę cierpliwość inwestora giełdowego. Większość analityków, w celu oceny atrakcyjności oferty rynku pierwotnego, policzy wskaźniki takie jak C/Z na podstawie prognoz dotyczących najdalej najbliższego roku. To oznacza, że cena emisyjna i cena sprzedaży akcji będą ustalane zgodnie z przewidywaniami tylko najbliższej przyszłości.

Akwizycje dają większą szansę sukcesu. Zarządy spółek przejmujących nabywają zorganizowane przedsiębiorstwo z bazą klientów. Ponadto od momentu przejęcia wszystkie przychody i zyski obejmowanej kontrolą spółki konsolidują się w sprawozdaniu finansowym emitenta, nawet jeżeli wartość nabytych udziałów wynosi mniej niż 100 proc. Dzięki temu giełdowy podmiot może podbić znacząco dynamikę przychodów i wykazać się rozwojem. Jedyny problem polega na tym, by przekonać właścicieli przejmowanych spółek do ich sprzedaży. Dobrym argumentem jest status spółki publicznej. Nie zawsze jednak ten argument działa.

Przekonał się o tym Bogdan Fota, główny akcjonariusz i do niedawna prezes Foty, debiutanta z listopada. Chciał przejąć spółkę Behamot (z o.o). O wstępnych rozmowach na temat przejęcia rynek został poinformowany już w prospekcie emisyjnym. Miało być ono pierwszym krokiem na drodze realizacji celów emisji akcji serii D. Ale przejęcie zakończyło się fiaskiem. Udziałowcy Behamotu odrzucili ofertę Foty. Po tym zdarzeniu akcjonariusze długo czekali na informacje o zapowiadanej konsolidacji rynku samochodowych części zamiennych i związanych z nią akwizycjach. Dopiero pod koniec marca Fota poinformowała o podpisaniu warunkowej umowy nabycia 80 proc. udziałów czeskiej Autoprimy. Oby tym razem się udało. Dodać należy, że czas działa na niekorzyść Foty. Od szybkości przejmowania firm z branży zależy realizacja prognozy osiągnięcia 21,3 mln zł zysku netto. Im wcześniej będą następowały przejęcia, tym szybciej zyski przejętych spółek wejdą do skonsolidowanego sprawozdania finansowego.

Marcin Dybek

www.rsg.pl